Czarno-biała zmrużyła oczy, obserwując obiekt, który Pustułkowy Szpon kazał jej opisać. Czuła, jak bicie jej serca przyspiesza, dudniąc niespokojnie w piersi. Jak miała to opisać? Jak powinna widzieć? Czy to, co widziała teraz, było nieprawidłowe…? Zawsze wydawało jej się, że każdy postrzega świat tak samo, jak ona. A jednak odkąd została uczennicą, coraz wyraźniej przekonywała się, że coś jest z nią nie tak. Ta świadomość wstrząsnęła całym jej światem, który dotąd wydawał jej się tak zwyczajny i bezpieczny.
— Drzewa… — mruknęła po chwili, przekręcając łebek i mrużąc jedno oko, a potem drugie. — Mam wrażenie, jakby były wciśnięte w ziemię... — mówiła z trudem, często robiąc przerwy między słowami, jakby bała się, że to, co mówiła, było kompletnie głupie i niezrozumiałe. Jej ogon drżał lekko, a myśli biegały po głowie. Czy Cykoriowa Łapa, stojąca gdzieś w tyle, śmiała się teraz z niepełnosprawności Wąsatki? Czy uważała ją za słabszą i tak naprawdę nigdy nie chciała się z nią przyjaźnić?
— Wąsatko, JAK widzisz. Czy to, co widzisz, jest wyraźne, zamazane? — spytał, nie mając zamiaru odpuścić córce. — Jeśli mi nie powiesz, to na treningu może ci się coś stać. Muszę znać twoje ograniczenia, dzięki temu będziemy wiedzieć, nad czym pracować — wyjaśnił, podchodząc do niej i kładąc ogon na jej czarnym grzbiecie.
Wąsatce futro podniosło się na karku. Zmarszczyła nos i szarpnęła się nerwowo, zrzucając ogon ojca z grzbietu, jakby ten zaczął parzyć ją w skórę. Odsunęła się od niego na odległość kilku wąsów, czując, jak frustracja narasta jej w klatce piersiowej. Czego on właściwie od niej wymagał? Skąd miała wiedzieć, jak wyglądał wyraźny świat, a jak rozmazany? Przecież dla niej wszystko było normalne. Tak się urodziła. Taki świat znała. Taki był jej punkt odniesienia.
— Skąd mam to wiedzieć! — pisnęła, kładąc po sobie uszy i wbijając pazury w ziemię. — Od urodzenia widzę tak, jak widzę! — wyrzuciła z siebie, a głos jej zadrżał. — Nie wiem, jak można widzieć inaczej!
— Może... faktycznie źle do tego podchodzę, lecz mi została odebrana część wzroku — przyznał, jakby to miało usprawiedliwić wszystko. — Spróbujemy inaczej, dobrze? Tylko nie gniewaj się na mnie. Pierwszy raz szkole ucznia z... — przerwał, zastanawiając się, jak to ubrać w słowa, by młodsza nie poczuła się urażona — …z tak niepowtarzalnymi oczami, a także swoją własną córkę. — Uśmiechnął się do niej lekko. — Nie tylko ty odczuwasz presję, obawę, frustrację.
Młodsza uspokoiła się nieco, choć wciąż nie była do końca przekonana co do pomysłów Pustułkowego Szponu. Czuła się zagubiona, choć wiedziała, że nie była w tym sama. Ale to ona od urodzenia musiała żyć z czymś, co dopiero teraz nazwano problemem, czymś, o czym wcześniej nawet nie wiedziała. Chyba wolała żyć w tej dawnej niewiedzy, kiedy mogła bawić się z Kobczykiem, nie myśląc o tym, że widzi i wygląda inaczej.
— Dobrze… — mruknęła cicho, po chwili wahania przysuwając się nieco bliżej czekoladowego kocura. — W takim razie… co mam zrobić?
— Spójrz na Cykoriową Łapę i opisz mi ją jak najdokładniej. Bazuj na tym, co widzisz, a nie pamiętasz. Zależy mi na szczegółach, nie ogólnikach. — Druga uczennica stała oddalona o króliczy skok. — Jeśli nie chcesz, to mogę najpierw ja ci opisać, jak ją widzę w tej odległości.
Wąsatkowa Łapa spojrzała najpierw na swoją koleżankę, a potem znów na ojca.
— Jeśli ci to w czymś pomoże… z tej odległości nawet nie bardzo widzę, że to Cykoriowa Łapa. W sensie wiem. Wiem, że tam stoi, ale… nie dostrzegam wyraźnie jej pyska — przyznała, marszcząc lekko czoło.
— A teraz podejdź do niej, jednak zatrzymaj się w momencie, gdy będziesz widzieć jej pysk — poinstruował.
Uczennica skinęła głową i podeszła bliżej swojej koleżanki, na odległość lisa. Wtedy zauważyła, że Cykoriowa Łapa wygląda na nieco zakłopotaną, może zmęczoną. Wyraźnie czuła się dziwnie, będąc żywym obiektem treningu. Wąsatka rzuciła jej przepraszające spojrzenie, po czym odwróciła głowę w stronę Pustułkowego Szponu.
— Teraz… teraz rozpoznaję, że Cykoria, to Cykoria — oznajmiła cicho, starając się brzmieć pewnie.
— Dobrze. — Skinął głową, podchodząc do obu uczennic. — Miałem dziś zamiar rozpocząć naukę wspinania, lecz plany nieco uległy zmianie. Wąsatko, Cykorio, dziś zawalczycie ze sobą — oznajmił.
Czarno-biała przez moment nie była pewna, czy na pewno dobrze zrozumiała swojego tatę-mentora. Miała walczyć? Z Cykoriową Łapą? Przecież ona była starsza, bardziej doświadczona i przede wszystkim… zdrowa. Czy Pustułkowy Szpon naprawdę chciał ją wystawić na pośmiewisko przed koleżanką? Mimo wszystko nie miała wyboru. Nie mogła postawić się czekoladowemu, bo przecież wszystko, co robił, było dla jej dobra.
Przełknęła ślinę i odsunęła się nieco od pręgowanej. “Na pewno to przegram” – pomyślała, czując, jak jej żołądek wywraca się na drugą stronę. Musiała dać z siebie wszystko. Nawet jeśli miała przegrać, chciała sprawić, by Cykorii chociaż przez chwilę nie było łatwo jej pokonać.
Teraz czekała już tylko na dalsze instrukcje kocura.
* * *
Po powrocie do obozu Wąsatkowa Łapa wraz z Cykoriową Łapą zabrały ze stosu dwie piszczki. Ten trening naprawdę był męczący! Czarno-biała wciąż nie mogła uwierzyć w to, że udało jej się wygrać ze swoją znacznie starszą towarzyszką. Podejrzewała nawet, że czekoladowa specjalnie oddała jej to zwycięstwo i czuła potrzebę, by o to zapytać. Dlatego, gdy obie usiadły gdzieś na skraju obozowej polany, Wąsatka, zamiast zacząć jeść swoją porcję, postanowiła zagaić:
— Pewnie było ci mnie szkoda i pozwoliłaś mi wygrać, żebym nie upokorzyła się przed ojcem, co? — zapytała, przy okazji z nerwów bawiąc się swoją piszczką.
Chwilę później kotki nawiązały kontakt wzrokowy, a w ślepiach Cykorii Wąsatka dostrzegła… zmęczenie. Pręgowana wykrzywiła pyszczek w gorzkim grymasie.
— Nie… To nie tak — przyznała po chwili, wzdychając ciężko. Wąsatka miała wrażenie, że zaraz usłyszy od swojej koleżanki całą prawdę, jednak ta w końcu umilkła, wracając do dalszego spożywania upolowanego wcześniej królika.
— To jak? Przecież jesteś starsza, bardziej doświadczona! Nie mam szans w walce z tobą, a jednak… wygrałam — fuknęła czarno-biała, chcąc poznać prawdę. — Znowu jesteś chora? Brzuch cię boli? Mogę zaprowadzić cię do medyki!
Czekoladowa przełknęła kęs zwierzyny, po czym zmierzyła Wąsatkę gniewnym spojrzeniem.
— Przestań mi to wypominać! Cieszysz się z tego, że mi nie idzie, co? Chcesz, żebym ci wprost powiedziała, że jestem słaba i niepotrzebna? — syknęła nagle, podnosząc się z miejsca.
Brązowooka struchlała, czując, jak jej głowę opanowuje mgła.
— Co…? To nie tak! — uparła się, patrząc w szoku na Cykorię. — Ja naprawdę pytam! Przecież… Przecież musiało ci się coś sta-
— Na litość Przodków, po prostu się zamknij! — przerwała jej czekoladowa, której frustracja sięgnęła już zenitu. — Jesteś potworna! Nie wpadło ci do głowy, żeby nie komentować mojej porażki? — mówiła dalej, podczas gdy jej oczy zaszły szklaną powłoką.
Wąsatkowej Łapie kompletnie odebrało mowę. Przecież nie miała niczego złego na myśli! Zapytała zupełnie szczerze, a nie po to, by wyśmiać swoją koleżankę.
Cykoria w pewnym momencie odwróciła się do niej tyłem i odeszła, znikając w cieniu legowiska uczniów. Czarno-biała nawet nie potrafiła się zmusić, by ją powstrzymać. Stała tam jak słup, wciąż próbując przetrawić to, co się właśnie wydarzyło.
<Tato? Wytłumaczysz mi, co zrobiłam źle?>
[1136 słów + udział w pojedynkach uczniów]
[Przyznano 23% + 5%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz