Przeszłość
Lis obudził się, gdy brat dźgnął go w bok łapką z wyciągniętymi pazurkami.
— Hej! — miauknął oburzony rudasek.
— Wstawaj, śpiochu! — odparł Iskrzyk, po czym sam wyszedł ze żłobka, aby pozwiedzać nieznane mu dotąd części obozu. Lis także wygrzebał się z gniazda, aby potem chwiejnym krokiem wyjść.
Skupił się na tym, aby mocno wbijać pazurki w ziemię. Takim sposobem lepiej się utrzymywał i mógł łatwiej się przemieszczać. Gdy tak skupiał się na łapach, nie zauważył szarawej kotki stojącej przed nim.
— Ojej! Przepraszam! — pisnął, gdy przypadkiem w nią wszedł.
— Nie…nic się nie stało — odparła nieśmiało i odsunęła się, dając rudaskowi miejsce na przejście.
— Jak masz na imię? — zapytał zaciekawiony kociak, zadzierając chwiejący się łebek.
Kotka zdziwiona spojrzała w dół.
— Orchidea. A ty jesteś pewnie Lis, prawda? — spytała ostrożnie.
— Tak! Jestem Lis! — odmiauknął do niej i podskoczył. Gdy wylądował, przewrócił się na bok i prychnął.
Orchidea złapała go za skórę na karku i posadziła na ziemię. Kocurek starał się pozbyć ziemi z pyszczka.
— Ojej, ale masz brudne łapki! — zauważyła Orchidea.
— To jest tak specjalnie! Żebym wyglądał jak groźny lis! — kocurek zamachnął się łapką, po czym spadł na plecy.
Liliowa znów go podniosła. Na jej pysku widniał cień rozbawienia.
Kotka zaczęła lubić Lisa. Był taką rozkoszną, małą kulką futra, która nie umiała utrzymać równowagi. Maluch także polubił Orchideę. Lubił, gdy patrzyła na niego swoimi łagodnymi oczami lub mówiła swoim uspokajającym głosem.
Dzień był bardzo zimny, a więc bez namysłu usiadł obok kotki i wtulił się w jej futro.
— Zimno mi — wymamrotał. Orchidea zamruczała cicho.
— Siedź sobie tam, mały Lisku, siedź — wymiauczała z czułością. Kociak odparł piskliwym mruczeniem. Patrzył, jak jego brat bawił się piórkiem, udając, że jest ono wrogiem.
— Chciałbym móc się tak bawić — pisnął przygnębiony kocurek.
— Nie martw się, Lisie. Jesteś cudowny taki, jaki jesteś — odparła wojowniczka i ogonem smagnęła go po główce. Kociak na to zachichotał.
— Ojej, chyba wołają mnie do żłobka. Zobaczymy się jutro, Orchideo?
Kocurek odszedł swoim chwiejnym kroczkiem, przewracając się kilka razy. Jednak dzielnie brnął dalej, aby dotrzeć do żłobka jak najszybciej!
— Hej! — miauknął oburzony rudasek.
— Wstawaj, śpiochu! — odparł Iskrzyk, po czym sam wyszedł ze żłobka, aby pozwiedzać nieznane mu dotąd części obozu. Lis także wygrzebał się z gniazda, aby potem chwiejnym krokiem wyjść.
Skupił się na tym, aby mocno wbijać pazurki w ziemię. Takim sposobem lepiej się utrzymywał i mógł łatwiej się przemieszczać. Gdy tak skupiał się na łapach, nie zauważył szarawej kotki stojącej przed nim.
— Ojej! Przepraszam! — pisnął, gdy przypadkiem w nią wszedł.
— Nie…nic się nie stało — odparła nieśmiało i odsunęła się, dając rudaskowi miejsce na przejście.
— Jak masz na imię? — zapytał zaciekawiony kociak, zadzierając chwiejący się łebek.
Kotka zdziwiona spojrzała w dół.
— Orchidea. A ty jesteś pewnie Lis, prawda? — spytała ostrożnie.
— Tak! Jestem Lis! — odmiauknął do niej i podskoczył. Gdy wylądował, przewrócił się na bok i prychnął.
Orchidea złapała go za skórę na karku i posadziła na ziemię. Kocurek starał się pozbyć ziemi z pyszczka.
— Ojej, ale masz brudne łapki! — zauważyła Orchidea.
— To jest tak specjalnie! Żebym wyglądał jak groźny lis! — kocurek zamachnął się łapką, po czym spadł na plecy.
Liliowa znów go podniosła. Na jej pysku widniał cień rozbawienia.
* * *
Dalej przeszłość, kilka dni później
Kotka zaczęła lubić Lisa. Był taką rozkoszną, małą kulką futra, która nie umiała utrzymać równowagi. Maluch także polubił Orchideę. Lubił, gdy patrzyła na niego swoimi łagodnymi oczami lub mówiła swoim uspokajającym głosem.
Dzień był bardzo zimny, a więc bez namysłu usiadł obok kotki i wtulił się w jej futro.
— Zimno mi — wymamrotał. Orchidea zamruczała cicho.
— Siedź sobie tam, mały Lisku, siedź — wymiauczała z czułością. Kociak odparł piskliwym mruczeniem. Patrzył, jak jego brat bawił się piórkiem, udając, że jest ono wrogiem.
— Chciałbym móc się tak bawić — pisnął przygnębiony kocurek.
— Nie martw się, Lisie. Jesteś cudowny taki, jaki jesteś — odparła wojowniczka i ogonem smagnęła go po główce. Kociak na to zachichotał.
— Ojej, chyba wołają mnie do żłobka. Zobaczymy się jutro, Orchideo?
Kocurek odszedł swoim chwiejnym kroczkiem, przewracając się kilka razy. Jednak dzielnie brnął dalej, aby dotrzeć do żłobka jak najszybciej!
<Orchideo? Chcesz się zobaczyć z Liskiem?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz