Dzień mianowania
— Oszroniona Łapo! — zawołał ją jej nowym imieniem, by zwrócić na siebie jej uwagę. — Gratuluję ci zostania uczniem! Wierzę, że mój brat przekaże ci całą swoją wiedzę — mruknął do niej. W oczach iskrzyła mu szczera duma i nadzieja, że córka będzie dobrze sprawować się na treningach, że polubi szkolenie, zwłaszcza że będzie się ono odbywać pod okiem Zająca.
— Ja tesz... — powiedziała nieco od niechcenia. Była to prawda... Jaki niby byłby z niego pożytek, jeśli okazałby się kiepskim, nieumiejętnym mentorem? Czy byłaby wtedy skazana na porażkę, na grzanie mchu? Czy może dziad... chociaż raczej wtedy to już babka, czy zmieniliby go na kogoś, kto nie pozwoli jej zostawać w tyle za innymi uczniami? Zwłaszcza za bratem.
"Negatywność podcina skrzydła... Skończysz jako nielot, zanim w ogóle postawisz łapę poza tereny..." — skarciła samą siebie w myślach. Zmarszczenie noska nie uszło uwadze ojca.
— Nie podoba ci się ta decyzja? Myślałem, że oboje z bratem dogadujecie się dobrze z Trójokim Zającem? Czy może się mylę? — zapytał faktycznie zatroskany.
— Nie, nie. Nie mam problemu do wuja — oznajmiła, próbując odgonić obawy. — Po prosztu... — Speszyła się i położyła uszy po sobie. Czy chciała pokazywać taką słabość przed Królikiem? Odkrywać tą mniej zimną, mniej twardą stronę siebie, którą tak skrupulatnie pielęgnowała przez te kilka ostatnich księżyców?
— Och, w czym problem? Wiesz, że możesz powiedzieć mi wszystko, prawda? — zagadał ją ponownie, robiąc krok do przodu. Szron wiedziała, że jej rodzice, nawet jeśli nie pokazywali tego zbyt dobrze, chcieli dla niej dobrze. Nie chcieli, żeby była nieszczęśliwa, zgorzkniała i nafuczana... taka jednak była przez większość czasu, nieważne jak dobrze jej się żyło, jak wspaniała była opieka, którą jej zapewniano, nawet kiedy matka opuszczała kociarnie.
— Nic. — Podniosła nagle łepek. Była zdecydowanie niższa od kocura, to oczywiste, ale próbowała z całej siły sprawić, żeby wyglądać pewniej i okazalej... doroślej. Uciszyła go nagłym powrotem do swojej niedostępnej maski. — Nie mam problemów. Szkąd miałabym je mieć? Wszysztko przecież mam... — burknęła, machając gibkim ogonem. Miała już dość tej rozmowy, co kocur najwidoczniej musiał już nieco wyczuć. Raczej nikogo nie dziwiła już ta strona pointki.
— Skoro tak uważasz... Wierze, że wiesz co dla ciebie najlepsze, ale... Jakbyś jednak potrzebowała w czymś pomocy, to śmiało. Wiesz, że-
— Tak. Wiem, że mogę na ciebie liczyć — przerwała mu, dokańczając zdanie, która miała wrażenie, że słyszy już po raz setny.
— To dobrze... Może pójdziemy pogratulować twojemu bratu? Co ty na to? — zaproponował, a Oszroniona Łapa skinęła lekko głową. Faktycznie nie był to zły pomysł. Zwłaszcza że spędzą ze sobą jednak jeszcze kilka księżyców podczas treningów pod okiem Trójokiego Zająca.
Brat stał kilka kroków dalej i rozmawiał z Pikującą Jaskółką, kilka kroków za zastępczynią stał wspomniany wcześniej wojownik. Odgłos kroków sprawił, że cała trójka odwróciła się. Ślepka Zszarzałej Łapy zaświeciły się nieco na widok siostry. Szronka uśmiechnęła się, a Strzępek odwzajemnił gest prędko i szczerze.
— Jeśli jeszcze macie jakieś pytania, pytajcie teraz. Nie chce żadnych niedomówień, nieścisłości czy problemów — powiedziała twardo zastępczynią. Odwróciła się w stronę jednego z synów i zmarszczyła nieco ślepka. — To, że Zszarzała Łapa jest twoim uczniem jedynie na okres zdrowienia Bukowej Korony, nie znaczy, że jest mniej ważny. Oboje mają zostać dobrymi wojownikami.
— Oczywiście — oznajmił zielonooki kremusek. Kotka skinęła i odeszła, zostawiając za sobą nieco napiętą atmosferę. Zając posłał nowoprzybyłej parze przepraszający uśmiech. — Ustalaliśmy dokładne zasady naszych podwójnych treningów.
— Tak, tak, to dość niecodzienny wybór — zgodził się brat kocura. — Ja i Oszroniona Łapa chcieliśmy pogratulować za to temu oto uczniowi. — Spojrzał na syna z taką samą dumą, jaką wcześniej obdarzył córkę. Strzępek skinął w podzięce. Pointka wystąpiła nieco i zmierzyła go wzrokiem.
— Dali ci takie imie, że nie umiem go powiedzieć — przyznała. Przyzwyczaiła się już do swojej wady i nie przeszkadzała jej ona zbyt często. Nie przejmowała się też śmiechami innych, kiedy jej słowa były przekształcone czy niepoprawne. Miała to w nosie. Jednak fakt, że zwyczajnie jej zdeformowana mordka nie potrafi ułożyć się w taki sposób, aby stworzyć dźwięki potrzebne do zwrócenia się do brata... To było nieco żałosne i smutne. — Czemu, tak w ogóle..? — Tutaj spojrzała na ojca, a potem na wuja. — Czemu kotom zmieniają imiona? Moje jest takie szame... Inne, ale takie szame...
<Króliś? Pochwalcie się swoimi ksywami z młodości tatek>
[740 słów]
[Przyznano 15%]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz