TW! W opowiadaniu znajdują się opisy przemocy i agresji na zwierzęciu!
Dzień rozpoczął się jak każdy inny. Obudziłam się, zeszłam z podwyższenia, stworzonego z wygodnego materiału, który idealnie nadawał się do ostrzenia pazurków, po czym w kilku susach znalazłam się w specjalnym pomieszczeniu, który wyłożony był zimnym, czarno-białym czymś. Właścicielka, znajdująca się już tam, nasypała mi karmy do miseczki, po czym podrapała mnie po podbródku. Schrupałam ze smakiem posiłek, po czym wróciłam do wygodnego podwyższenia, by rutynowo skrócić sobie pazury - od pewnego czasu bowiem moi właściciele zupełnie o tym zapominali! W chwili, gdy moje ostrza rozdarły materiał mebla, właściciel, który do tej pory siedział obok, delektując się czymś, co nazywał "kawą", zerwał się na równe nogi i wydał z siebie niezrozumiały dla mnie dźwięk. Był on taki huczny, że odruchowo położyłam po sobie uszy i skuliłam się - co było największym błędem, który kiedykolwiek popełniłam. W chwili, gdy kroki mężczyzny się do mnie zbliżyły na wystarczająco bliski dystans, poczułam olbrzymi ból w okolicy zada, a dokładnie ogona. Momentalnie znalazłam się ponad gruntem, wisiałam w powietrzu między dwoma zupełnie różnymi od siebie miejscami - "niebem" i ziemią. Wrzasnęłam bojaźliwie, próbując się szarpać, jednak to wywoływało jeszcze większy ból. W przeraźliwym amoku, chcąc się ratować, drasnęłam nieskróconymi pazurami ramię właściciela, co wywołało w nim jeszcze większy szał. Bestialska postać uderzyła mnie w udo, co zazwyczaj miało postać delikatnego klapsa, teraz jednak przybyło we mnie z potrojoną siłą. Wygięłam się po raz kolejny, tym razem zadrapując nieznacznie bok napastnika, powodując, że ten mnie puścił. Z ogromnym bólem w udzie wylądowałam z powrotem na deskach głównej przestrzeni gniazda, a słysząc kolejny wrzask, widząc, że ten znowu się zbliża, zaryzykowałam. Odwróciłam się na pięcie i rzuciłam na ucieczkę w stronę klapki w drzwiach wejściowych, przedostając się na zewnątrz, gdzie połać nocy zakryła moje oczy. Przez chwilę nic nie widziałam, jedynie biegłam z narastającym bólem przed siebie. Moje oczy w końcu przyzwyczaiły się do ciemności, dzięki czemu wspięłam się na płot i zeskoczyłam po drugiej stronie. Serce biło mi jak oszalałe, czułam płynący pot po ciele, a oddech wciąż był krótki, szarpiący. Spazm przerażenia po raz ostatni rozdarł moje serce, a zastępująca ją rozpacz szybko wypełniła pustkę. Dopiero po chwili trwania na ziąbie, gdy ból stopniowo przeminął, dotarło do mnie, że nie mam już dokąd wracać.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz