Przed śmiercią Kajzerki
Ranek nastał szybko, szybciej, niż Guziczek by chciał. Noce ostatnio były spokojne, chociaż Guziczek cały czas martwił się o matkę…
Polizał Kurkę tam, gdzie sięgnął na przywitanie i wymruczał:
– Dzień dobry.
– Dzień dobry – odpowiedział z uśmiechem. – Jakieś plany na dzisiaj?
– Idę odwiedzić mamę – Guziczek spojrzał gdzieś w bok.
Nie chciał męczyć Kurki swoimi problemami, tym bardziej że ten też stracił ojca. No i nadal, gdy za bardzo się stresował, jadł mniej. Kocur nie mógł sobie pozwolić, by jego ukochany cierpi przez niego. Musiał grać silnego. Musiał być silny. Dla Kajzerki, dla Kurki, dla siebie.
– Jak ona się czuje? – zapytał ciszej.
– Źle. Po śmierci Gąski jest z nią tylko gorzej i gorzej – przyznał praktycznie szeptem.
– Mam nadzieję, że się jej poprawi.
– Zostałem jej już tylko ja… – wymruczał, wtulając się w ukochanego.
– Jesteś bardzo silny. Dla niej… dla siebie. Dla wszystkich. Kajzerka jest na pewno z ciebie dumna.
Guziczek zaśmiał się słabo. Liliowy miał rację, Kajzerka mimo cierpienia pewnie uśmiechała się, że jej syn nadal chodził, śmiał się i planował przyszłość. A jednak ona mogłaby z nim współpracować, bo gdy ostatnio do niej przychodził, to nawet się do niego nie odzywała…
– Na pewno – odsunął się odrobinę. – Wybacz, ale chcę ją zobaczyć. Może wreszcie coś zje.
– Oczywiście – Kurka również się odsunął i otarł. – Będzie dobrze – zapewnił.
TW: wspominki śmierci
Ale nie było. Guziczek przyszedł do kotki i spojrzał na nią. Otarł się o nią, ale Kajzerka nawet nie zamruczała.
– Mamo…
Nic. Cisza. Kocur westchnął. Rozumiał, że szylkretka cierpi po stracie dwójki dzieci, ale miała jeszcze go! Nie mogła go zostawić…
– Pójdę po coś do jedzenia – westchnął.
Wyszedł na chwilę. Kilka minut… Wrócił z wiewiórką, ulubioną jego mamy. Ale już byli przy niej medycy…
– Guziczku… – Wiciokrzew spojrzał na niego.
– Nie – kocur pokręcił głowa. – Nie żartuj tak sobie.
– Przykro mi – westchnął.
Guziczek kiwnął głową i wyszedł. Ale milczał. Nie odezwał się do nikogo, na nikogo nie spojrzał. Nawet opuścił zgromadzenie! Zaczął zachowywać się jak Kajzerka w jej ostatnich chwilach. Jadł niechętnie, leżał w legowisku, albo w Owocowym Lasku i chodził niemrawy.
Cały czas powtarzał sobie, że musi być silny, ale… Teraz już nie wiedział dla kogo.
– Guziczku, nie zostawiaj mnie – szepnął Kurka jednej nocy.
I kocur zrozumiał - musiał być silny dla Kurki. Tylko on mu został. Założą razem rodzinę, będą razem rządzić światem! Ale do tego musiał być silny.
Powrót do normalności zajął mu kilka dni, a Guziczek i tak nie był stuprocentowo sobą. Był trochę cichszy i spokojniejszy, nie tylko przy Kurce. Chociaż chyba rzadko kiedy dało się go teraz zobaczyć bez Kurki.
– Myślę, że powinniśmy zacząć myśleć nad maluchami – stwierdził pewnego dnia.
Zerknął na ukochanego. Obydwoje wiedzieli, że chcą dzieci, ale trochę czekali na odpowiedni moment. Według Guziczka ten właśnie nadszedł.
<Kurko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz