Owocowy Las został postawiony na łapy skoro świt w związku z zaginięciem Cienia. Kocur opuścił legowisko medyków, gdy Wiciokrzew oraz Poranek doglądali chorych lub odsypiali poprzedni dzień ciężkiej pracy. Gąska, gdy tylko usłyszała o zaginięciu swojego mentora, czym prędzej udała się do lecznicy, z nadzieją, że schorowany kocur być może skrył się w głębi legowiska, aby się ogrzać lub po prostu był przebodźcowany ilością kotów we wnętrzu pnia i potrzebował znaleźć ustronne miejsce. Niestety była w błędzie.
Teraźniejsza pora nagich drzew była sroga. Zimno szczypało w nos, a ilość śniegu, która zaległa w obozie sprawiała, że koty musiały drążyć tunele, aby wydostać się na zewnątrz. Pogoda nie sprzyjała komuś takiemu jak Cień. Gąska w związku posiadaniem krótkiej sierści nie raz trząsła się z zimna na zewnątrz, a co dopiero musiał czuć łysy kocur, który nie posiadał ochronnej warstwy przed zimnem postaci sierści i nawet w legowisku przy lekkich mrozach lub zimnym wietrze dygotał? Na samą myśl ścisnęło ją serce, starając się zrozumieć, dlaczego jej mentor postąpił tak bardzo nieodpowiedzialnie. Co nim kierowało?
– Złapałem jego trop! – oznajmił donośnym tonem Mucha, sprawiając, że wszystkie koty, które znajdowały się w legowisku, przeniosły na niego spojrzenie. Futro oblepione było przez biały puch, a w spojrzeniu iskrzyła się determinacja. – Jest świeży. Musiał się wymknąć na zewnątrz zaraz po wyjściu pierwszego patrolu.
Gąska zastrzygła uchem na tę informację. Od wyjścia patrolu nie minęło zbyt wiele czasu, więc istniała szansa, że nie oddalili się jakoś bardzo daleko, tym bardziej Cień. Jeśli ktoś by ruszył ich śladem, pędząc ile sił w łapach, na pewno by ich dogonił; patrol czy też zaginionego.
Dwójka braci oznajmiła gotowość do drogi. Nim jednak ogon Muchy zniknął poza lecznicą, Gąska pośpiesznie poderwała się z miejsca i zaoferowała pomoc przy poszukiwaniach kocura, jak i pomoc z przeprowadzeniem go z powrotem do lecznicy. Musieli działać szybko, jego zdrowie i życie było zagrożone.
– Możesz iść. Ale nie możesz nas spowalniać – mruknął kocur, na co Gąska w odpowiedzi przytaknęła. – Każda sekunda jest na wagę złota.
Nim opuściła lecznicę, na uderzenie serca przeniosła spojrzenie na posłanie Kajzerki. U boku kocicy znajdował się Orzeszek. Kocur wymienił porozumiewawczo spojrzenie z córką, pozwalając jej udać się na poszukiwanie swojego mentora.
~~~
Gąska powoli przemierzała zaspy, starając się dorównać dwójce kocurów na przedzie. Mucha co jakiś czas zerkał na młodszą koteczkę przez ramię, aby się upewnić, czy nie została w tyle i się nie zgubiła. W trakcie drogi kotka próbowała przekazać kocurom miejsca, w których jej mentor lubił przesiadywać, gdy oddalał się na samotne spacery, pozwalając jej na chwilę luzu w trakcie treningu.
Córka Orzeszka i Kajzerki była podobna do Cienia, być może właśnie dlatego został jej mentorem. Oboje byli cisi, jednak w obecności niebieskiego kocura to Gąska stawała się ekstrawertykiem. Ktoś musiał, inaczej trening uczennicy nie ruszyłby z miejsca.
W ciągu trwania treningu bura szylkretka zdołała poznać mentora na tyle, aby wiedzieć, że był dobrym, lecz smutnym kotem, pełnym kompleksów i strachu przed odrzuceniem przez pobratymców. Trudno było z nim rozmawiać, zazwyczaj rozmowa była krótka, a informacje, którymi się z nią dzielił, były zdawkowe. Nie winiła go jednak za to. Starała się wspierać na tyle, ile mogła, chcąc, aby jej zaufał. Aby nie musiał się obawiać swojego własnego ucznia, bojąc się, że Gąska może go wyśmiać lub poprosić o zmianę mentora. Nie potrafiła jednak zrozumieć, dlaczego postanowił wyjść na zewnątrz, gdy na zewnątrz panował mróz. Nie potrafiła odpowiedzieć na pytania kocurów, które o to dopytywały, przeklinając pod nosem jego bezmyślne zachowanie.
– P-przestańcie! – zawołała, szczękając zębami z zimna. Śnieg wzmógł się, tak samo, jak i wiatr, utrudniając pochód naprzód kotom. – Na pewno miał ważny powód, aby wyjść na zewnątrz – miauknęła, sprawiając, że kocury się uciszyły. Chciała w to również wierzyć. Jednak ich wcześniejsze uwagi sprawiły, że naprawdę zaczęła wątpić w to, czy jej były mentor naprawdę miał ważny powód, aby ryzykować swoim zdrowiem i życiem. Sama ledwo wytrzymywała na mrozie. Co mogło być aż tak ważne, że zdecydował się wyjść na zewnątrz?
Zatrzymali się przy Konającym Buku, na którym urywał się trop stróża. Mucha oparł się przednimi łapami o "most" węsząc, gdy Sajgon przechadzał się po powalonym pniu, starając się złapać ponownie trop.
– Gąsko! – miauknął nagle czarny kocur. Stróżka skupiła spojrzenie na wojowniku, który skinął w bok, w miejsce tuż pod kłodą.
Oba kocury zeskoczyły z pnia, a Gąska zsunęła się ze skarpy. Zatrzymała się tuż przy Cieniu, który skulony leżał na brzegu. Przednie łapki miał podkulone pod brzuchem, a tylne częściowo przymrożone do ziemi wraz z ogonem. Na lodzie widać było ślady krwi, kocur najprawdopodobniej starał się sam wyswobodzić, jednak nie miał wystarczająco siły. Na przednich łapach również znajdowała się krew, nie wspominając o popękanej skórze od mrozu na grzbiecie. Jego blada skóra jeszcze chyba nigdy nie była, aż tak blada sprawiając, że kocur zlewał się z otaczającym go puchem.
Gdy stróż zdał sobie sprawę, że został otoczony przez trójkę kotów, napiął mięśnie, a z jego pyska wydobył się niezrozumiały charkot.
– Cii... Spokojnie. – miauknęła Gąska, podchodząc do swojego mentora. Chciała go uspokoić, aby nie wpadł w panikę i dodatkowo nie skaleczył swojej delikatnej i wyziębionej skóry.
– Na Wszechmatkę, Cieniu, co ci strzeliło do głowy, aby w taki ziąb zapuszczać się w teren. I to nad wodę! – zawołał Sajgon, po czym chrząknął. – Mucha, pomóż mi go wyswobodzić!
– -ja... – wymamrotał Cień, dygocząc z zimna. Gąska pośpiesznie zajęła miejsce obok mentora, starając się go ogrzać swoim małym ciałkiem. Lepsze to niż nic. – G-głos...
– Głos? – spytała, jednak kocur nie kontynuował myśli. Zmrużył oczy i położył pysk na śniegu. – Głos kazał ci wyjść z obozu? – zagaiła. To była pierwsza myśl, która przyszła jej do głowy, nie widziała jednak czy trafna.
Bracia drapali pazurami po lodzie, jednak bezskutecznie. Skóra kocura przymarzła na dobre. Nawet próba wyswobodzenia kocura siłą odpadała. Sprawiliby mu jedynie dodatkowy ból i cierpienie, narażając na bolesną śmierć.
– G-gąsko... – Gdy kocur zakasłał, siląc się na wymówienie imienia swojej uczennicy, w kotce coś pękło. Z oczu pociekły jej łzy, które starała się przed łysym kocurem ukryć. Położyła głowę na jego grzbiecie, co jakiś czas zerkając na wojowników.
– I jak wam idzie? J-jest taki zimny... – miauknęła, mając nadzieję, że kocury wezmą się do roboty i uda im się w końcu rozbić lód.
– To na nic! – zawołał po pewnym czasie Mucha, po czym uderzył ogonem w warstwę śniegu. – Nie damy rady go wyciągnąć... Musiał spaść z buku i stracić przytomność w tej kałuży, która zdążyła zamarznąć...
– Mucha – skarcił brata czarny kocur.
– Poczekajcie. Pomogę wam... – Gąska odeszła od boku stróża, a jego ciałem przeszły drgawki. Mimo że kotka z całych sił drapała w lód, ścierając przy tym swoje pazurki, nie była w stanie wystarczająco go skruszyć. Cień był nadal uziemiony. Dostrzegając, że to bezskuteczne, ponownie zajęła miejsce tuż obok niego, chcąc go ogrzać, a buty kocur zajął miejsce z drugiej strony.
Czarny kocur zaproponował udanie się z powrotem do obozu po kogoś, kto pomógłby im z twardym lodem. Gąska przytaknęła, mając nadzieję, że mają jeszcze wystarczająco czasu. Jednakże, gdy sylwetka Sajgona zanikła pomiędzy padającym śniegiem, zrozumiała, że to była najprawdziwsza walka z czasem.
Nie mogli zostawić Cienia samego, jednak również sami nie mogli czuwać przy nim przez kolejne godziny. Gąska czuła jak ledwo czuje swoje łapki, a jej nosek, jak i uszy zaczynały ją boleć z zimna. Wymieniła spojrzenie z Muchą, który ledwo był w stanie usiedzieć w jednej pozycji, co jakiś czas ją zmieniając.
Oddech Cienia stawał się płytszy. Miał częściej zamknięte oczy niż otwarte, pomimo prób ocucenia go i próśb, aby nie zasypiał.
– Gąska? Mucha? Co wy wyprawiacie?
Żmija spoglądała z góry na koty, stojąc na powalonym pniu drzewa służącym za most. Chwilę zajęło niebieskiej zrozumieniem, że ten kamień, do którego się tulą, wcale nie był kamieniem, lecz jej synem. Złotooki kot zeskoczył na dół, wołając pozostałych członków patrolu.
Gąska odsunęła się, pozwalając rodzicowi zbliżyć się do umierającego dziecka. Nawet jeśli Cień był dorosły, nadal był czyimś dzieckiem, czyimś kociakiem. Nawet jeśli jego relacja z rodzicami, jak i z innymi kotami była trudna, na jego pysku zagościł słaby uśmiech na widok rodzica. Gąska przeniosła spojrzenie na Muchę, który ruchem łapy dał jej znać, aby zbliżyła się do niego. Kocur zasugerował ponowienie próby wyswobodzenia uwięzionego spod lodu, tym razem przy pomocy kotów z patrolu.
~~~
Mimo że Sajgon przyprowadził dwa inne koty, nadal nie byli stanie wyswobodzić z lodu Cienia. Nawet z pomocą powracających kotów z patrolu. Atmosfera zrobiła się nerwowa, a kilka kotów przejęło pałeczkę, nakazując powrót częściej grupy do obozu i poinformowaniu o zdarzeniu.
– Nie możemy pozwolić sobie na więcej ofiar... Zaraz wszyscy zamarzniemy lub przy dobrych wiatrach co najwyżej przeziębimy, a lecznica już i tak pęka w szwach!
Gąska przyglądała się w ciszy, jak ogon Żmii delikatnie przejeżdżał po grzbiecie łysego kocura. Mimo że jego zielone oczy pozostały zamknięte, ten wciąż nadal oddychał. Słabo, siląc się na każdy jego pełniejszy chaust.
Część kotów zdecydowała się pozostać jeszcze przez chwilę przy kocurze, w tym Gąska. Nie udało jej się mieć dobrej relacji z kocurem, czego żałowała, jednak nie chciała na niego naciskać. Sama nie lubiła, jak ktoś naruszał w nachalny sposób jej przestrzeń osobistą. Żałowała jednak, że nie dane było jej mieć wystarczająco czasu, aby ją polepszyć. Aby Cień mógł jej zaufać na tyle, aby jej się nie obawiać; w szczególności tego, że mogła być na niego zła, czy mieć pretensje. Bo nie była. Nie ważne, jaki Cień był, szanowała go, jak żadnego innego kota i nawet starała się spoglądać na świat jego oczami, chcąc go zrozumieć.
Cień otworzył swoje oczy, które miały mglisty kolor. Błysk w jego oczach z każdym uderzeniem gasł. Gąska zbliżyła się do niebieskiego i ze łzami w oczach zetknęła się z byłym mentorem czołem, przepraszając go i dziękując za wszystko. Miała nadzieję, że w życiu po życiu kocur odnajdzie szczęście. I że kiedyś, gdy się ponownie spotkają, kocur będzie jej ufał.
W drodze powrotnej koteczka zastanawiała się nad słowem, które kocur wymówił, nim nie był w stanie wydobyć z siebie już żadnego dźwięku oprócz kaszlu i szczekania zębami. "Głos". Czy jej interpretacja słowa, zdania czy też jego myśl była dobra? Czy jakiś głos go wzywał, nakazując udać się w teren podczas zawiei?
"Czy tym głosem była Wszechmatka?"
Gąska zatrzymała się, zerkając przez ramię w kierunku Konającego Buka. Miejsca, które zostało grobem Cienia. Mucha delikatnie uderzył bokiem o bark szylkretki i pokręcił głową, prawdopodobnie chcąc ją odwieść od powrotu do mentora, z którym się już pożegnała.
🪿🪿🪿
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz