*Za pory nagich drzew*
Biały puch pokrył ziemię, a białe płatki przykleiły się do futra kocicy, zakrywając jego wielokolorową barwę. Widok tych samych terenów, ale pod inną postacią, zachwycił uczennicę. Nie spodziewała się, że miejsce, które pamiętała tak dobrze, może się zmienić zależnie od pogody, która panuje. Martwy Szlak pokryty śniegiem nie wydawał się tak straszny, jak opowiadała jej Chomicza Łapa, a samo miejsce zdawało się przynieść kocicy więcej szczęścia niż strachu. Mimo niezbyt sprzyjających warunków udało jej się złapać królika, czym pochwaliła się swojej mentorce z uśmiechem. Złapaną zwierzynę zakopała, gdyż ich trening miał mieć swoją kontynuację. Jej wzrok zatrzymał się na Kwiecistej Kniei, gdy zmierzali w stronę Upadłego Potwora. Jedno pytanie siedziało w jego głowie, jednak nie mógł znaleźć odpowiedniego momentu, by je zadać. Czy teraz był to idealny czas? A co jeśli urazi to jej mentorkę? Nie wiedział, jednak chciał znać na nie odpowiedź.
- Kwiecista Kniejo? - Zaczęła uczennica. - Mam pytanie, bardziej osobiste, chyba. Bo pamiętasz, jak spotkaliśmy tego… Jak on się nazywa? O! Cykoriowy Pyłek, tak. Jak spotkaliśmy Cykoriowego Pyłka i gromatkę jego kociąt, to wydawał się Ciebie kojarzyć od razu. Wiem, że należał on kiedyś do Klanu Burzy, dużo kotów o tym już mówi, jednak jego słowa mnie dziwią. Niby przewodniczka?
- Cykoriowy Pyłek jest niespełna rozumu. - Rzuciła krótko przewodniczka. - Zgaduję, że nawet srać musi, wychwalając gwiezdnych jednocześnie. - Tu się zatrzymała na moment w słowach, westchnęła i wskazała nosem w kierunku potwora. - Skup się na treningu, co czujesz?
Mysia Łapa przymknęła oczy, próbując skupić się na zapachach otaczających ją. Nie pomagał jej w tym głośny dźwięk, który towarzyszył jej przy każdym kroku.
- Dociera do mnie tylko stary zapach myszy oraz silniejszy zapach Klanu Wilka z granicy. Ich patrol musiał przechodzić niedawno. - Opowiedziała kocica po dłuższej ciszy, a ogonem wskazała w stronę granicy. - Jednak nic więcej. - Skierowała swój wzrok w stronę Upadłego Potwora, który teraz znajdował się przed nią. Pokryty warstwą śniegu, tym samym kamuflując swoją prawdziwą naturę, gdyby nie widziała go za pory opadających liści, to uznałaby to za dziwnie ułożone kamienie. - Skąd on się tutaj wziął? I czy nie zimno mu w Porze Nagich drzew tak przykryty śniegiem?
- Dobrze. - Stwierdziła krótko, lekko, gdyż sama nic innego nie czuła, a też na patrol wilczaków wolała się nie natknąć. Jej wzrok następnie skierował się na potwora. - Myślę, że raczej mu obojętne czy pada śnieg, czy nie. - Przyznała, wpatrując się w połyskującą rzecz. - W końcu by się ruszył.
- Nie jest mu zimno? Jak to? Pokryty jest śniegiem i leży tylko na ziemi. - Powiedziała Mysia Łapa, stawiając następny krok w kierunku potwora. - Każdy, kto by tak leżał w śniegu, przyznałby, że jest mu zimno, więc czemu on… On? Ona? Ono? Czemu potwór ma być wyjątkiem?
- Bo nie czuje? - Umysł kotki zaczął wirować, powodując rozdrażnienie. - Ugh, ja nie-słuchaj, nie wiem, czemu tak leży i czy jest mu zimno, jasne? Skoro się nie rusza, to znaczy, że albo mu to nie przeszkadza, albo jest martwy. Skąd mam wiedzieć, nie jestem medykiem potworów.
- A co jeśli nie może się ruszyć przez śnieg? Trzeba mu pomóc! - Swe przednie łapy postawiła na kawałku potwora, próbując go ruszyć, ale na marne. - Chyba nie chce mojej pomocy. Czemu?
Słysząc następne pytanie uczennicy, Kwiecista Knieja westchnęła i udała się w stronę wejścia do tuneli, w którym zniknęła. Mysia Łapa przerzucała swój wzrok z wejścia do tuneli na potwora i z powrotem, końcowo decydując się na pójście za mentorką. Następnym razem z pewnością pomoże temu przedziwnemu stworzeniu, chociaż nie wiedziała w jaki sposób.
*****
Ten dzień nadszedł tak nieoczekiwanie. Jej brat miał być mianowany, a przynajmniej tak jej obwieścił Świerszczowa Łapa. Gdy ona uczyła się dopiero walczyć w tunelach, to on już będzie nosić nowe imię. To było niesprawiedliwe! Ona powinna być pierwsza mianowana, a przynajmniej mianowana u boku Świerszcza. Teraz siedziała obok Chomiczej Łapy, obserwując, jak Królicza Gwiazda nazywa go pełnoprawnym wojownikiem klanu. Ugryzła się w język. Nie powinna zazdrościć bratu, jednak chciałaby być teraz na jego miejscu. Niebieski kocur pewnie zapracował na to mianowanie, chcąc udowodnić Norniczemu Śladu, że jest wart jej uwagi, jednak wynik był wręcz odwrotny. Mama chodziła od księżyca zirytowana, a powód jej humoru Myszka mogła przypiąć do mianowania kociaków Cykoriowego Pyłka. Jakimś cudem, przywódca Klanu Burzy wyznaczył szylkretową kocicę na mentorkę Zawilcowej Łapy. Kremowy kocur może nie wpadł do ulubionych kotów Mysiej Łapy, wydawał się dla niej zbyt gburowaty, jednak nie był tak okropny, jak Nornica go określała w ich rozmowach. Przerzuciła swój wzrok na mamy, które siedziały niedaleko nich, jednak szybko powrócił on na jej brata. Ciekawiło ją jakie imię dostanie. Świerszczowy Wieniec? Pasowałoby mu. A może Świerszczowa Noga?
- Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. - Wyrwał ją z przemyśleń głos lidera, który kontynuował ceremonię. - Świerszczowa Łapo, od tej pory będziesz znany jako Świerszczowy Skok. Klan Gwiazdy wita Cię jako nowego wojownika Klanu Burzy.
Świerszczowy Skok? Nie brzmiało to źle, jednak było bardzo podobne do starego imienia Motylkowej Łapy, co ją zdziwiło. Szturchnęła siostrę lekko łapą, nachylając się tak, aby tylko ona mogła ją usłyszeć.
- Mogę się założyć o dwa króliki, że następna pod wieżą będę mianowana ja.
[831 słów + polowanie na króliki]
[przyznano 16% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz