BLOGOWE WIEŚCI

BLOGOWE WIEŚCI





W Klanie Burzy

Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkę

W Klanie Klifu

Rozpoczęły się rządy Lśniącej Gwiazdy. Nowy lider Klanu Klifu sprytnym planem nie dopuścił, aby Pikująca Jaskółka stanęła przed Przodkami i przyjęła dar dziewięciu żywotów. Zaplanowany spisek powiódł się, a morderca przejął stanowisko ofiary, obarczając winą Gąsienicowego Ogryzka, z którym współpracował. Zapatrzona w rudego Truskawkowe Pole została wybrana na zastępczynię, ku zdziwieniu i niezadowoleniu innych wojowników. Przed Klanem Klifu wyłaniają się nowe przeszkody i wyzwania. Pierwszym z nich ma być odzyskanie ciała ich poprzedniej medyczki z łap Klanu Nocy, który z niewiadomego powodu jest w jego posiadaniu. Czy rządy Lśniącej Gwiazdy już od początku zostaną naznaczone wojną i przelewem krwi? Czy może jednak poprowadzi swój klan ścieżką pokoju i rozwagi?

W Klanie Nocy

Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.
Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?

W Klanie Wilka

Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.
Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).

W Owocowym Lesie

Pieczarka odeszła na emeryturę, aby w spokoju przeżyć resztę swoich dni. Po zwycięskiej potyczce z bobrami, których tama zatrzymywała zatrutą wodę w okolicach obozu, i które doprowadziły do śmierci wielu kotów, oddała ona Owocowy Las w łapy Czereśni. Na swoich zastępców wybrał on swoją dawną uczennicę Fige oraz wojownika Kolendre. Mimo ogromnych strat, których doświadczyła w ostatnim czasie społeczność, kocur nie ma zamiaru się poddawać. Wierzy, że stanowczą łapą zdoła odbudować to, co zniszczyły choroby i wrogie gryzonie. Z pomocą szamanki Purchawki postanowił zadbać o swoich pobratymców, aby Owocowy Las mógł odmienić swój los i stać się równie potężny co leśne klany. Czy nowy przywódca i jego zastępcy poradzą sobie z widmem dawnych nieszczęść?

W Betonowym Świecie

nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.

MIOTY

Mioty


Miot w Klanie Klifu!
(jedno wolne miejsce!)

Znajdki w Klanie Burzy!
(dwa wolne miejsca!)

Miot w Owocowym Lesie!
(dwa wolne miejsca!)

Zmiana pory roku już 5 lipca, pamiętajcie, żeby wyleczyć swoje kotki!

18 czerwca 2026

Od Promiennego Słońca

Życie było niesprawiedliwe. Promyk doświadczyła tego na własnej skórze. Po walce z mewami straciła nie tylko swój błysk w oku, ale także równowagę. Zarówno fizyczną, jak i mentalną. Musiała na nowo nauczyć się skakać i wspinać. Jej ślepe oko nie pomagało jej w poruszaniu się i polowaniach. Promyk straciła swój promyk, to było widać z daleka.
Tego dnia snuła się pod ścianami obozu, jej oko wbite bezmyślnie przed siebie. Kroczek za kroczkiem, całkowicie pogrążona we własnych myślach. A jednak obserwowała wszystkich wokół. Jacy wszyscy wokół byli weseli… albo i nie. Może po prostu udawali. Promienne Słońce nie miała już siły udawać. Nie miała siły udawać, że nie była zazdrosna i zgorzkniała szczęściem innych.
A najbardziej irytowało ją szczęście ich lidera. Lśniąca Gwiazda wbił się na tron praktycznie bezprawnie, przynajmniej w oczach Promienia. Jaskółka gdzieś zniknęła, prawdopodobnie martwa gdzieś w krzakach i nagle pewien rudy kot przemawia do nich o tym z piedestału. I jeszcze jego wybór zastępcy. Zastępcy, która długo nim nie pozostała lądując w kociarni. Truskawkowe Pole nie była nawet Klifakiem z krwi i kości. Przybiegła do klanu, uczepiła się paru kotów i rozgościła się w ich obozie.
W ich obozie. Bo Promyk czuła, że ten obóz nie jest do końca już jej. Że wszystko wokół ją tłumi. Że koty patrzą się na nią krzywo, jakby nie należała do klanu. Zaczątki rozmów umierają, zanim zdąży się wypowiedzieć. Krzywe spojrzenia ciągną się za nią jak cienie. A może się jej tylko wydaje? W końcu każdy ma swoje życie i ona nie jest pępkiem ich świata. Chociaż ona nie czuje się nawet częścią czyjegoś życia, a co dopiero samym centrum. Czasami ma wrażenie, że nawet jej własne życie pędzi bez niej. Do przodu, do przodu, a ona stoi z tyłu i tylko patrzy na ogon swoich marzeń.
Promyk wyszła z obozu. Jej ramiona były spięte i krok ostrożny, aby nie spaść, nie potknąć się. Jej równowaga nadal była trochę zachwiana. Jej kroki wiodły ja dalej i dalej. Szła spokojnie, prawie automatycznie, aby odpocząć od samej siebie. Jednak jej myśli nadal krążyły, pędziły. Nie chciały się zamknąć, nie chciały dać jej spokoju. Nie była w stanie wyłączyć swojego mózgu ostatnimi czasy. Coś ciągle siedziało z tyłu jej głowy i podpowiadało jej coraz to koszmarniejsze myśli. Nie jesteś mile widziana. Nikt cię tu nie kocha. Nikt cię tu nie chce. Śmieją się z ciebie. Obgadują za twoimi plecami. I Promyk wiedziała, że tak nie jest, i chyba tylko to jeszcze trzymało ją w tym klanie. W tym życiu wojownika. To i niechęć do bycia Samotnikiem. Niechęć do bycia całkowicie obcym w nowym klanie, gdyby miała uciec jak jakiś tchórz. Jak Królicza Ułuda, którego zapach urwał się przy granicy. Nie bała się rządów Lśniącej Gwiazdy. Kto wie. Może to wszystkim posłuży dobrze. Gdyby nie to, że od razu faworyzuje koty, które nie powinny znajdować się na miejscach, które zostały im przydzielone.
Promyk było też bardzo smutno, ponieważ to nie Judaszowcowa Gwiazda, ani Jaskółcza Gwiazda, dwa koty, które szanowała całym sercem, nie nadały jej imienia. Był to za to Lśniąca Gwiazda. Lśniąca… ogóle jakież to imię. Bardzo wychwalające samego siebie. Jakby on jeszcze w ogóle lśnił. Mirtowa Gwiazda brzmiałoby znacznie lepiej, a przynajmniej mniej jakby był wpatrzony we własne wąsy.
Promyk zamrugała z niemym zaskoczeniem, kiedy między jej palce wdarł się piach. Zaszła nad morze. Słońce wesoło tańczyło na wodzie, gdzieś na horyzoncie. Całe niebo lśniło pięknymi kolorami zachodu słońca. Mrok wkradał się między konary drzew i powoli wypływał na resztę świata. I zanim Promyk się obejrzała, słońce całkowicie zniknęło za warstwami wody, pozostawiając po sobie tylko poświatę. Kotka siedziała jeszcze chwilę na ciepłym piachu, zanim poruszyła resztką ogona, w przyzwyczajeniu chcąc go zarzucić na łapy. Prychnęła, kiedy jej się to nie udało. Zmarszczyła nos w zażenowaniu i wstała, otrzepując łapki. Piach kleił się do jej łap nieprzyjemnie i nagle zaczął jej przeszkadzać. Już w trawach mogła wytrzeć je o wieczorną rosę, która już się skropliła na źdźbłach. Promyk znalazła sobie kawałek opadłego drewna, aby usiąść ponad zarastającą klify trawą. Wbiła wzrok w poszarzałe niebo i odeszła od plaży. Nie miała tej nocy najmniejszej ochoty wracać do klanu. Swoje patrole i polowanie zaliczyła już o poranku, więc miała chwilę przerwy od własnych obowiązków. W końcu pora zielonych liści pozwalała na chwilę wytchnienia. Zamiast wrócić do obozu, jak normalny kto, unikając niebezpieczeństwa nocy, Promienne Słońce udała się na kolejny spacer, tym razem zahaczając o złote kłosy, w które pochłonęły ją niczym morze. Morze, które nie zmusi twojego ciała do poddania się falom i nie utopi cię bez cienia zawahania. Wysokie łodygi złocistych roślin falowały delikatnie na nocnym wietrze. Kłaniały się czasem mocniej, czasem słabiej, w zależności jak silny i władczy był wiatr, który akurat nad nimi władał. Promyk uwielbiała to uczucie. Posiadania nad głową baldachimu, osłony, nawet jeśli tak ruchliwej. Dawało jej to pewien spokój, którego nie mogła doświadczyć nawet w tak dobrze osłoniętym obozie. Jednak było coś wyjątkowego w samotności w cieniu traw.
Promyk usiadła na brzegu drogi potworów i spojrzała w obie strony. Nocami było znacznie prościej określić czy coś po niej akurat podróżuje. Potwory miały potężne światła, które pojawiały się, zanim wibracje w ziemi, docierały do łap kota. Dzisiaj jednak nikogo nie było. Ani jasności, ani wibracji. Droga była pusta i cicha, chociaż nadal koszmarnie śmierdząca. Promyk prześlizgnęła się po tej czarnej ścieżce i zniknęła w dalszej części. Nie chciała uciekać z klanu. Nie chciała być niewierna, nie. Po prostu bardzo lubiła siedzieć w nocnej ciszy nad brzegiem rzeki. Przychodziła na tę część pola w miarę często i zawsze wracała.
Ułożyła się wygodnie nad wodą, wbijając wzrok w poruszającą się pod nią wodę. Wszystko wokół było sielankowe, zupełnie różne od natłoku myśli kumulujących się w głowie Promiennego Słońca. Straciła ostatnio tak wiele rodziny i jak teraz się nad tym głębiej zastanawiała, to nigdy nie przeżyła swojej żałoby poprawnie. Nie, żeby teraz chciała to zrobić. Emocje były nieprzyjemne i dzielenie się nimi z kimkolwiek było obcą wizją dla młodej wojowniczki. Zawsze była samowystarczalna. Zawsze była silna. Nawet, teraz kiedy wszystkiego musiała nauczyć się od nowa, nie prosiła nikogo o pomoc. Jej odbicie patrzyło się na nią, poranione walką, ale silniejsze niż kiedykolwiek. Blizny na jej oku zdobiły jej pysk jak medale zdobyte w bitwie. Zasłużyła na nie. Była z nich dumna, więc dlaczego czuła się taka rozchwiana? Raz smutna, raz wściekła.
– Dobry wieczór. – Promyk mało nie wyskoczyła ze swojego futra, na dźwięk czyjegoś głosu zakłócającego nocny akompaniament. Promyk zerwała się na nogi i nastroszyła cała, odwracając się praktycznie od razu. Syknęła pod nosem ostrzegawczo, a kot, który stał już teraz przed nią, wycofał się o dwa kroki potulnie. – Przepraszam, że cię przestraszyłam!
– Nie… szkodzi. – Promyk polizała futro na piersi, aby je trochę położyć. Nie zdejmowała jednak uważnego oka z obcego kota. – Kim jesteś? – Nie bawiła się też w podchody.
– O to samo chciałam się zapytać ciebie! – oświadczyła kotka, kiwając głową ze śmiechem. Obroża na jej szyi zadzwoniła cichutko. – Ja jestem Łapka. Mieszkam tam. – wskazała łapą na widoczne w oddali legowiska dwunożnych. – Z moją siostrą. Ale ja, w przeciwieństwie do niej, lubię sobie wyjść na spacer lub dwa!
– Okej? – Promyk zmierzyła ją niepewnym spojrzeniem. Po co ta obca kotka jej o tym wszystkim mówiła? Zapadła chwila ciszy.
– Często tu przychodzę. – oświadczyła. – Czasami czuję twój zapach, więc jak w końcu cię namierzyła, to po prostu musiałam się przywitać!
– Ach. To… Okej. – Promyk nie wiedziała co powiedzieć. Lubiła to miejsce i przychodziła tutaj w miarę często, więc nie zdziwiło ją, że ten obcy kot znał jej zapach. To, co ją zdziwiło, to fakt, że w ogóle zaryzykowała swoim zdrowiem i się do niej zbliżyła. – Zdajesz sobie sprawę jak niebezpieczne to było? To, że tak mnie zaszłaś od tyłu i zaskoczyłaś? Jesteś pieszczochem i nie przypuszczam, że wygrałby ze mną w walce. – Promyk prychnęła w jej kierunku. Dlaczego tak właściwie nadal rozmawia z tym kotem? Powinna ją przegonić i tyle! Chociaż… to są tereny niczyje. Prawa klanów nie sięgają tak daleko i nie obejmują kotów, które żyją poza klanami. Chyba?
– No tak. To było trochę głupiutkie z mojej strony, ale poznawanie nowych kotów jest zawsze takie fascynujące. Poza tym… wcale mnie nie zaatakowałaś! – oświadczyła Łapka z szerokim uśmiechem. Promyk za to tylko się skrzywiła w odpowiedzi, bo teraz miała wielką ochotę na zdarcie tego uśmieszku z jej pyska. Powstrzymała się. Nie potrzebowała dzisiaj więcej problemów.
– No to mnie poznałaś. A teraz zostaw mnie w spokoju. – Promyk nastawiła uszy i znowu usiadła sobie nad brzegiem rzeki. Niech ją ten pieszczoch zostawi w świętym spokoju. Nie powinna się w ogóle do niej odzywać. – Jesteś za blisko granicy mojego klanu. Spadaj. – miauknęła, najeżając się. Miała nadzieję, że to przegoni kotkę. Tak się jednak nie stało.
– No nie poznałam cię, tak do końca. Nie znam nawet Twojego imienia! – Łapka wyłożyła się obok niej, wbijając w nią wzrok. Przynajmniej zrobiła to od strony zdrowego oka Promyk, tak żeby ta mogła posłać jej wściekłe spojrzenie.
– Promienne Słońce. Wystarczy? – warknęła niechętnie.
– Nie, ale się tym chyba muszę zadowolić. – oświadczyła pieszczoszka. – Masz dużo blizn na sobie. – dodała też po chwili ciszy.
– Mam. Co ci do tego?
– Nic. Po prostu uważam, że wyglądasz… ciekawie. Intrygująco. Bo jaka historia kryje się za nimi wszystkimi? Co o tobie świadczą? Jak je zdobyłaś i jak inni je widzą. To wszystko takie ciekawe… – Kotka otrzepała się, a dzwonek na jej szyi zadzwonił cichutko. Promyk wbiła w nią wzrok. Cała wściekłość z niej uleciała i została zastąpiona zaskoczeniem pomieszanym z dezorientacją. O czym w ogóle mówiła ta kotka?
– Co? – Promyk zmarszczyła nos, próbując zrozumieć to stworzenie przed sobą.
– Ach! Nie przejmuj się! Po prostu trochę bredzę. Co nie zmienia faktu, że bardzo mnie ciekawisz. – miauknęła. Promyk machnęła resztką ogona, próbując go znowu zarzucić na łapy, dać sobie odrobinę komfortu. Niewiele jej to jednak dało, gdyż jej kończyna była już dawno oderwana, chociaż nigdy niezapomniana. – Opowiesz mi jak je zdobyłaś?
”Zdobyłaś”. To słowo zawisło nad Promyk jak gilotyna. Nie ‘“dostałaś”, “nabawiłaś się”. Nie… Zdobyłaś. Jakby to był jakiś wyczyn. Osiągnięcie! Promyk przymknęła oczy. Nigdy nikomu jeszcze o tym nie opowiedziała. Czy to był dobry pomysł opowiadać o tym teraz? Obcemu kotu?
Wojowniczka spojrzała na kotkę, która leżała obok niej. Jej niebieskie oczy świeciły się, pełne ciekawości. Szczerej, prawie dziecięcej ciekawości. To był obcy kot. Kot, którego prawdopodobnie nigdy już więcej nie spotka.
– To… była walka. – oświadczyła Promyk, ważąc ostrożnie swoje słowa. Jeszcze nie była pewna ile chce wyjawić.
– Walka… z innym kotem? – ogon kotki zawinął się w ekscytacji.
– Nie…– Promyk odetchnęła ciężko. – To nie była walka z kotem. Nie. To… To była… – zmarszczyła nos. – To były mewy.
– Mewy? Te… ptaki? – Łapka przekrzywiła głowę. – Po co walczyłaś z mewami? Co one Ci takiego zrobiły, że należało się z nimi tak pobić?
– A czego nie zrobiły! – Promyk pokazała wszystkie zęby na samą myśl o tych przebrzydłych ptakach. – Są przekleństwem i plaga naszego klanu i mojego życia osobistego. Najpierw zabiły mojego kochanego wujka, Promieniste Słońce. Był mi tak bliski i … – Promyk spojrzała w wodę. Jej oko, brak ogona, blizny na ciele. – Tak bardzo go teraz przypominam. Nawet moje imię zostało wybrane dla jego pamięci. – oświadczyła. Łapka nie skomentowała. Wbijała w nią za to swoje oczka w milczeniu. Pozwalała jej mówić i słuchała uważnie. – Potem… Potem zabiły mojego tatę. Wojownicy przynieśli jego ciało do obozu. Martwe… Zimne… – Promyk podwinęła łapy pod siebie i zmrużyła oczy. Jakaż ona była teraz wściekła na samo wspomnienie taty. – Potem rozkazem naszego lidera musieliśmy siedzieć w obozie, ponieważ te ptaki… te przeklęte ptaki panoszyły się po naszym niebie i polowały na koty jakbyśmy byli tylko przekąska, którą mogą się poczęstować bez konsekwencji. Więc zapadła decyzja. Zabić mewy, zniszczyć jaja i gniazda. Martwa mewa nie może już upolować kota. – Promyk wysunęła i schowała pazury. Zapadła cisza. Łapka spoglądała na nią wielkimi oczami. Jedynym dźwiękiem, przez parę długich momentów, był szum rzeki. Promyk zmarszczyła w końcu nos i spojrzała na niebo. Wypadałoby się zdrzemnąć, gdzieś na jakiejś gałęzi, albo pod jakimś krzaczkiem.
– Twój wujek musiał być odważnym wojownikiem, jeśli miał takie blizny jak ty. – Łapka przechyliła głowę, aby przyjrzeć się Promyk jeszcze lepiej.
– Och… Haha! – Promienne Słońce zaśmiała się donośnie i szczerze. Dawno nie wydawała z siebie tego dźwięku. – Trochę tak, trochę nie. Był niezdarny. Podobno. Nie znałam go bardzo długo, ale bardzo dobrze go wspominam…
– Bardzo tęsknisz co?
– Bardzo. – przyznała. Oh jakież to były ciężkie dla niej słowa. – Bardzo…
– Nie rozumiem jeszcze jak się czujesz. Nigdy nikogo nie straciłam, zwłaszcza nie w ten sposób. Ale wydaje mi się… – Łapka położyła swoją łapę na jej barku. – że jesteś bardzo silna i odważna. Jak twój wujek.
– Dziękuję. – odparła Promyk wstając. Ta rozmowa była całkiem przyjemna jak na coś co wyszło tak spontanicznie. Ta złość, która wezbrała jak ogień w Promiennym Słońcu trochę się uspokoiła.
– Spotkam cię jeszcze? – Łapka nie wstała. Chyba zamierzała tu zostać.
– Nie wiem… Ale przychodzę tu całkiem często…– Promyk nie mogła odnaleźć w sobie odpowiedzi, dlaczego się do tego przyznała.
– Przyszłabyś jutro? Opowiedziała mi o klanach? Kiedyś coś o nich słyszałam, ale… tylko od mieszkańców miasta! – Łapka rozłożyła się wygodniej pomiędzy źdźbłami trawy.
– Ja… – Promyk zawahała się. Czy powinna w ogóle zadawać się z pieszczochem? – No dobrze. Jeśli nie będę na nocnym patrolu. – zgodziła się z jakiegoś powodu. Nie poznawała siebie. Co ją w ogóle do tego skusiło? To pytanie towarzyszyło jej do czasu kiedy nie usnęła, schowana bezpiecznie między korzeniami jakiegoś drzewa.
Promyk odetchnęła ciężko. O samym poranku była w obozie, potem cały dzień patrolowała i polowała. Jej brat z jakiegoś powodu do niej dołączył. Wkurzał ją ostatnio, bo jego wzrok był nieustannie zmartwiony, kiedy go jej posyłał. A Promyk czuła się wspaniale przecież! Nie potrzebowała dodatkowego kota, który pragnie narzekać jej za uchem, że się zmieniła. Bo się zmieniła. Może nie na lepsze, ale każdy się zmienia.
– Jak się dzisiaj czujesz? – Słoneczne Oko kroczył zaraz obok niej.
– Dobrze. – odparła bez patrzenia na niego. Była zajęta węszeniem jakiejś zdobyczy. Jeśli nie chciała się za bardzo narażać komukolwiek w klanie swoim nocnym znikaniem, należało przyłożyć się do swoich obowiązków.
– Ostatnio nie śpisz w swoim posłaniu…– kot nie odpuszczał. Naciskał. Promyk ostatnio bardzo nie lubiła być naciskana.
– No tak. Wygodniej mi się śpi poza obozem. W obozie jest głośno… i duszno. – miauknęła. W końcu była to prawda. Świeże powietrze było znacznie przyjemniejszym kompanem niż oddechy innych kotów.
– Ty i Tawuła… wy ciągle gdzieś znikacie. – Słoneczne Oko zatrzymał się wpół kroku. Promyk, nie chcąc pozostawiać go za sobą, także się zatrzymała.
– Gdzie chodzi Tawuła mnie nie obchodzi. Ona… Przepraszam… On, jest dorosłym kotem i może chodzić gdzie chce. Spełnia swoje obowiązki względem klanu, jest dobrym wojownikiem, a jak chce spędzać noce pod gołym niebem, to dobrze dla niego. Mewy już nam nie zagrażają, to przynajmniej z drzewa go nic nie zdejmie. – Promyk chętnie zarzuciłaby ogonem z wściekłością, ale brak tej kończyny znowu jej w tym przeszkodził. Zarzuciła tylko tyłkiem z irytacją. Słoneczne Oko zmarszczył nos.
– Ja się po prostu o was martwię, okej!? Znikacie na całe dnie i noce, nikt nie wie gdzie jesteście, zachowujecie się jakby ten klan was w ogóle nie obchodził! – jej brat najeżył się nieco. W kącikach jego oczu pojawiły się łzy frustracji. Promyk mogła tylko odetchnąć ciężko. Podeszła do brata i zmierzyła go wzrokiem. Oboje byli masywni w swojej budowie i równali się wzrostem, a jednak Promyk zdawała się bardziej groźna. Przez blizny, przez minę, przez podejście do życia. Nie bała się zabić, nie bała się walczyć. Jej iskra dziecięcej radości zgasła przez długie księżyce treningu na ucznia. Ignorowana, niechciana. Może rzeczywiście ma głęboko w poważaniu ten klan! I co w związku z tym.
– Nigdzie się nie wybieram. – oświadczyła na głos. Polizała braka między uszami. – Rozumiem, że się martwisz, ale jednak to jest też moje życie. W obozie czuję się jak obcy i ignorujące mnie koty mi nie pomagają, ale z tego klanu nigdzie nie uciekam… A gdybym uciekała byłbyś pierwszym, który by wiedział!
– Obiecujesz? Że mi powiesz… – Oko pochylił głowę i wepchnął swój pysk w sierść na jej piersi.
– Obiecuję. – miauknęła kotka, jeszcze raz przeciągając językiem po futrze brata.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz