- No, więc... heh.... - zaczęła nerwowo, łapczywie biorąc uspokajający oddech jeden za drugim. - Bo kiedyś poznałam taką kotkę co trochę się tak jakby zgodziła mnie uczyć o truciznach... i odtrutkach oczywiście...
Co? Zrobił zdziwioną minę. Co? Jakaś kotka; pewnie samotniczka, miała większą wiedzę od niego? Zmrużył oczy, patrząc na uczennice niezbyt zadowolonym wzrokiem. O truciznach wiedział tyle, ile mu powiedziano. Naprawdę interesowało go to, odmienne zdanie tej... kotki. Czy naprawdę wiedziała więcej? A może podchodziła do tego z innej strony? Może miała własne, tajne sposoby? Skoro Fasolkowa Łapa, jakimś cudem uczyła się u niej; co mu się bardzo nie podobało, wiedziała znacznie więcej! Musiał teraz wyciągnąć z niej wszystko, absolutnie wszystko! Machnął ogonem, udając irytację.
- Uważasz, że jakaś kotka, która nie żyje na terenie klanu, czegoś cię nauczyła? Ha! To ciekawe. No słucham. Co takiego mówiła?
- No... mówiła o tym jak się tworzy trucizny i jak im zapobiegać. - zaczęła powoli.
- To proszę. Pochwal się swą wiedzą, a ocenie czy nauczyła cię poprawnie. Może wbiła ci do łba jakieś głupoty i zamiast uratować kota, otrujesz go bardziej.
Fasolkowa Łapa pokręciła głową, pewnie nie wierzyła, że zostałaby okłamana. Przez resztę dnia tłumaczyła mu zastosowanie szaleju, cisu i innych roślin. Mentor kiwał tylko głową, zapamiętując wszystko o czym mówiła uczennica. Musiał przyznać, że wiedziała więcej niż przypuszczał. On miał małą wiedzę na ten temat, ale oczywiście już ją uzupełniał. Fasolka nawet nie orientowała się, że pytania które jej zadawał, w geście przepytywania z tego działu, służą za jego dokształcenie.
*Po zgromadzeniu*
Nadal nie mógł uwierzyć w to co się wydarzyło. Ciągle jeszcze drżał, czując gniew Gwiezdnych. Obok niego na posłaniu, leżała Fasolkowa Łapa. To przez nią przemówił Klan Gwiazd. To ona dostąpiła tego zaszczytu. Patrząc na śpiącą uczennice, przed oczami miał jej pysk, który wypowiadał złowrogi przekaz. W uszach dźwięczał ten potężny głos. Wziął głębszy oddech. Nie rozumiał czemu akurat Fasolkowa Łapa została wybrana. Według jej ojca, który mruczał mu swoją interpretację snu, który dostał podczas mianowania, miała coś zrobić złego. Właśnie! Czemu dopiero teraz mu to się przypomniało? Fasola z jego snu... Dziadek twierdził, że to jego córka. Gwiezdni dali mu już wcześniej znać, że ich losy się skrzyżują. Niesamowite! Może była przez nich wybrana do jakichś wielkich czynów? Sam do końca tego nie wiedział.
Wiedział za to to, że kotkę dopadła gorączka. Musiał ją zbić, dlatego co rusz, przemywał jej czoło mchem nasączonym wodą. Dodatkowo karmił ją zmielonym wrotyczem maruną, który posiadał właściwości obniżające gorączkę. Ciekawe o czym śniła... Może była teraz z przodkami? Może dawali jej instrukcję? Postanowił więc o nią dbać najlepiej jak umiał. W końcu niecodziennie się widuje, by ktoś został opętany przez potęgę z niebios. Gdy ta była jeszcze nieprzytomna, wybrał się na polane pozbierać świeżych kwiatów. Bardzo lubił ich zapach, dlatego zebrał całe ich gniazdo.
Po powrocie odkrył... w zasadzie nic. Uczennica leżała w tym samym miejscu, co ją pozostawił. Miał nadzieję, że niedługo się zbudzi. W tym czasie upiększył jej legowisko różnorodnymi płatkami. To chyba przodkom się spodoba. Co jeszcze by się przydało? Skupił się i wypadł, kulejąc na zewnątrz. Jedzenie! Może jak poczuje smaczny posiłek, to się zbudzi? Chwycił jakiegoś kosa i wrócił do środka, kładąc posiłek przed jej nosem. Ta jednak nadal spała... Albo udawała sen. Na samą myśl poczuł irytację. To on tak się starał, a ta nic? Trącił ją łapą, jednak kotka nadal pozostawała nieprzytomna. Co za bezczelność! Westchnął. W takim razie... No tak! Szybko podszedł do swojego nowego eksperymentu. Czerwony proszek leżał na kawałku kory. Święty proszek pewnie podziała. Zbliżył się ze specyfikiem do legowiska uczennicy i złapał mech. Wycisnął z niego wodę na czerwony pył, po czym zanurzył w tym łapę, wpierw mieszając. Woda przybrała czerwony odcień; jego łapa również. Niesamowite! Szybko wytarł czerwony barwnik w czoło kotki, rysując pionową linie. Chyba powinien zrobić gwiazdę... w końcu to święta rzecz. Jednak nie miał żadnych zdolności artystycznych... Na dodatek przy Maluszku to starczyło. Wycofał się ze swoim sprzętem, wymywając łapę z barwnika. Czyszcząc sierść, przez przypadek oparł łapę na ścianie. Kiedy ją zdjął zauważył śmiesznie odciśnięty ślad jego łapy. Wpatrywał się w niego zdziwiony. Wzrok na łapę, wzrok na ścianę. Dłużej by się przyglądał temu niespodziewanemu odkryciu, jednak usłyszał ciche jęknięcie pacjentki. Podszedł do Fasolkowej Łapy, czekając aż ta się ocknie.
- No wstawaj... Ile mam jeszcze na ciebie czekać? To, że jesteś pobłogosławiona przez przodków nie znaczy, że możesz spać ile ci się podoba! Praca czeka.
<Fasolkowa Łapo?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz