Fasolka przekręciła głowę. Niekoniecznie rozumiała, o co chodzi niebieskookiej kotce. Te małe punkciki to zmarli wojownicy? Trochę dziwny, ale ciekawy koncept.
— To... myślisz, że ja też kiedyś swoją dostanę? — zapytała niewielka koteczka, patrząc na wojowniczkę pytająco. Żabi Skok westchnęła cicho, jednak delikatny uśmiech nie zniknął z jej twarzy.
— Tak. Każdy dobry kot swoją dostanie. Ale ty masz jeszcze sporo czasu. — zamruczała łagodnie, wstając z swojego miejsca. — Muszę już iść, ale może jeszcze was odwiedzę.
Żabi Skok pożegnała się z Fasolką, Miedzianą Iskrą i resztą w żłobku, po czym wyszła, zostawiając po sobie jedynie wygnieciony mech i zapach. Pointka zastanawiała się, co ciekawego poszła robić niebieskooka i ogólnie, co robią wojownicy jak ona oprócz polowania i trenowania uczniów. Młoda ułożyła się niedaleko mamy i zaczęła rozmyślać nad tym jak to jest być wojowniczką. A dokładniej - chociaż może mniej realnie, chociaż hej, co dla kociaka nie jest możliwe - jak to jest być Żabim Skokiem.
***
Fasolka wyszła o poranku z legowiska medyków, by pooddychać trochę świeżym powietrzem i rozprostować kości. Niebo było niestety dzisiaj dosyć zachmurzone, co zwiastowało albo deszcz, albo burzę, co raczej młodej się nie podobało. Zawsze jak nadchodziła, jej stawy zaczynały jakby ogłaszać protest, myśląc, że coś zdziałają bólem i tym razem nie było inaczej. W dodatku do upierdliwych rzeczy musiał być jeszcze taki Trójka, co wciąż nazywał ją tym okropnym imieniem wymyślonym jakiś czas temu. Przynajmniej nauczyło to Fasolkową Łapę, by z nim nie zadzierać i nie robić sobie z niego żartów... aż tak często. Jakoś musiała rozruszać tego swojego zdziadziałego mentora, inaczej na wszystko marudząc wyłysieje i tyle będzie z jego, jak to on uważał, pięknej sierści.
— Fasolkowa Krzywizno! Wracaj tutaj, nie będę czekał księżyców aż łaskawie skończysz spacerować i będziemy mogli zacząć lekcje. — usłyszała jego głos dziwnie donośny głos z daleka. A tyle razy go prosiła, żeby się nie darł na całe gardło używając tego imienia! Machnęła jedynie parę razy ogonem i wywracając oczami obróciła się, by wrócić do leża.
— Idę, idę! — zawołała, odpuszczając sobie niepotrzebną tym razem złość. Nagle rozległ się głośny dźwięk uderzającego w ziemię pioruna gdzieś w oddali, co nieco rozproszyło jasną. Nieskupiona na tym, gdzie idzie, przypadkiem uderzyła w kogoś, kto znalazł się na jej drodze.
— Przepraszam! — zawołała szybko zawstydzona, po czym dopiero spojrzała na kogo wpadła. Była to Żabi Skok, kotka, która odwiedzała mamę Fasolki w żłobku.
< Żabi Skoku? >
Żabi Skok pożegnała się z Fasolką, Miedzianą Iskrą i resztą w żłobku, po czym wyszła, zostawiając po sobie jedynie wygnieciony mech i zapach. Pointka zastanawiała się, co ciekawego poszła robić niebieskooka i ogólnie, co robią wojownicy jak ona oprócz polowania i trenowania uczniów. Młoda ułożyła się niedaleko mamy i zaczęła rozmyślać nad tym jak to jest być wojowniczką. A dokładniej - chociaż może mniej realnie, chociaż hej, co dla kociaka nie jest możliwe - jak to jest być Żabim Skokiem.
***
Fasolka wyszła o poranku z legowiska medyków, by pooddychać trochę świeżym powietrzem i rozprostować kości. Niebo było niestety dzisiaj dosyć zachmurzone, co zwiastowało albo deszcz, albo burzę, co raczej młodej się nie podobało. Zawsze jak nadchodziła, jej stawy zaczynały jakby ogłaszać protest, myśląc, że coś zdziałają bólem i tym razem nie było inaczej. W dodatku do upierdliwych rzeczy musiał być jeszcze taki Trójka, co wciąż nazywał ją tym okropnym imieniem wymyślonym jakiś czas temu. Przynajmniej nauczyło to Fasolkową Łapę, by z nim nie zadzierać i nie robić sobie z niego żartów... aż tak często. Jakoś musiała rozruszać tego swojego zdziadziałego mentora, inaczej na wszystko marudząc wyłysieje i tyle będzie z jego, jak to on uważał, pięknej sierści.
— Fasolkowa Krzywizno! Wracaj tutaj, nie będę czekał księżyców aż łaskawie skończysz spacerować i będziemy mogli zacząć lekcje. — usłyszała jego głos dziwnie donośny głos z daleka. A tyle razy go prosiła, żeby się nie darł na całe gardło używając tego imienia! Machnęła jedynie parę razy ogonem i wywracając oczami obróciła się, by wrócić do leża.
— Idę, idę! — zawołała, odpuszczając sobie niepotrzebną tym razem złość. Nagle rozległ się głośny dźwięk uderzającego w ziemię pioruna gdzieś w oddali, co nieco rozproszyło jasną. Nieskupiona na tym, gdzie idzie, przypadkiem uderzyła w kogoś, kto znalazł się na jej drodze.
— Przepraszam! — zawołała szybko zawstydzona, po czym dopiero spojrzała na kogo wpadła. Była to Żabi Skok, kotka, która odwiedzała mamę Fasolki w żłobku.
< Żabi Skoku? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz