W obliczu ostatnich wydarzeń nie była w stanie zmrużyć oka przez ani jedną noc. Choć nie przeżywała tragedii tak jak jej pobratymcy, nie dręczyła jej śmierć towarzyszy, ani strata legowisk czy zniszczenie obozu, to jednak coś innego nie dawało jej spokoju.
Paradoksalnie — jak na członkinię Klanu Nocy — jej największym lękiem była woda. Nie znosiła jej w swej codzienności, gdy wyjście z obozu kosztowało ją umoczeniem futra. Zawsze, pomimo braku umiejętności, starała się jak najszybciej przedrzeć na drugi brzeg, gdzie suchy ląd zdawał się zbawieniem. Gdy tego feralnego dnia nieszczęsny żywioł otoczył ją z każdej strony, była pewna, że to koniec.
Nie baczyła na innych, nawet tych słabszych, którzy szansę na przeżycie z pewnością mieli mniejsze niż ona sama. W tamtej chwili liczyło się tylko jej przetrwanie i jej spokój. Uzyskała to, a straty, jakie odnieśli jako cała społeczność, jako klan, nie miały dla niej żadnego znaczenia.
Odpowiadała jej pozycja tymczasowego obozowiska. Mogła swobodnie unikać rzeki, polując na lądzie i stwarzając pozory pracowitej wojowniczki. Gdyby to od niej zależało, nigdy nie wróciłaby do tamtego miejsca, więc z tego powodu, gdy do jej uszu doszły pierwsze podszepty o planowanej odbudowie dawnego domu, marszczyła nos i krzywiła się nieznacznie. Nie była zwolenniczką tego pomysłu, ale w życiu nie podzieliłaby się tą myślą na głos. To, co czuła względem wody, było jej prywatną batalią.
Nie mogła jednak przejść obojętnie obok szansy zaskarbienia sobie sympatii wśród współklanowiczów. Bez wahania zgłosiła się do pierwszych prac, niewinnie uśmiechając się do innych. W rzeczywistości próbowała tym samym stłumić podskórne przerażenie, że kolejna kąpiel zakończy się nieprzespaną nocą.
Nie była w stanie zaradzić jakkolwiek dręczącym ją w nocy snom. Schematycznym, nieustannie powracającym koszmarom, w których woda napływała na nią z każdej strony, a jej szum był jednym dźwiękiem, jaki zagłuszał jej własny, niemy krzyk.
Budziła się zziajana, czując lepki stres pod poduszkami łap. Powoli ją to męczyło, ale na tyle, na ile mogła, nie dawała tego po sobie poznać. Istotnym było prezentować się doskonale w oczach innych.
Stojąc na brzegu, czuła się jak przed największym wyzwaniem w życiu. Choć przecież jeszcze niedawno przeprawa przez rzekę była częścią codzienności, teraz każdy krok przypominał próbę odwagi. Już sama miękkość podmokłego gruntu, oblepiającego pazury błotem, wzbudzała w niej wewnętrzny wstręt.
W końcu jednak, widząc znajome czarno-białe futro wojownika ochoczo płynącego ku wyspie, zacisnęła zęby i podjęła decyzję. Powoli zanurzyła łapę w tafli, wstrzymując oddech. Chwila na zebranie sił, nim dała się porwać nurtowi, kierując wzrok na zniszczony, popowodziowy krajobraz przed sobą.
Płynęli grupą, na wypadek, gdyby prąd znów był zbyt silny i trzeba było interweniować. Ratować innych rzecz jasna, nie ją, bo ona radziła sobie świetnie sama.
Mimo wszystko trzymała się blisko Kijankowych Moczarów, który płynął znacznie szybciej i świetnie w tym sobie radził. Był jej nieoficjalnym planem ratunkowym — bo jeśli już miałaby młodo umrzeć, to nie w tej przeklętej wodzie. Jej futro zdecydowanie lepiej prezentowało się suche.
Na brzeg wdrapała się niemal w jednym tchu. Odeszła na bok, oddychając głośno, próbując uspokoić zbyt szybko bijące serce. Czuła, że balansuje na krawędzi własnej wytrzymałości, a przecież potem będzie musiała znowu popłynąć.
W końcu mogła rozejrzeć się po zdewastowanym obozie. Widok był przytłaczający. Krótko mówiąc, roboty było po uszy. Nie mogła jednak pozwolić sobie na bezczynność. Skoro i tak będą musieli tu kiedyś wrócić, musiała zadbać o to, by mieć gdzie później wygodnie położyć głowę.
Kątem oka dostrzegła, jak Porywisty Sztorm ostrożnie wydobywa z ziemi coś błyszczącego — cienki, płaski przedmiot, wbity ukośnie w nasiąkniętą glebę. Latająca Ryba była niemal pewna, że widywała podobne dziwactwa wcześniej, w legowisku medyków, kiedy ci musieli wyciągać takowe twory z łap wojowników. Zawsze towarzyszyła temu krew. Sama myśl, że fala naniosła na teren ich dawnego obozu tyle tak niebezpiecznych odłamków, ścisnęła jej żołądek.
Przedmioty zdawały się niemal niewidzialne, miały ledwie dostrzegalne kontury, były przezroczyste, czaiły się w błocie jak zakamuflowane drapieżniki. Wystarczyła chwile nieuwagi, by przeciąć sobie skórę aż do kości.
Jej własnym znaleziskiem była rzecz jednak nie mniej osobliwa — srebrzysty, krótki przedmiot, płaski, trochę przypominał jej patyk, ale po jednej stronie był rozbity na trzy ostro zakończone „ząbki”. Przechyliła głowę, obwąchując go ostrożnie. Pachniał tylko błotem i zimną wodą, niczym nie przypominał czegokolwiek naturalnego.
Zacisnęła zęby i ostrożnie chwyciła go w pysk... a po chwili gwałtownie go upuściła. Posmak był lodowaty, wręcz nieprzyjemnie piekący. Czuła, jakby język dotknął zmrożonej bryły. Mimo to nie — musiała wynieść to z obozu.
Zaciskając zęby, mocniej chwyciła przedmiot, mniej więcej pośrodku i uniosła głowę. Był cięższy, niż się spodziewała, niekontrolowanie przechyliła się w bok, próbując złapać równowagę. Musiała przekrzywić łeb, żeby nie stracić stabilności, po czym ostrożnie podreptała ku obrzeżom obozu, gdzie inni już gromadzili podobne śmieci przyniesione przez fale.
Dosłownie wypluła go na stos, krzywiąc się z obrzydzeniem. Metaliczny smak wciąż był na jej języku.
Rozejrzała się ponownie po obozie, obserwując, jak inne koty zajmują się oczyszczaniem terenu. Musiała zdecydować, co powinna zrobić dalej. Jej uwagę przykuły wielkie gałęzie, porozrzucane bezwładnie wśród zrujnowanych ścian dawnych legowisk.
Zobaczyła znajome miejsce i serce zabiło jej szybciej. Bez wahania rzuciła się w stronę miejsca, gdzie do niedawna zasypiała, zdeterminowana by je odzyskać.
Zanurzyła zęby w grubą, obłamaną gałąź i zaparła się łapami w śliskiej ziemi. Ciągnęła z całych sił, grzęznąc w błocie, które lepiło się do futra. Gdy wreszcie udało się jej wyszarpać kij poza główne przejścia, przedarła się przez połamane trzciny, torując sobie własny szlak.
Na samym krańcu wysepki rozluźniła szczękę. Obeszła gałąź, po czym zaczęła ją popychać, wręcz kopać łapami, aż ta zsunęła się z brzegu i leniwie odpłynęła z nurtem.
Zamrugała, śledząc wzrokiem, jak niesie ją woda.
Chwila nieuwagi tamtego dnia… I to ona mogła zostać porwana, tak samo jak ten przerośnięty badyl.
Ale nie została. I teraz mogła sprzątać.
Wykonane zadania:
- Usunięcie niebezpiecznych przedmiotów naniesionych przez fale (np. szkła, ostrych kamieni)
- Wyniesienie połamanych krzewów, gałęzi i innych zniszczonych elementów legowisk
BLOGOWE WIEŚCI
BLOGOWE WIEŚCI
W Klanie Burzy
Klan Burzy znów stracił lidera przez nieszczęśliwy wypadek, zabierając ze sobą dodatkową dwójkę kotów podczas ataku lisów. Przywództwo objął Króliczy Nos, któremu Piaszczysta Zamieć oddał swoje ówczesne stanowisko, na zastępcę klanu wybrana natomiast została Przepiórczy Puch. Wiele kotów przyjęło informację w trudny sposób, szczególnie Płomienny Ryk, który tamtego feralnego dnia stracił kotkę, którą uważał za matkęW Klanie Klifu
Kres panowania Judaszowcowej Gwiazdy kryję się niemal a rogiem; wszyscy o tym wiedzą. Nie każdy jest jednak gotowy na zmiany, które nadejdą po odejściu aktualnego lidera na Srebrną Skórkę. Nastroję w Klanie Klifu są na pierwszy rzut oka dobre i spokojne; konflikt z Klanem Wilka zdążył powoli odejść w zapomnienie, nawet jeśli tereny nie zostały jeszcze odzyskanę, a burzliwa sytuacja z samotniczkami zdaję się być już jedynie koszmarem przeszłych księżyców. Po nocach jednak słychać szepty... Duża część Klanu Klifu nie jest przychylna swojej zastępczyni, która już zdaje się przygotowywać do wprowadzenia się do nowego legowiska. Koty snują domysły, rozmawiają, krytykują nie tylko Pikującą Jaskółkę, ale i nie odpuszczają na starość Judaszowcowej Gwieździe, który nie słynie z podejmowania decyzji, które przypadają do gustu ogółowi. Może się wydawać, że rodzina, której zapisane miało być w gwiazdach uratowanie nadmorskich kotów, nie jest jednak tak pobłogosławiona, jak uważano. Konflikt lidera ze swoim przybranym synem Mirtowym Lśnieniem, a również tajemnicze kocięta, których doczekała się jego adoptowana córka Źródlana Łuna... To wszystko pokazuję kruchość i niestabilność rzekomej gwiezdnej opatrzności. Ciemne cienie rzucane są na tereny Klanu Klifu, a widok spadającego powoli mewiego pióra może być ostatnim, co będzie ci dane dostrzec. Niczym mroczny omen, ptaki krążą nad Klifiakami, czyhając na nich jak na swoje bezbronne ofiary. Atakują niespodziewanie, szybko i z niesamowitą wytrwałością; bezpiecznym nie jest nawet najbardziej doświadczony wojownik - w walce z drapieżnikami życie stracił Promieniste Słońce. Czy Klan Klifu zdoła odzyskać wewnętrzną stabilność? Czy krzyki skrzydlatych drapieżników przestaną w końcu zwiastować śmierć? Czy koty powrócą na drogę, którą rzekomo oświetla Klan Gwiazdy?W Klanie Nocy
Wiele księżyców zajęło, by Klan Nocy podniósł się z zgliszczy po strasznej powodzi. Niestety i w tym czasie wśród szuwarów nie mogło być spokojnie, gdyż w szeregach wojowników żył zdrajca i morderca. Jego czyny prędzej czy później ujrzały światło dzienne, a rudy wojownik, niejaki Pluskający Potok, dostąpił egzekucji z wyroku Spienionej Gwiazdy oraz reszty klanu. Sam czyn stracenia wykonał Szałwiowe Serce, książę i zarazem potomek nowej liderki klanu. Kolejnym hucznym wydarzeniem było przekazanie władzy dotychczasowej liderki. Klan stanął przed wyborem zagłosowania na Mandarynkowe Pióro bądź Algową Strugę, które dotychczas pełniły rolę zastępczyń. W demokratycznym głosowaniu wojownicy wybrali srebrną kotkę jako nową liderkę. Spieniona Gwiazda odeszła na zasłużoną emeryturę, gdzie ostatnie chwile swojego życia spędziła z bliskimi kotami. W noc zgromadzenie, kiedy to przodkowie zstąpili na ziemię w blasku pełni, odeszli z trzema duszami, których ciała zostały znalezione wtulone w siebie nawzajem. W tej cichej śmierci klan pożegnał Spienioną Gwiazdę, dotychczasową piastunkę Kotewkowy Powiew, która niejednego z wojowników wychowała za kociaka, oraz Kolcolistne Kwiecie. Klan jednak nie mógł długo opłakiwać starszych, gdyż na ich językach znajdowało się imię pewnej czekoladowej szylkretki i to kolejnej wśród najmłodszych członków. Niektórzy uważają, że to zły omen od gwiezdnych przodków, którzy jakoby ostrzegali Nocniaków, by Ci nie wystawiali ich przychylności na próbę.Szybko jednak klanem wstrząsnęła wieść o kolejnej zdradzie, tym razem ze strony członka rodu. Błękitna Laguna wyjawił z gałęzi sumaka sekret swojego brata. Całemu klanu obwieścił, iż point od księżyców spotyka się z kaleką wojowniczką z Klanu Klifu, a na potwierdzenie słów księcia, Porywisty Sztorm wspięła się na sumak i przyznała, że na własne oczy widziała, jak oskarżony kierował się w stronę granicy z Klanem Klifu. "Zdrajca" został uziemiony z zakazem opuszczania obozu na czas nieokreślony, lecz nie wiadomo czy to ostateczna kara, jaka spotka kocura, czy dopiero jej początek. Czy w klanie zapanuje upragniony spokój? Jakie liderka ma plany względem klanu, mając w swych łapach władzę?
W Klanie Wilka
Ostatnio dzieje się całkiem sporo – jedną z ważniejszych rzeczy jest konflikt z Klanem Klifu, powstały wskutek nieporozumienia. Wszystko przez samotniczkę imieniem Terpsychora, która przez swoją chęć zemsty, wywołała wojnę między dwoma przynależnościami. Nie trwała ona długo, ale z całą pewnością zostawiła w sercach przywódców dużo goryczy i niesmaku. Wszystko wskazuje na to, że następne zgromadzenie będzie bardzo nerwowe, pełne nieporozumień i negatywnych emocji. Mimo tego Klan Wilka wyszedł z tego starcia zwycięsko – odebrali Klifiakom kilka kotów, łącznie z ich przywódczynią, a także zajęli część ich terytorium w okolicy Czarnych Gniazd.Jednak w samym Klanie Wilka również pojawiły się problemy. Pewnego dnia z obozu wyszli cali i zdrowi Zabłąkany Omen i jego uczennica Kocankowa Łapa. Wrócili jednak mocno poobijani, a z zeznań złożonych przez srebrnego kocura, wynika, że to młoda szylkretka była wszystkiemu winna. Za karę została wpędzona do izolatki, gdzie spędziła kilka dni wraz ze swoją matką, która umieszczona została tam już wcześniej. Podczas jej zamknięcia, Zabłąkany Omen zmarł, lecz jego śmierć nie była bezpośrednio powiązana z atakiem uczennicy – co jednak nie powstrzymało największych plotkarzy od robienia swojego. W obozie szepczą, że Kocankowa Łapa przynosi pecha i nieszczęście. Jej drugi mentor, wybrany po srebrnym kocurze, stracił wzrok podczas wojny, co tylko podsyca te domysły. Na szczęście nie wszystko, co dzieje się w klanie jest złe. Ostatnio do ich żłobka zawitała samotniczka Barczatka, która urodziła Wilczakom córeczkę o imieniu Trop – a trzy księżyce później narodził się także Tygrysek (Oba kociaki są do adopcji!).
W Owocowym Lesie
Dla owocniaków nadszedł trudny okres. Wszystko zaczęło się od śmierci wiekowej szamanki Świergot i jej partnerki, zastępczyni Gruszki. Za nią pociągnęły się śmierci liderki, rozpacz i tęsknota, które pociągnęła za sobą najmłodszą medyczkę, by skończyć na wybuchu epidemii zielonego kaszlu. Zmarło wiele kotów, jeszcze więcej wciąż walczy z chorobą, a pora nagich drzew tylko potęguje kryzys. Jeden z patroli miał niesamowite szczęście – natrafił na grupę wędrownych uzdrowicieli. Natychmiast wyraziła ona chęć pomocy. Derwisz, Jaskier i Jeżogłówka zostali tymczasowo przyjęci w progi Owocowego Lasu. Zamieszkują Upadłą Gwiazdę i dzielą się z tubylcami ziołami, pomocą, jak i również ciekawą wiedzą.W Betonowym Świecie
nastąpiła niespodziewana zmiana starego porządku. Białozór dopiął swego, porywając Jafara i tym samym doprowadzając swój plan odwetu do skutku. Wieści o uwięzionym arystokracie szybko rozeszły się po mieście i wzbudziły ogromne zainteresowanie, powodując, że każdego dnia u stóp Kołowrotu zbierają się tłumy, pragnąc zmierzyć się na arenie z miejską legendą lub odpłacić za dawno wyrządzone szkody. Białozór zdołał przekonać samego Entelodona do zawarcia z nim sojuszu, tym samym stając się jego nowym wasalem. Ci, którzy niegdyś stali na czele, teraz są ścigani – za głowy Bastet i Jago wyznaczono wysokie nagrody. Byli członkowie gangu Jafara rozpierzchli się po całym mieście, bezradni bez swojego przywódcy. Dawna potęga podzieliła się na grupy opowiadające się po różnych stronach konfliktu. Teraz nie można ufać nawet dawnym przyjaciołom.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz