Dreszcz okazał się biedną kulką, która potrzebowała pomocy. Widział to. Wydawał się zagubiony, nawet bardziej niż biały wojownik po śmierci matki. Syn Ostrzenia doświadczył smutku, ale też i radości. Miał sporo relacji, mocnych, które pozwalały mu istnieć w klanie burzy jako jego stały członek. A jego niebieskim oczom ukazał się wystraszony kocurek, widzący coś, czego nie potrafili zobaczyć inni. Wolał o pomoc, która przynosił mu Jeżowa Ścieżka. Czekoladowy znał od podszewki kremowego i zapewne przynosił mu ulgę, lecz asystent nie mógł spędzać całych dni że swoim bratankiem. Piaskowa Ścieżka wydawała się nieludzka wobec swojego syna. Czego on nie posiadał, że wywyższała tylko Wiewióra, tego wrednego szczyla? Dlaczego nie próbowała chociaż na chwilę pochylić się nad wystraszonym Dreszczem?
Czuł złość. Czuł zawiść. Nie tak silną, żeby trzepnąć w pysk kotkę, ale wystarczającą, żeby spróbować pomóc maluchowi i uchronić go przed zwyrodniałą i oschłą matką.
- Pozwól, że sam się nim zajmę - miauknął z determinacją. Stanął między nią a kremowym. Dziecko mogło się bardziej wystraszyć, ale tylko w taki sposób mógł ochronić jednego z najmłodszych członków klanu.
- Ty? Nim? Przecież sam się ciebie boi. Tracisz tylko czas, Orlikowy... Ktosiu. Nie pamiętam twojego imienia - odparła oschle Piaskowa Ścieżka.
- A ciebie się nie boi? Ani własnego rodzeństwa? Co jest w nim złego? To niewinne kocię. Powinnaś wspierać wszystkie dzieciaki równo, a nie wybiórczo! - powiedział głośno Orlikowy Szept. Czuł w sobie dziwną energię, motywującą go do walki. Nigdy nie odczuwał czegoś podobnego, ani podczas walki, ani podczas polowania. Dopiero w jego pierwszym domu poczuł... Instynkt rodzicielski? Chęć pomocy? Dawnego siebie?
- I to ma mnie poruszyć? Kolejny bohater się znalazł... Proszę bardzo. Opiekuj się nim. Za urazy w głowie, które mu sprawisz, nie biorę odpowiedzialności - odpowiedziała nieporuszona kotka i udała się do swojego ulubieńca, Wiewióra.
Biały spojrzał na Dreszcza, ignorując odchodzącą Piaskową Ścieżkę. Kremowy leżał skulony, prawie przysypany śniegiem. Drżał z zimna i strachu. Orlikowy Szept strząsnął z jego ciała puch.
- N-nie zabijaj mnie... Proszę, n-n-nie z-z-zabijaj... - miauczał cicho.
- Nie bój się... Jestem od Jeżyka. Obroniłem cię przed mamą. Masz spokój - powiedział cierpliwie Orlikowy Szept. Dreszcz rozczulił jego serce, aż dziwne. Cieszył się, że Cętkowany Kwiat ani Konwaliowe Serce go nie widzą, bo od razu namawiałyby wojownika na ojcostwo, a na razie mu się to nie uśmiechało.
- Krzyczałeś... Byłeś straszny... Jak on... Jak oni... - mówił kremowy z zamkniętymi oczami.
- I dzięki krzykowi twoja mama sobie poszła i nie będzie cię przez dłuższy czas gnębić - dodał kocur.
Dreszcz otworzył jedno oko niepewnie, patrząc na Orlika, okiem równie niebieskim, co wojownika.
- Mamy takie same oczy, wiesz? Ja mam niebieskie i ty masz niebieskie. Jak niebo - Dorosły wskazał ogonem nieboskłon, na którym znajdowała się masa chmur.
- M... Mam je... Po wujku... I tacie - odparł nadal wystraszony Dreszcz, cofając się. Nadal nie czuł się pewnie w towarzystwie wojownika.
- Nie jestem zły. Zobacz. - Orlikowy Szept wykopał dołek w śniegu, dokopując się do ziemi. Ich oczom ukazała się ciemna gleba. Niebieskooki położył łapę na gruncie. - Jestem biały cały czas, a śnieg nas otaczający zniknie. Ja nie zniknę. Nie jestem od tego złego, kogo widzisz w bieli. Jestem taki z natury. Mój tata był biały i ja jestem biały - przemawiał spokojnie do Dreszcza, starając się nie komplikować sytuacji. - Teraz mi wierzysz?
Czuł złość. Czuł zawiść. Nie tak silną, żeby trzepnąć w pysk kotkę, ale wystarczającą, żeby spróbować pomóc maluchowi i uchronić go przed zwyrodniałą i oschłą matką.
- Pozwól, że sam się nim zajmę - miauknął z determinacją. Stanął między nią a kremowym. Dziecko mogło się bardziej wystraszyć, ale tylko w taki sposób mógł ochronić jednego z najmłodszych członków klanu.
- Ty? Nim? Przecież sam się ciebie boi. Tracisz tylko czas, Orlikowy... Ktosiu. Nie pamiętam twojego imienia - odparła oschle Piaskowa Ścieżka.
- A ciebie się nie boi? Ani własnego rodzeństwa? Co jest w nim złego? To niewinne kocię. Powinnaś wspierać wszystkie dzieciaki równo, a nie wybiórczo! - powiedział głośno Orlikowy Szept. Czuł w sobie dziwną energię, motywującą go do walki. Nigdy nie odczuwał czegoś podobnego, ani podczas walki, ani podczas polowania. Dopiero w jego pierwszym domu poczuł... Instynkt rodzicielski? Chęć pomocy? Dawnego siebie?
- I to ma mnie poruszyć? Kolejny bohater się znalazł... Proszę bardzo. Opiekuj się nim. Za urazy w głowie, które mu sprawisz, nie biorę odpowiedzialności - odpowiedziała nieporuszona kotka i udała się do swojego ulubieńca, Wiewióra.
Biały spojrzał na Dreszcza, ignorując odchodzącą Piaskową Ścieżkę. Kremowy leżał skulony, prawie przysypany śniegiem. Drżał z zimna i strachu. Orlikowy Szept strząsnął z jego ciała puch.
- N-nie zabijaj mnie... Proszę, n-n-nie z-z-zabijaj... - miauczał cicho.
- Nie bój się... Jestem od Jeżyka. Obroniłem cię przed mamą. Masz spokój - powiedział cierpliwie Orlikowy Szept. Dreszcz rozczulił jego serce, aż dziwne. Cieszył się, że Cętkowany Kwiat ani Konwaliowe Serce go nie widzą, bo od razu namawiałyby wojownika na ojcostwo, a na razie mu się to nie uśmiechało.
- Krzyczałeś... Byłeś straszny... Jak on... Jak oni... - mówił kremowy z zamkniętymi oczami.
- I dzięki krzykowi twoja mama sobie poszła i nie będzie cię przez dłuższy czas gnębić - dodał kocur.
Dreszcz otworzył jedno oko niepewnie, patrząc na Orlika, okiem równie niebieskim, co wojownika.
- Mamy takie same oczy, wiesz? Ja mam niebieskie i ty masz niebieskie. Jak niebo - Dorosły wskazał ogonem nieboskłon, na którym znajdowała się masa chmur.
- M... Mam je... Po wujku... I tacie - odparł nadal wystraszony Dreszcz, cofając się. Nadal nie czuł się pewnie w towarzystwie wojownika.
- Nie jestem zły. Zobacz. - Orlikowy Szept wykopał dołek w śniegu, dokopując się do ziemi. Ich oczom ukazała się ciemna gleba. Niebieskooki położył łapę na gruncie. - Jestem biały cały czas, a śnieg nas otaczający zniknie. Ja nie zniknę. Nie jestem od tego złego, kogo widzisz w bieli. Jestem taki z natury. Mój tata był biały i ja jestem biały - przemawiał spokojnie do Dreszcza, starając się nie komplikować sytuacji. - Teraz mi wierzysz?
<Dreszcz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz