Nie był to pierwszy raz, kiedy nagle kilku kotom przypominało się, że jednak coś im dolega i hurtem muszą przybyć do legowiska medyków po pomoc. Szylkretka zdążyła się już do tego przyzwyczaić, niemniej wciąż uważała, że te koty mogłyby się trochę bardziej ogarnąć. Kotka pobieżnie przebiegła wzrokiem po figurach trzech kotów. Jej wzrok zatrzymał się na ostatnim – ciemnym kocurze o zielonych oczach.
— No znowu on… — jęknęła cicho, kierując wzrok na medyczkę.
Jagna zdążyła się już wystarczająco nasłuchać o niechęci młodej kotki do burego ucznia. Widząc więc załamany wzrok swojej uczennicy, westchnęła cicho z rozbawieniem i skinęła głową – weźmie go na siebie.
Aldrowanda odetchnęła z ulgą. Na całe szczęście nie będzie musiała się użerać z tym mysim móżdżkiem. „Wiesz, że kiedyś jak mnie zabraknie, to on zostanie na twojej głowie, prawda?” — kotka słyszała te słowa mentorki w swojej głowie. Ale kiedyś to nie dziś, więc niech ona bierze sobie tego farfocla. Teraz zabierze się za Lilaka oraz Morświnową Płetwę. Obu kotom nakazała położyć się na miękkich, zamszonych legowiskach.
— No to, co ci dolega, kociaku? — spytała szylkretka, podchodząc do szarej kulki futra, która wpatrywała się w nią wielkimi niebieskimi ślepiami. W rozmowie z kociętami Aldrowanda zawsze używała lżejszego, łagodniejszego tonu. Wyjątkiem był tylko Agatówka. On był chyba zesłany prosto z tego całego… no tej odwrotności Klanu Gwiazdy. Jako kara. Dla niej. I w ogóle całego klanu. Po co w ogóle komukolwiek takie coś do życia, no zwyczajnie masakra!
— Uszy mnie trochę bolą. I jeszcze swędzą! — pisnęła Lilak.
— Już zaraz coś na to poradzimy, nie martw się — miauknęła pomarańczowooka, po czym zwróciła się do białe-liliowej wojowniczki. — A ty, Morświnowa Płetwo? Co tobie dolega?
— Na patrolu w łapę wbiło mi się szkło — odparła kotka, unosząc łapę, aby pokazać uraz. Aldrowanda kiwnęła głową, po czym odeszła w kierunku półek z ziołami, aby dobrać odpowiednie rośliny lecznicze.
Po chwili wróciła, niosąc w pyszczku trybulę, pajęczynę na patyku, aksamitkę oraz liść dębu. Aksamitkę rozpoznała od razu, miała bardzo charakterystyczny wygląd – żółto-pomarańczowe kwiaty o wielu małych płatkach. Trybuli szukała nieco dłużej, jednak w końcu udało jej się ją rozpoznać. Kotka najpierw podeszła do Lilaka i usiadła przed nią. Przed sobą pozostawiła tylko aksamitkę i liść dębu, następnie zaczęła wysączać sok z łodygi kwiatu na liść. Gdy już zebrała wystarczającą ilość soku, umoczyła w nim swoją łapę i z uwagą nałożyła na uszy kociaka.
— Gotowe. Niedługo powinno przestać boleć. I nie drap się! — miauknęła z uśmiechem do szarego kłębka futerka. — Zaraz Cię odprowadzę.
— Ja ją odprowadzę. Wyleczyłam już Agatówkową Łapę — wtrąciła się Jagna, podchodząc do uczennicy i jej dzielnego pacjenta. — To był tylko zwykły ból głowy.
— Podałaś mu mak? — spytała Aldrowandowa Łapa, próbując zgadnąć.
— Ból nie był na tyle mocny. Wystarczył wrotycz — odparła kocica.
Młodsza kotka skinęła głową. Faktycznie, zupełnie zapomniała w tym momencie o istnieniu wrotyczu. Przez chwilę obserwowała, jak medyczka wychodzi z legowiska z Lilakiem, która mówiła coś do starszej kocicy piszczącym, typowo kocięcym tonem. Urocze.
— No to co, teraz twoja kolej — miauknęła Aldrowanda, obracając się do ostatniego dziś, taką przynajmniej miała nadzieję, pacjenta.
Uczennica usiadła przed wojowniczką. Dokładnie obejrzała jej łapę, po czym zębami chwyciła kawałek szkła, który w niej utknął. Z precyzją i jak największą delikatnością, wyciągnęła ciało obce z łapy. Morświnowa Płetwa syknęła cicho, takie rzeczy zawsze bolały. Kolejnym krokiem było przeżucie korzenia trybuli i nałożenie papki na miejsce, gdzie jeszcze przed chwilą znajdował się odłamek szkła. Aldrowandowa Łapa szybko to uczyniła, a na koniec obwiązała stopę pajęczyną, tworząc opatrunek zapobiegający wdaniu się w ranę infekcji.
— Gotowe. Najlepiej, jeśli od razu wrócisz do legowiska i nie będziesz już dzisiaj nigdzie chodzić, aby rana szybciej się zagoiła — poleciła.
— Oczywiście. Dzięki bardzo — wojowniczka uśmiechnęła się, po czym wstała i od razu udała się do legowiska wojowników.
Ciche westchnięcie wydobyło się z Aldrowandy, która dumna z siebie, usiadła na jednym z zamszonych posłań, aby chwilkę odpocząć. Przecież wykonała dobrą robotę, a więc moment odpoczynku jej się należał. Jej mentorka zapewne poparłaby to stwierdzenie z cichym śmiechem. Mentorka… A w zasadzie to gdzie była Jagna i dlaczego nadal nie wracała? Tak naprawdę najbardziej prawdopodobna opcja była taka, że została zagadana przez Lilak. Przeuroczy kociak tak w ogóle. Oby takich było w klanie jak najwięcej.
Wyleczono: Agatówkowa Łapa, Lilak, Morświnowa Płetwa
[705 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz