*przed mianowaniem na ucznia*
Przekroczył próg żłobka. Ciocia Iskra przeniosła się z dziećmi chwilowo do wujka Igły, więc legowisko było prawie puste. Dziwnie było je takim widzieć po tym, co się ostatnio działo. Odetchnął głębiej i uśmiechnął się.
- Dzień dobry, mamo!
- ...z-złapałam też biedronkę, a-ale… O, cześć Wróbelku!
Skowronek przerwała swój monolog i podbiegła do niego, żeby się przywitać. Na jego pytające spojrzenie odpowiedziała smutnym kręceniem głową. Westchnął. Po wczorajszym… płaczu, Cętkowany Liść przestała reagować. Leżała zwinięta w kłębek, pustym wzrokiem wpatrując się w ścianę legowiska.
(Płacz. Na samo wspomnienie coś ściskało go w żołądku, a po jego grzbiecie wędrował zimny dreszcz. Krzyczała. Wyła. Rzucała przekleństwami, motała się po legowisku. Nie potrafiła jej uspokoić nawet Miedziana Iskra, w końcu z pomocą medyczki Borsuk podała jej mak. Wtedy ich mama zwinęła się w kącie, mówiąc do siebie i płacząc. Wolał nie pamiętać jej dzikiego wzroku, ani przerażonego spojrzenia Skowronek. Tylko Borsuk… tylko ona zachowała resztkę zimnej krwi.)
Wróbelek podszedł do burej, przytulając się do jej miękkiego futra, które jeszcze do niedawna było całym jego światem.
- Przyniosłem ci śniadanie - miauknął, kładąc przed kotką mysz.
Nawet na niego nie spojrzała.
- Borsuk obiecała, że też do ciebie wpadnie.
Jego siostra siedziała teraz z medykami. Po tym, co się wczoraj stało… Chciała wiedzieć, co robić. Był jej tak bardzo wdzięczny… Otarł się o mamę, próbując wyrzucić z pamięci to okropne uczucie. Zimny, paraliżujący strach. Niemoc.
Przerażenie, że nie ma pojęcia, co zrobić.
- Skowronek mówiła, że chciała złapać dla ciebie motyla, ale o tej porze trudno jakiegoś znaleźć.
Siostra uśmiechnęła się do niego ciepło. Cienie pod oczami zdradzały, jak spędziła poprzednią noc, ale mimo wszystko potrafiła to robić. Dla niego. Dla mamy.
Naprawdę podziwiał je obie. Miały w sobie tyle siły i determinacji…
(Ile on nigdy nie będzie miał.)
Odpowiedział jej uśmiechem.
- Może mnie się uda. Ale nie obiecuję. W powietrzu czuć Porę Nagich Drzew, pewnie już się schowały…
Po policzku kocicy spłynęła łza. Szepnęła coś, ale tak cicho, że nie zrozumiał.
- Mamo? - Przytulił się do niej mocniej.
- P-przepraszam.
Poczuł, jak obok niego kładzie się Skowronek, wtulając w ich dwójkę.
- Przepraszam.
Borsuk stała razem z medykami przed wejściem do ich legowiska. Rozmawiali przyciszonymi głosami i od razu poczuł się nieswojo.
- Dzień dobry - miauknął. Odpowiedziały mu krótkie skinienia głową i skupione spojrzenia. Jasny znak - nie przeszkadzać. No dobrze. Ale skoro już tu był…
- Odwiedzę Wawrzyna - powiedział i nie czekając na niczyją reakcję (i tak byli zajęci), wszedł do środka.
Wszyscy inni ranni zostali już dawno opatrzeni i wrócili do swoich obowiązków, więc kocurek siedział w legowisku sam.
(Nie wszyscy. Taty nie opatrzyli. Nie uratowali. Nie żył.)
No, prawie sam. Z zaskoczeniem dostrzegł, że obok bicolora siedzi Sarnia Łapa i nawet… śmieje się, rozmawiając o czymś z jego przyrodnim bratem.
- Cześć - miauknął trochę niepewnie. Urocza parka momentalnie się spięła, jakby swobodna rozmowa była największą zbrodnią na świecie. - Przepraszam, nie chciałem wam przeszkadzać. Znaczy... - wycofał się szybko nie chcąc, żeby pomyśleli sobie, że pomyślał, że… Pokręcił głową. - Nie chciałem was wystraszyć.
- M-mamusia pozwoliła mi tu siedzieć - miauknęła cichutko liliowa, jakby chcąc się usprawiedliwić.
- I S-Strzyżykowa Pręga też - dodał szybko i równie cicho Wawrzynowa Łapa.
- To… spoko - miauknął głupio i już po uderzeniu serca miał ochotę pacnąć się w głowę. Przy wychodzeniu musiał sprawdzić, czy przypadkiem pająk Potrójnego Kroku nie zamieszkał w jego mózgu. - Ja… Tylko chciałem spytać jak się czujesz, Wawrzynku.
- D-dobrze. - Brązowe ślepia wpatrywały się gdzieś w mech pod ich łapami. - R-radzę sobie.
- Jakbyś czegoś potrzebował, mów! Przybiegnę na… - “jednej łapie” chciał powiedzieć, ale w porę ugryzł się w język - ...natychmiast. Cokolwiek!
Kocurek skinął łebkiem.
- D-dziękuję.
- Nie masz za co. W końcu jesteśmy rodziną, prawda? - Burasek uśmiechnął się ciepło.
Odpowiedziały mu dwa nieśmiałe uśmiechy.
- Poradzi sobie - stwierdziła Borsuk. Wracali właśnie do żłobka. - Bardziej martwiłabym się Szczurem.
- Szczurem? - Z tego co wiedział Wróbelek, nic kocurkowi nie było. Został już nawet uczniem, przenosząc się do ich legowiska.
- Tacy jak on są najgorsi - miauknęła jego siostra, patrząc mu prosto w oczy. Mimowolnie się wzdrygnął.
- Nieprawda! Szczurek jest po prostu bardzo nieśmiały, nie powinniśmy go przez to nie lubić. Może on… po prostu nie do końca rozumie, co się dzieje? Ale to i tak nie powód, żeby być dla niego niedobrym! - dodał szybko.
Kotka tylko wzruszyła ramionami.
- Ponoć całkiem zamknął się w sobie.
Wróbelek obiecał sobie w duchu, że gdy tylko będzie mógł, odwiedzi Szczurka. I Wawrzyna.
Ostatni raz spojrzał w niebo, szukając wzrokiem tej jednej Gwiazdy.
- Dobranoc, tato - szepnął i wszedł do legowiska.
<Ktoś chce popisać? :3>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz