"Co tu się wyprawia?" — pomyślał. "Niech pomyślę… Aha, już wiem. Znowu się bawili beze mnie! A to ścier…" Aminek na jego widok roześmiał się i wystawił mu język. Pierze odwzajemnił to z przyjemnością.
— Pobawisz się ze mną! — zawołał kremowy, co bardziej zabrzmiało jak rozkaz. Oboje lubili zarządzać, podczas gdy biedny Bąbel był ich kozłem ofiarnym. — Pójdziemy na zewnątrz? Mówiłeś, że tam byłeś całkiem sam, praawda? — powiedział, przeciągając ostatni wyraz.
Płomienny kocurek zesztywniał i gapił się na niego przez chwilę. Czyżby Aminek odkrył, że jego samotna podróż nie była wcale taka sama? Na szczęście Bąbel uwierzył w jego bajeczkę; mógł go przekonać, aby się za nim wstawił, gdyby Aminek chciał się przekomarzać. I fałszywego wujka Barżdża!
— Ja…
Nie czekając dłużej na odpowiedź rudego brata, Aminek złapał go za ogon, tak samo, jak uczynił z czekoladowym braciszkiem i zaczął kierować się w stronę wyjścia. Płomienny kocurek próbował uciec, ale kremowy brat był silniejszy.
— Ej! Puszczaj mnie! Ty borsuku! Ty kleszczu! — zaczął go obrażać. Powinni się cieszyć, iż ich rodziców nie było w pobliżu. Tylko zszokowana Chomik. — Ty gównia…
Nagle uderzył w nich chłodny powiew wiatru. Zaskoczony porywacz cofnął się o krok, wypuścił puchaty ogon brata z pyska i zwrócił na niego wzrok. Pierze odskoczył na bezpieczną odległość i popatrzył ze smutkiem na swój mokry ogon.
– Tym razem pozwolę ci prowadzić… — mruknął Aminek.
Popatrzył na niego nieufnie. Podszedł, ale zachował odstęp.
— Stchórzyłeś, co? — Uśmiechnął się zwycięsko Pierze. — Ja się nie boję takich wiatrów, bo nie jestem mięczakiem! — dodał z dumą w głosie. — Jak wiesz, byłem już na zewnątrz i to caaaaałkiem sam! — Nie dawał braciszkowi dojść do głosu — A to znaczy, że jestem od ciebie lepszy! — mówił, znajdując w poniżaniu brata radochę. — A teraz… chodź, mięczaku. Musimy dostać się do tego kamiennego słupa! Widzisz? — Wskazał ogonem. — Nie jest tak daleko… — ściszył głos. — Ale musimy być czujni. Kto wie, co tam się czai. I nie mów o tym Bąblowi! Zaraz nas komuś sprzeda i będziemy mieli lanie…
Spojrzał na brata z wyczekiwaniem. Miał nadzieję, że się zgodzi. A jeżeli nie, to Pierze znajdzie sposób, aby go zachęcić.
— Pobawisz się ze mną! — zawołał kremowy, co bardziej zabrzmiało jak rozkaz. Oboje lubili zarządzać, podczas gdy biedny Bąbel był ich kozłem ofiarnym. — Pójdziemy na zewnątrz? Mówiłeś, że tam byłeś całkiem sam, praawda? — powiedział, przeciągając ostatni wyraz.
Płomienny kocurek zesztywniał i gapił się na niego przez chwilę. Czyżby Aminek odkrył, że jego samotna podróż nie była wcale taka sama? Na szczęście Bąbel uwierzył w jego bajeczkę; mógł go przekonać, aby się za nim wstawił, gdyby Aminek chciał się przekomarzać. I fałszywego wujka Barżdża!
— Ja…
Nie czekając dłużej na odpowiedź rudego brata, Aminek złapał go za ogon, tak samo, jak uczynił z czekoladowym braciszkiem i zaczął kierować się w stronę wyjścia. Płomienny kocurek próbował uciec, ale kremowy brat był silniejszy.
— Ej! Puszczaj mnie! Ty borsuku! Ty kleszczu! — zaczął go obrażać. Powinni się cieszyć, iż ich rodziców nie było w pobliżu. Tylko zszokowana Chomik. — Ty gównia…
Nagle uderzył w nich chłodny powiew wiatru. Zaskoczony porywacz cofnął się o krok, wypuścił puchaty ogon brata z pyska i zwrócił na niego wzrok. Pierze odskoczył na bezpieczną odległość i popatrzył ze smutkiem na swój mokry ogon.
– Tym razem pozwolę ci prowadzić… — mruknął Aminek.
Popatrzył na niego nieufnie. Podszedł, ale zachował odstęp.
— Stchórzyłeś, co? — Uśmiechnął się zwycięsko Pierze. — Ja się nie boję takich wiatrów, bo nie jestem mięczakiem! — dodał z dumą w głosie. — Jak wiesz, byłem już na zewnątrz i to caaaaałkiem sam! — Nie dawał braciszkowi dojść do głosu — A to znaczy, że jestem od ciebie lepszy! — mówił, znajdując w poniżaniu brata radochę. — A teraz… chodź, mięczaku. Musimy dostać się do tego kamiennego słupa! Widzisz? — Wskazał ogonem. — Nie jest tak daleko… — ściszył głos. — Ale musimy być czujni. Kto wie, co tam się czai. I nie mów o tym Bąblowi! Zaraz nas komuś sprzeda i będziemy mieli lanie…
Spojrzał na brata z wyczekiwaniem. Miał nadzieję, że się zgodzi. A jeżeli nie, to Pierze znajdzie sposób, aby go zachęcić.
<To jak? Wchodzisz w to, mięczaku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz