— Iskrząco Nadziejo… — Nastąpiła nagle chwila napięcia, a kocura coś zacięło. Chyba nie mógł tak od razu odpowiedzieć. Uronił on kilka łez ze szczęścia i się uśmiechnął. — Oczywiście, że tak! Zostanę twoim najjaśniejszy słońcem, a ty moim najcenniejszym księżycem. Jak dzień i noc. — Objął kotkę mocnym przytulasem; to był chyba jego najlepszy moment w życiu, jaki się zdarzył! Oprócz zostania uczniem i wojownikiem, bo tak to nic od tej pory go nie spotkało pozytywnego; no, dopóki nie nadszedł ten dzień, który teraz przeżywa.
Bardzo ucieszyła mnie odpowiedź kocura. Miałam ochotę, aż podskoczył ze szczęścia, ale wolała zostać w jego ciepłym i milusim uścisku. W końcu, kiedy ją już puścił, ze smutkiem odezwała się już trochę głośniej.
— Wiesz… Jest naprawdę fantastycznie i wspaniale, ale jeśli nie chcemy, żeby Twoja ciocia miała kłopoty, to musimy już niestety wracać.
— Zresztą, my też byśmy dostali po uszach — dodała po chwili, aby rozluźnić atmosferę.
— Nawet nie wiesz, jak bardzo się teraz cieszę Miodku.
— Wiesz… Im szybciej tam wrócimy tym lepiej. — Zbliżył się do kotki, trzymając jego ogonem jej ogon. Chciał przez chwilę jeszcze tu zostać, ale wiedział, że trzeba wracać do tego zapchlonego klanu; wracanie tam było katorgą, ale z Iskrą teraz mógł znieść ten burdel. — Ja też się cieszę z nas, ale teraz musimy wracać. — Kocur postawił kilka pewnych kroków, czekając, aż kotka z nim pójdzie.
Podążyła szczęśliwa jak nigdy za swoim nowiusieńkim partnerem, splatając nasze ogony. Nie chciała o to pytać, ale obydwoje zdawali sobie sprawę, że trzeba.
— Komu chcemy o tym powiedzieć? Jeśli w ogóle komuś chcemy? Ja… Myślę, że chciałbym, żeby Jaskółcze Ziele oraz Makowy Nów wiedziały. Tak w zasadzie, to chyba tyle… Syczkowego Szeptu pewnie to nawet nie obchodzi, więc nie widzę potrzeby mówienia mu tego. Zgadzasz się?
Kroczył dumnie w stronę obozu, obrócił się w stronę Iskrzącej Nadziei; ona swoim długim ogonem złapała jego krótki. Słuchał jej uważnie i stwierdził, że trzeba to komuś rzeczywiście powiedzieć, zgadzał się, że Makowy Nów i Jaskółcze Ziele były idealnymi kotami do powiadomienia o tej dobrej nowiny.
— Jasne, możesz im to powiedzieć, w końcu prędzej czy później, by się dowiedziały. Wiesz, ja bym to powiedział Rysiemu Tropowi lub Lamentującej Toni, co o tym myślisz? — spytał swoją nową partnerkę, o której nikt jeszcze nie wiedział.
— Czytasz mi w myślach, właśnie chciałam dodać Rysi Trop! Jest moją dobrą koleżanką z jeszcze za uczniowskich czasów. W razie czego możesz mówić, komu chcesz. Po prostu mnie o tym powiadom, dobrze Słoneczko? — spytała, uśmiechając się do liliowego kocura.
Cieszyło ją jego podejście do całej sprawy. Takie luźne, spokojne…
— Najbardziej lubię w Tobie to, że jesteś uroczy, do tego szczery, odważny, nie boisz się wyrażać swojego zdania… No i jak się teraz okazuje, trafiłam na romantyka! — powiedziała z uśmiechem, idąc powoli obok partnera w świetle księżyca.
— Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że zamiast z Syczkowym Szeptem, jestem z Tobą. On, by pewnie był taki zacofany, że nie odważyłby się nawet mnie przytulić, biorąc pod uwagę, że tak naprawdę on nigdy nie zaczął rozmowy sam z siebie. To zawsze byłam ja. Nie wspominając już o kwestii kontaktu fizycznego, czy jakiejś dłuższej, bardziej, złożonej rozmowie. — Na chwilę przerwała, widząc kwiatek. — O, zobacz, jaki piękny! — powiedziała, podchodząc do fioletowo błękitnego kwiatuszka, z żółtym środkiem.
— Oczywiście mój księżycu o wszystkim ci powiem. — Starał się być romantyczny, a po wspomnieniu o Syczkowym Szepcie się odpalił. – Cóż, spadłem Ci niespodziewanie jak grom z jasnego nieba. Jednak teraz musimy jeszcze wymyślić jakąś wymówkę dla Zabielonego Spojrzenia, co robiliśmy. Musimy wymyślić coś kreatywnego i prostego, żeby nie było naciągane i żeby Sosnowa nam nie zlała tyłków potem — powiedział, ruszając z nią razem w stronę obozu. Wymyślenie czegoś jako wymówki rzeczywiście, by się przydało, żeby nie oberwać. Miał tylko nadzieję, że jego ciocia im uwierzy. Jednak Iskra zobaczyła pięknego kwiatka, więc się zatrzymał i spojrzał na niego. — Rzeczywiście ładny, a zerwać dla ciebie? Czy wolałabyś go oszczędzić? — Patrzył przez chwilę na ten cud natury, wyglądałby na Iskrzącej Nadziei tak cudownie, zwłaszcza komponując się z jej długim czekoladowo-białym futrem.
Stała przez chwilę, patrząc to na Miodka, to na kwiat.
— Jest naprawdę prześliczny… — zaczęła, kręcąc łapą kółko w ziemi.
— Ale myślę, że lepiej go tu zostawić. Tutaj w ziemi będzie mu lepiej. A tak poza tym, jak wytłumaczylibyśmy to Zabielonemu Spojrzeniu? Nie dość, że wracamy razem, to jeszcze ja mam kwiatka za uchem i jestem cała zarumieniona. Ale jest naprawdę przepiękny… Taki jak Ty — szepnęła, dotykając końcówką ogona jego nosa. — À propos wymówki… Może upolujemy szybko ze dwie myszki. Powiemy, że kiedy mieliśmy wracać, to się spotkaliśmy, więc przy okazji zapolowaliśmy. Co Ty na to Kwiatuszku? — mruknęła, idąc dalej w stronę obozu u boku kocura.
Już wyobrażała sobie, jak leżę wtulona w niego, w ciepłym legowisku. Tylko On, Ona i mnóstwo ciepła i czułości. Tylko tego aktualnie pragnęła. Wtulić się w niego i móc już nigdy nie puścić.
Patrzył na wojowniczkę, nie mogąc się na nią napatrzeć. Stwierdziła fakty;; gdyby wróciła z kwiatkiem na głowie i jeszcze byliby razem, to Zabielone Spojrzenie mogłaby to odebrać dwuznacznie. Poczuł jednak, że dotknęła jego nosa swoim ogonem, więc się lekko zawstydził. Gdy Iskrząca Nadzieja zaproponowała pomysł na wymówkę, to się zgodził.
— Myślę, że wpadałaś na dobry pomysł mój ptaszku. Przy okazji nie będzie niczego podejrzewać, choć chętnie upoluje coś więcej niż mysz — powiedział pewnie, zaczynając węszyć. Nagle wyczuł zapach drozda, więc szybko poszedł za tropem, a gdy ujrzał ptaszka, który sobie siedział spokojnie na pniu, szybko na niego skoczył i zakończył jego żywot. —Jeszcze do tego mysz i będzie idealnie. — dodał, trzymając martwego ptaka za skrzydło.
Chciała odpowiedzieć wojownikowi, ale poczuła kuszący zapach ryjówki, więc tylko skinęła mu głową. Szybko namierzyła zwierzątko pośród krzaków. Delikatnie zaczęła się skradać w tę stronę, aby zauważyć niewielką głowę wystającą na bok. To była jej szansa. Skończyła na ryjówkę, trafiając w kręgosłup, aby szybko zakończyć jej cierpienia. Potem, zadowolona podniosła zwierzynę, machając z satysfakcją ogonem. Położyła ją przed liliowym, a następnie spojrzała mu w oczy, kładąc zwierzę przed nim.
— Wiesz, jesteś przeuroczy.
Iskrząca Nadzieja oddaliła się od niego, szukając prawdopodobnie zwierzyny, a on rozglądając się, zobaczył mysz przed sobą, tylko się schylił i skoczył na nią, łapiąc ją łapami, po czym jednym ugryzieniem ją dobił. W samą porę czekoladowa przyszła z nornicą, a on z myszą. Odłożył swoją zdobycz przy droździe. Iskrząca Nadzieję spojrzała na niego swoimi oczyma, komplementując go. Kocur tylko się lekko zaczerwienił.
— Ty też jesteś urocza, jak ta mysz, którą upolowałem. — Trzymał w łapie martwego gryzonia. Teraz tylko trzeba było się pochwalić tym znaleziskom Zabielonemu Spojrzeniu. — Sądzisz, że to wystarczy, by zamydlić jej oczy?
Kotka zarumieniła się, dostając komplement.
— Dziękuję... — mruknęła, podnosząc nieśmiało wzrok na Miodzia.
— Myślę, że to na pewno wystarczy, teraz wystarczy, że to zaniesiemy i nie będziemy się dziwnie zachowywać — powiedziała, podnosząc swoją ryjówkę oraz mysz upolowaną przez liliowego. On natomiast podniósł drozda, a następnie, idąc ze splecionymi ogonami, podążyli prosto do obozu. Raz na jakiś czas odwracała lekko głowę, aby spojrzeć na niego jeszcze raz; nie mogąc się napatrzeć.
Doszli prawie do obozu, jednak to oznaczało, że trzeba było ostatni raz spojrzeć na siebie jako na parę. Odłożyła na chwilę zdobycze, aby ostatni raz zatrzymać oczy na Miodku.
— Pamiętaj, że jestem dla Ciebie, zawsze — powiedziała, przejeżdżając delikatnie ogonem po jego głowie, tuż obok ucha, a następnie powoli po linii żuchwy, aby skończyć na brodzie.
Potem czule polizała go w czoło, aby zaraz potem podnieść zwierzynę. Było jej naprawdę miło, ale czas mijał nieubłaganie szybko i byli wystarczająco blisko obozu, aby ktoś ich zauważył. Tym kimś mógł być każdy, włącznie z Ciocią wojownika.
Docierając do obozu, spojrzał na nią ostatni raz, dostał nawet pocałunek w czoło, szkoda liliowemu było tego, że ten dzień nie mógł trwać wiecznie, może jutro będzie dla nich łaskawsze.
— Będę pamiętać, a teraz idę pierwszy. — Wziął drozda w pysku i powędrował w stronę wyjścia z obozu, którym wcześniej wychodził, Zobaczył Zabielone Spojrzenie, która mierzyła go podejrzliwie wzrokiem.
— Widzę, że po twojej "potrzebie osobistej" poszedłeś ptaki łapać. — Popatrzyła na jego drozda.
— Cóż, po prostu mój instynkt łowiecki go wyczuł i nie mogłem się oprzeć. — Gdy liliowy skończył, biała kotka przez chwile myślała nad tym.
— Następnym razem polecam łapać je w dzień, jest ich więcej niż w nocy. Przy okazji mógłbyś być łatwą zwierzyną dla sów. — Kocur tylko kiwnął głową ze spokojem.
— Oczywiście będę pamiętał na przyszłość. — Wszedł do obozu, teraz tylko Iskierka musiała przejść tę kontrolę pozytywnie.
Odczekała kilkanaście uderzeń serca, aby nie wydawało się podejrzane, że wchodzi zaraz po liliowym. Dostała taki sam typ wzroku, więc z dudniącym sercem powiedziała.
— Jak już przestało mi być tak duszno, to upolowałam małą myszkę i ryjówkę. Wiesz, żeby nie było, że siedzę i nic nie robię, bo jeszcze Sosnowa Gwiazda mogłaby się przyczepić.
W ramach odpowiedzi najpierw Zabielone Spojrzenie przeleciała ją wzrokiem od góry do dołu, a potem kiwnęła głową z aprobatą.
Usatysfakcjonowana podreptała do Miodka, z błyskiem w oczach.
— Oh, Dzień Dobry Miodowa Koro, czyżbyś też wybrał się na nocne polowanie? — spytała, puszczając mu oczko i pokazując ogonem na ptaka.
Zajarzył dość szybko, o co chodzi i dołączył do gry.
— Oczywiście, noc taka piękna, to jak przepuścić okazję na złapanie przydatnej zwierzyny? Może chciałabyś razem ze swoimi udanymi zdobyczami udać się do stosu? — Też puścił oczko, w końcu, powoli już chciał iść do swego legowiska, zmrużył lekko oczy, a zmęczenie zaczynało go lekko brać. Miał nadzieję, że w jego legowisku szybko minie tu to uczucie.
— Jasne! — mruknęła, ciepło się uśmiechając.
Może i nie mogli otwarcie okazywać sobie, co do Siebie czują, ponieważ byli w obozie, ale spędzanie razem czasu, to zawsze coś, prawda?
Odłożyła swoje zdobycze, a zaraz potem zrobił to kocur. Następnie we dwójkę weszli do legowiska pełnego śpiących wojowników.
— To... Chcemy spać razem, czy osobno? — spytała cicho, niemalże niesłyszalnie. Z jednej strony, żeby nikogo nie obudzić, ale z drugiej, bo z niewiadomych przyczyn paliło ją, pytając się o to.
Zastanawiał się przez chwilę, jeśli będą spać razem to ktoś może się domyślić lub robić jakieś plotki na ich temat. Jednak myśląc przez chwilę, stwierdził, że to chrzani; opinie innych kotów za bardzo go nie obchodziły.
— Jeśli nie przeszkadzałoby ci to, to chętnie podzielę z tobą moje legowisko. — Rzucił okiem na swoje posłanie, zaczynając je ścielić do snu, żeby było wygodnie, zwłaszcza Iskierce. — Kotki przodem. — Pokazał jej swoim ogonem już przygotowane łoże, które będą dzielić tej nocy.
— D—dziękuje — wydukała, nieśmiało kładąc się na posłaniu Miodowej Kory. Na kilka uderzeń serca wsunęłam nos w mech, wdychając jego zapach. Potem posunęła się na kraniec legowiska. Co prawda, jej nowiutki partner ją zaprosił, jednak to nie zmienia faktu, że to jego posłanie. To było bardzo miłe z jego strony, przez co - już kolejny raz dzisiaj - widocznie się zarumieniła i nieśmiało uśmiechnęła. Od nikogo jeszcze nie zaznała takiej troski ani czułości, ani niczego takiego. Więc bardzo miło było odczuć taką zmianę na własnej skórze. Nawet bardzo.
— A... — zaczęłam niepewnie, wygodnie się układając. — Jeśli ktoś Nas zauważy? Co wtedy mam powiedzieć?
Kocur położył się obok niej, rozciągając się w swoim legowisku, czuł teraz, że było wygodniejsze, może dlatego, że Iskra dzieliła z nim to posłanie? Próbował się ułożyć do snu, jednak czekoladowa zadała mu pytanie.
— To powiedz, że w legowisku wojowników było ciasno i musiałaś się przesunąć i jakimś trafem trafiłaś na mnie — powiedział, liżąc ją po głowie. Położył głowę na swoich łapach, patrząc na Iskrzącą Nadzieje. Była taka ładna i jeszcze ten księżyc, który świecił z wejścia do legowiska na nią... Wyglądała w jego świetle majestatycznie.
Koteczka poczuła delikatne liźnięcie, a następnie wtuliła pysk w szyję kocura, powoli zamykając oczy.
— Wiesz... Pachniesz jak las świeżo po deszczu... — szepnęła. — A ja lubię zapach lasu świeżo po deszczu... To najlepszy, jaki może być, ale kiedy pada, to całe futro mam oklapłe i wyglądam jak mokry szczur... — dodała po chwili, lekko chichocząc.
Potem zaczęła cichutko mruczeć, wtulając się w partnera z uśmiechem.
— Dzięki, staram się dbać o moje futro... — Układał się do snu i nadal słuchał, co mówiła, jednak komentarz o tym, że wygląda, jak mokry szczur po deszczu rozśmieszył go. — Widzę, że masz niezłe poczucie humoru. Lubię to. — Powoli zaczął ziewać, a futro Iskrzącej Nadziei sprawiało, że było tak wygodnie, że chciał tylko zasnąć, objął ją w delikatnym uścisku, wtulając się w jej futro, była jak puszysta kupka futra obok niego. — Dobranoc, Iskierko — szepnął czule do jej ucha, po czym zasnął.
— Dobranoc Miodku... — dodała, również zapadając w sen, wtulona w liliowego kocura. Koty spały w swoich objęciach, tylko ciekawe co się wydarzy potem rano?
[Iskrząco Nadziejo, cieszę się, że zostałem twoim partnerem]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz