— Co się stało, Kolczasta Łapo? — zapytała prędko, podchodząc bliżej. Liliowy najpierw uniósł głowę, widocznie zaskoczony szybkim ruchem kotki, po czym odwrócił wzrok nieco zawstydzony.
— Trochę głupio się przyznać, ale cierń wbił mi się w łapę i nie chce wyjść... — mruknął, pokazując zranioną poduszkę pręgowanej łapki. Fasolka obejrzała dokładnie kolec i miejsce, w którym utkwił.
— Głęboko... — mruknęła do siebie, przerywając oględziny, po czym zwróciła się do przyjaciela. — Dobrze, że przyszedłeś do mnie, a nie próbowałeś tego sam wyciągnąć i jakoś uniknąć spotkania z medykami. Mogłaby się wedrzeć infekcja i wtedy byłoby dopiero problem. Wchodź, zaraz to wyciągnę. — zamruczała spokojnie, po czym zaprowadziła Kolca do wnętrza legowiska. Szukając od razu po półce aksamitki, tak na wypadek, żeby się nie zainfekowała rana, kotka przypomniała sobie, że miała sprawę do kocura. W końcu udało jej się przezwyciężyć to uczucie niezręczności i chciała z nim otwarcie porozmawiać. Nie chciała stracić przyjaciela ze żłobka, szczególnie takiego ciekawego jak Kolczasta Łapa. Teraz jednak musiała się zająć jego dolegliwością. Fasolka miała nadzieję na chociaż chwilę na rozmowę po tym. Pointka chwyciła puchate, ząbkowane liście w zęby, a odwracając się wzięła jeszcze trochę mchu, żeby ewentualnie wytrzeć tą odrobinkę krwi która wydostanie się potem z rany i usiadła naprzeciwko kulejącego kocurka. Nie wyglądał ani na specjalnie zdenerwowanego, ani na przestraszonego, jednak posłała mu uspokajające spojrzenie morskich ślepi i delikatny uśmiech, po czym odłożyła medykament obok, żeby mieć go szybko pod łapą.
— Postaram się szybko to wyciągnąć, ale i tak zaboli trochę. — uprzedziła Fasolkowa Łapa. — Gotowy?
— Mhm... — mruknął Kolczasta Łapa i chociaż liliowa była skupiona na rance, to kątem oka dostrzegła, jak brązowooki odwraca wzrok, by nie patrzeć na akcje. Fasolka ostrożnie chwyciła utknięty w poduszce obiekt i szybkim ruchem wyciągnęła go w akompaniamencie cichego syknięcia Kolca. Kocica wypluła cierń i nim chwyciła liść aksamitki miauknęła ciche: "Przepraszam", po czym przetarła mchem ranę i wycisnęła na nią trochę soku z rośliny.
— Już. — zamruczała, całkiem zadowolona ze swojej roboty. Kto wie, może jak opowie o tym Trójce to ten skróci jej karę?
— Dzięki. — powiedział pręgowany, okładając łapę na ziemię. Chwilę siedzieli w ciszy, aż Fasolkowa Łapa w końcu się odezwała.
— Wiesz, szkoda, że nie mamy już tyle czasu co kiedyś by rozmawiać czy się bawić... — zaczęła obniżając trochę łeb. — I przepraszam, jeśli kiedykolwiek wyglądało na to, że cię unikam... po prostu trochę się martwiłam, że zrobi ci się przykro, jak się dowiesz, że chce zostać medyczką i nie będziemy mogli razem trenować... Ale wiesz co? Chyba ostatnio znalazłam rozwiązanie. Nie chciał byś mnie czegoś poduczyć? Z polowania na przykład? Taki trening, bardziej na poważnie niż kiedyś. Mogłabym się uprosić Trójkę, żeby dał mi więcej wolnego i wtedy byś mi pokazał co i jak. Co ty na to?
< Kolczasta Łapo? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz