Przeszłość
Stroczkowa Łapa poczuł, jak w gardle tworzy mu się wielka gula, a serce zapada, niczym łapy w gęsto posypanym śniegu. Wieść o śmierci Amorphiny, białej samotniczki, która przyłączyła się do Świetlików, gdy najbardziej tego potrzebowali, poniosła się po kotach szybciej, niż jakakolwiek plotka, która mogła dotrzeć do kocurka za czasów, kiedy przebywał w Klanie Wilka. Amorphina była znana z tego, że często poświęcała dużo więcej czasu innym kotom, mało co przekazując sobie, jakby nie była wystarczająco ważna według siebie. Rudego bardzo to martwiło, jednak nigdy nie pomyślałby, że kotka byłaby zdolna zapomnieć o jedzeniu. Nastały ciężkie czasy, które trzeba było jakoś przeżyć, nie zamierzał oddawać się w ramiona Klanu Gwiazdy, nie teraz, było za wcześnie na niego.
Wieczorem odbyło się chowanie oraz czuwanie. Wszyscy opłakiwali straconą towarzyszkę, zielonooki wiedział, że nie chciał doświadczyć nigdy czegoś identycznego, mimo że śmierć była nieodłączną częścią życia. Co jakiś czas ktoś ważny był odbierany, zazwyczaj z różnych powodów. I zawsze wydawało się, że pobył na tym świecie zdecydowanie zbyt krótko i powinien pospacerować jeszcze, powinien dostać ostatnią szansę, żeby przeżyć swój końcowy dzień najlepiej, jak tylko mógł. Jednak było to niemożliwe, nikt nie wiedział, kiedy dokładnie odejdzie. Kocurek wtulił nos w ogon, przymykając oczy, próbował zasnąć.
***
Teraźniejszość
Stroczkowa Łapa z lekkim sentymentem rozglądał się po drzewach. Ciekawe, czy samotnik, którego ostatnio spotkał, dotarł bezpiecznie do swojej rodziny? Miał nadzieję, że tak. Skoro nie wrócił, na pewno zdołał powrócić do swoich bliskich. Kocurka zdziwiła też myśl, że nawet nie zadawał mu pytań, skąd przybywał i nawet, dlaczego spotkała go taka przykrość – skupił się bardziej na udzieleniu pomocy, czego nie uznawał za koniecznie złego, tylko ciekawość chyba nie była czymś złym, oczywiście należało stosować jej z umiarem, jak wszystkiego. Zielonookiemu udało się dowiedzieć czegoś istotnego – grzyby wcale nie były roślinami, były czymś zupełnie odmiennym i źle do nich podchodził. Oczywiście, było za zimno, żeby rosły tak masowo, jak jeszcze jakiś czas temu. Szkoda…
Nagle podbiegł do niego spanikowany kocur, rozglądając się wręcz dziko po gęsto porośniętym lesie. Rudy przechylił głowę odrobinę w bok, nie mogąc zrozumieć, dlaczego nieznajomy prezentował się w ten sposób. Czy dolegało mu coś?
— Czy możesz mi, proszę pomóc? Potrzebuję pilnej pomocy, moja partnerka rodzi, a ja się wcale na tym nie znam i się o nią strasznie martwię, błagam — wykrzyczał wręcz, całe zdanie wydawało się chaotyczne, chociaż starszy widocznie silił się na spokój, co patrząc na zaistniałą sytuację, nie wychodziło mu najlepiej. Pręgus pokiwał szybko głową.
— Gdzie jest? Pomogę ci, zaprowadź mnie do niej — poprosił.
Po chwili obydwaj zanurkowali w pobliskich krzewach, biegnąc pewien dystans przez zmarznięte, uschnięte krzewy. Wymijali wysoko wystające korzenie drzew, przeskakując przez nie zwinnie. Gdy rudy czuł coraz mocniejsze palenie w płucach i jego łapy powoli zaczynały go martwić, ponieważ dostał większej dawki wysiłku, niż potrzebował, dotarli wreszcie na miejsce. W jamie, ostrożnie i starannie wyścielonej leżała kocica. Jej brzuch był obrzmiały, bok unosił się i szybciutko opadał. Mimo ogromnego chłodu, sapała, jakby z upału. Stroczkowa Łapa pochylił się nad nią, kocica rozszerzyła oczy, niemal wstając na łapy, żeby bronić własnej jamy.
— Nic się nie martw, on przyszedł tylko pomóc — przedstawił jej bliski, co uspokoiło ją, chociaż w małym stopniu. Stroczkowa Łapa był niezwykle za to wdzięczny – samemu by prawdopodobnie niepotrzebnie przedłużał wyjaśnienia niepotrzebnie, a liczyła się każda sekunda. Wycofał się prędko z nory i chwycił jeden z pobliskich patyków, który ocenił jako względnie wytrzymały. Wrócił do kotki.
— Przygryź go i przyj — powiedział jej, pamiętając instrukcje, które mu przedstawiła jego mentorka. Powtarzał je w kółko tak wiele razy, że ta odpowiedź przyszła mu wręcz naturalnie.
Kocica postąpiła tak, jak jej nakazano. Kocurek obserwował ją bacznie – już po jakimś czasie przy jej brzuchu pojawiły się cztery kulki. Poród przeszedł sprawnie, co go niezwykle cieszyło. Był z siebie ogromnie dumny i słusznie.
— Tak bardzo ci dziękuję, ja… nie wiem, co byśmy zrobili, gdyby nie ty — powiedział kocur, głaszcząc delikatnie łapą małego kociaka, który był łudząco podobny do niego. — Nie zapomnimy ci tego.
Stroczkowa Łapa kiwnął im głową, posyłając dwójce szczery, szeroki uśmiech. Pożegnał się z nimi serdecznie, oferując kolejną pomoc w razie potrzeby. Zaczął powoli wycofywać się z powrotem do obozu, jego mentorka z pewnością się o niego martwiła, a on bardzo nie lubił, gdy się denerwowała, nie lubił jej niepotrzebnie stresować.
[709 słów - trening medyka, udział przy odbiorze porodu]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz