Jeszcze za okresu Pory Zielonych Liści
Słońce chyliło się już ku zachodowi, a cienie stawały się coraz dłuższe. Ptaki chętniej śpiewały, tworząc wieczorny chórek. Jesionka wypoczywała gdzieś w kącie obozu, z dala od drażniących promieni słonecznych. Leżała spokojnie z zamkniętymi oczami, a jej uszy podrygiwały w rytmie śpiewu ptactwa. Jej futro było świeżo umyte i lśniło pięknie nawet w cieniu. Jej łabędzie pióro spoczywało u jej łap, podczas gdy ona delektowała się chwilą. Tak bardzo się wsłuchała w symfonię kosów, że nawet nie zdała sobie sprawy, że ktoś do niej podszedł. Dopiero gdy poczuła futro ocierające się o jej bok, zrozumiała, że ma towarzystwo. Podniosła łeb i zauważyła już leżącą obok niej Miodową Łapę, która uśmiechała się ciepło. Może i cieplej niż promienie słońca Pory Zielonych Liści. Liliowej serce zmiękło.
— Wybacz, słoneczko… nie chciałam ci przerywać — wymruczała złota cichym głosem, jakby nie chciała przeszkadzać ptakom w śpiewie.
— Nic nie szkodzi — odparła podobnym tonem i położyła łapę na łapie towarzyszki. — Niczego mi nie przerywasz. Nawet jakoś tak… milej jest z tobą u boku — przyznała, a jej wzrok utkwił w ziemi, jakby się onieśmieliła. Na jej pyszczku widniał szczery uśmiech, którego gdyby nawet chciała, nie umiałaby przerwać.
Przez chwilę obie w ciszy słuchały ptasiego chóru, który z każdym uderzeniem serca nabierał coraz to bardziej delikatnych tonów. Pewnie niektóre ptaki już chowały się z powrotem do gniazd, a inne zaledwie dołączały po męczącym dniu pełnym swoich ptasich obowiązków.
— Kiedy przeniosłaś się do legowiska wojowników, jakoś tak pusto jest w tym od uczniów… — powiedziała Miodka, wpatrując się w ziemię i ryjąc w niej kółka jednym pazurem. — Muszę przyznać, że tęsknię za tobą za każdym razem, gdy przypominam sobie, że jesteś gdzieś indziej — wymamrotała nieśmiało, unikając kontaktu wzrokowego.
Jesionka zastanowiła się chwilkę.
— Jestem pewna, że ty też niedługo zostaniesz wojowniczką — stwierdziła pewnie. — Obok mojego posłania jest pusta przestrzeń na inne, więc będziemy mogły być u boku, tak samo, jak za ucznia — upewniła ją, podnosząc ją lekko na duchu. Złota towarzyszka oparła głowę o jej ramię, mrucząc szczęśliwie z oczami głęboko wpatrującymi się w zielonooką.
— Nikt nie pociesza jak ty — zachichotała. Przez następną chwilę odpoczywały razem, nasłuchując szumu drzew przerywanego jeszcze ostatnimi zwrotkami śpiewu wydawanego przez kosy. Jesionka aż ziewnęła, a Miodka rozciągnęła łapy.
— Co powiesz na wieczorny spacerek? Nie zajdziemy daleko, tylko trochę wokół obozu — zaproponowała złota. Wojowniczka pokiwała głową.
— Z wielką chęcią — odparła i wstała, zginając grzbiet w łuk, by zaraz potem go wyprostować.
— Tak na dobre zakończenie dnia — dodała jeszcze uczennica i powoli podreptała do wyjścia z obozu z Jesionką u boku. Już niekoniecznie musiały się pytać o wyjście z obozu; w końcu jedna z nich wreszcie była wojowniczką.
Gdy kotki opuściły osłonioną polanę, słońce już zdążyło uciec pod horyzont, zostawiając wiele ciepło ubarwionych smug na ciemniejącym już błękitnym niebie. Liliowa zerknęła na kotkę.
<I jak, Miodko? W którą stronę idziemy? :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz