Upalne dni przysparzały kotom masę niedogodności. Brakująca woda, susza, a po kilku dniach tak ulewna burza, że strach było wyjść na zewnątrz. Wszystko były zalewane, nieostrożne kociaki mogły się nawet podtopić, gdyby wyszły na zewnątrz.
Barszczowa Łodyga, najstarszy wraz ze swoim bratem kot w Klanie, czuł, że kończy mu się czas. W starych kościach mógł wyczuć przychodzącą ku niemu śmierć. Jakby jej chłodny oddech zmierzwił mu sierść na karku… a w nocy próbowała odebrać mu duszę. Budził się bez dechu, czasem nie mógł w ogóle zasnąć. Był tym nieco zestresowany, dopóki nie zrozumiał, o co chodziło. Wystarczyło, by pogodził się z tym, że umiera. Z bólem, który mu towarzyszył przy każdym wstawaniu, myciu łap czy podnoszeniu jakichś rzeczy. Sylwetka chudnąca w oczach, oczy zachodzące mgłą oraz wąsy, które z każdym wschodem słońca opadały coraz niżej. Sierść na pysku miał całkowicie szarą, nawet na łapach mógł dostrzec takie przebłyski, jakby życie nie pozwalało mu zapomnieć, w jakim był wieku.Barszcz na początku bał się umierać. Nie chciał zostawiać Nieustraszonego Chomika, czy Poczciwego Szakłaka, martwił się również o Biały Strumień, który był wyraźnie bardziej zdołowany, niż wcześniej. Jego obawy sięgały również aktualnych uczniów, którzy sprawiali niemałe problemy, oraz Zawodzącego Echa, który lada chwila zostanie oficjalnym Liderem i pójdzie odebrać życia. Czy Klan Burzy pozostanie zdrowy i silny? Czy Przodkowie może planują dla nich Próby?
Barszcz nie wiedział, a nie będzie miał również okazji, by otrzymać odpowiedzi na swoje pytania. Tej nocy, leżąc na swoim mchowym posłaniu, wiedział, że ten sen będzie jego najdłuższym. Biorąc ostatnie wdechy, myślał o swojej rodzinie i bliskich. Życzył Nieosutraszonemu Chomikowi dużo cierpliwości oraz siły, by mogła mierzyć się z trudnościami losu. Poczciwemu Szakłakowi chciał życzyć mnóstwo miłości i wiary w siebie, radości. Barszcz żałował, że nie był lepszym ojcem. Może z zaświatów będzie mógł zsyłać synowi jakieś dobre znaki? A Pchełka… jego córeczka, mieszkająca w Klanie Klifu, jak się miała? Była zdrowa, szczęśliwa? Nie miał okazji się dowiedzieć, będąc zbyt starym na dalekie wycieczki na Zgromadzenia czy spotkania na granicach Klanów. Uznał więc, że jest silna i na pewno daje sobie radę w tamtym Klanie.
Gdy już życzył bez słów każdemu tego, co chciał, mógł powitać śmierć. Ponownie czując chłodny oddech na karku, sztywniejące mięśnie oraz poczucie, że tracił kontrolę nad własnym ciałem. Położył bezsilnie głowę na mchu, zamknął oczy i przestał walczyć z tym uczuciem. Wziął wdech, a wraz z wydechem pozwolił, by śmierć zabrała jego duszę na Srebrną Skórkę.
Dziękuję wszystkim za możliwość stworzenia wraz z Wami interesującej fabuły! Barszczyk miał udane życie, a mi się bardzo miło nam pisało :D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz