Rano
Makowy Nów ogonem przecięła powietrze i wzrokiem przejechała między zebranymi kotami. Wczoraj nie mogła wyznaczyć patroli, więc robiła to teraz.
— Na Patrol łowiecki idą Wrotyczowa Szrama, Trzcinniczkowa Dziupla, Kossaćcowa Grzywa oraz Syczkowy Szept. Syczkowy Szepcie, poprowadzisz.
Syczek jedynie kiwnął lekko głową, następnie kierując się do wyjścia.
— Natomiast na patrol graniczny pójdą… Jaskółcze Ziele, Piołunowy Dym, Dyniowa Skórka i jeszcze może… Iskrząca Nadzieja. Nadzieja prowadzi. Idźcie do opuszczonego obozowiska, do tamtego momentu wybierze się następny patrol.
Zaskoczyła mnie decyzja byłej mentorki, jednak pozytywnie! Jedyne co mnie smuciło to fakt, że Miodek nie może pójść z nami. Odwróciłam głowę, aby się z nim pożegnać, jednak on rozmawiał ze swoją mamą. Cieszyłam się jego szczęściem, że ma z nią takie kontakty. Zanim jeszcze odwróciłam głowę, usłyszałam jakąś wzmiankę o ziołach.
"Pewnie idzie jej w tym pomóc! Jaki on kochany!"
Potem jednak potrząsnęłam nią, aby wyrzucić go ze swojej głowy. W końcu miałam patrol do poprowadzenia!
— Dobrze, w takim razie chodźmy! — mruknęłam, idąc w stronę miejsca, w którym jeszcze chwilę wcześniej był mój dawny obiekt westchnień. Teraz jednak miałam inny, który był dla mnie całym moim światem.
Uderzył we mnie przyjemny wiatr, którego tak bardzo mi brakowało! Podczas Pory Opadających Liści było przyjemnie, pięknie, kolorowo i wyjątkowo! Pora Zielonych Liści (jak co roku) mocno dała mi w kość, przez długość i gęstość mojego futra.
"Na Klan Gwiazdy, kto wymyślił takie temperatury?! Jak dobrze, że tak nie jest cały czas! Chyba bym się ugotowała we własnym futrze!"
W mojej głowie aż roiło się od wielu myśli. Początkowo były one przyjemne — głowie o tym, jak pięknie wyglądają kolorowe liście, jak jest przyjemnie i tym podobnie — jednak kiedy w mojej głowie pojawił się Miodek, zamiast poczuć ten przyjemny żar w sercu — poczułam jakby ukłucie na znak, że coś bardzo jest nie tak.
— Hej, wszystko w porządku siostra? — mruknęła zmartwiona Jaskółka, kładąc swój czarny ogon z charakterystyczną białą końcówką na moich barkach.
— Nie do końca… Tak w zasadzie, to chciałam zrobić Ci niespodziankę, jednak to chyba nie najlepszy pomysł… No więc… — chciałam powiedzieć od razu wszystko siostrze, jednak w moim gardle jakby nagle zaschło.
— Spokojnie, możesz mi przecież zaufać — miauknęła czarna kotka, swoim zmartwionym wzrokiem szukając moich oczu. Ja jednak jedynie dreptałam obok niej, ze spojrzeniem wbitym w ziemię usłaną liśćmi. Poczułam, jak ogon zaczyna mi nerwowo drgać, a łapy pode mną jakby miękną ze stresu.
Wzięłam głęboki wdech. Jeden, drugi, trzeci… Następnie poleciałam jak burza, z dość sporą dawką informacji w krótkim czasie.
— No więc zaprzyjaźniłam się z Miodową Korą i najpierw on mi pomagał, bo bałam się wyznać Syczkowemu Szeptowi, że chyba coś do niego czuję, ale z czasem stał się dla mnie dużo ważniejszy. Zakochałam się w nim i okazało się, że on we mnie też. Zostaliśmy partnerami, ale nie chcieliśmy nic mówić, żeby była niespodzianka. Chcieliśmy ogłosić nasz związek, kiedy będziemy mieć wspólne potomstwo, więc przez ostatni okres próbowaliśmy naprawdę wiele razy, ale nic się nie dzieje i martwię się, że coś może być ze mną nie tak. Jaskółcze Ziele, to nie jest normalne, że po TAKIM czasie nadal nie jestem w ciąży. Coś jest na rzeczy, czuję to. Tak strasznie, strasznie się martwię!
Mimo mojego spanikowanego i łamiącego się głosu cały czas utrzymywałam go na poziomie szeptu, ponieważ nie chciałam, aby inni o tym wiedzieli.
Nastała cisza.
Taka głucha, niekomfortowa i przerażająca dla mnie, cisza.
— O-okej, to całkiem sporo wiadomości jak na raz… — wyjąkała zdezorientowana wojowniczka, a końcówka jej ogona zaczęła nerwowo podnosić się i opadać.
Znowu zapadła cisza. Jednak nie na długo, bo Jaskółka zaraz znów zaczęła do mnie mówić:
— Iskierko, nie wiem, o co chodzi, ale jestem pewna, że jeśli pójdziesz z Miodową Korą do Cisowego Tchnienia, ona Wam pomoże. Bardzo cieszę się Twoim szczęściem i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że zawsze jestem dla ciebie, oraz nie zapominaj, że Cię kocham.
Podniosłam wzrok na starszą siostrę, a ona ciutkę się uśmiechnęła. Odwzajemniłam jej się tym samym.
— Dzięku-
Nie dałam rady dokończyć, ponieważ nagle moja tylna łapa ugrzęzła w dziurze, której nie zobaczyłam. Poleciałam do przodu, a (zapewne) kość wydała dźwięk, przypominający ten, który wydaje połamany kręgosłup myszy. Taki głuchy trzask. Nie zdążyłam zareagować, ponieważ przetoczyłam się w dół, a łapa wygięta w nienaturalny sposób zaczęła pulsować i wrzeć. Zrobiłam kilka fikołków, a potem zatrzymałam się na drzewie.
Wydałam z siebie przeraźliwy wrzask, jeśli można to tak nazwać, a potem zaczęłam piszczeć. Obraz przed oczami miałam rozmazany, nie czułam żadnych zapachów, żadnej żywej duszy obok, jedynie siebie, niezdolną do chodźmy poruszenia. Zestresowałam się jeszcze bardziej, a ból rozrósł się na tyle, że musiałam położyć głowę, ponieważ zaczęło mi się w niej kręcić.
— POMOCYY! — wrzasnełam, licząc na jakąś odpowiedź.
Znowu głucha cisza.
Cała zapłakana, po wrzeszczeniu ledwo zdolna wydusić z siebie słowo, zaczęłam cicho skomleć.
— P-pomoc-cy…
— Na Patrol łowiecki idą Wrotyczowa Szrama, Trzcinniczkowa Dziupla, Kossaćcowa Grzywa oraz Syczkowy Szept. Syczkowy Szepcie, poprowadzisz.
Syczek jedynie kiwnął lekko głową, następnie kierując się do wyjścia.
— Natomiast na patrol graniczny pójdą… Jaskółcze Ziele, Piołunowy Dym, Dyniowa Skórka i jeszcze może… Iskrząca Nadzieja. Nadzieja prowadzi. Idźcie do opuszczonego obozowiska, do tamtego momentu wybierze się następny patrol.
Zaskoczyła mnie decyzja byłej mentorki, jednak pozytywnie! Jedyne co mnie smuciło to fakt, że Miodek nie może pójść z nami. Odwróciłam głowę, aby się z nim pożegnać, jednak on rozmawiał ze swoją mamą. Cieszyłam się jego szczęściem, że ma z nią takie kontakty. Zanim jeszcze odwróciłam głowę, usłyszałam jakąś wzmiankę o ziołach.
"Pewnie idzie jej w tym pomóc! Jaki on kochany!"
Potem jednak potrząsnęłam nią, aby wyrzucić go ze swojej głowy. W końcu miałam patrol do poprowadzenia!
— Dobrze, w takim razie chodźmy! — mruknęłam, idąc w stronę miejsca, w którym jeszcze chwilę wcześniej był mój dawny obiekt westchnień. Teraz jednak miałam inny, który był dla mnie całym moim światem.
Uderzył we mnie przyjemny wiatr, którego tak bardzo mi brakowało! Podczas Pory Opadających Liści było przyjemnie, pięknie, kolorowo i wyjątkowo! Pora Zielonych Liści (jak co roku) mocno dała mi w kość, przez długość i gęstość mojego futra.
"Na Klan Gwiazdy, kto wymyślił takie temperatury?! Jak dobrze, że tak nie jest cały czas! Chyba bym się ugotowała we własnym futrze!"
W mojej głowie aż roiło się od wielu myśli. Początkowo były one przyjemne — głowie o tym, jak pięknie wyglądają kolorowe liście, jak jest przyjemnie i tym podobnie — jednak kiedy w mojej głowie pojawił się Miodek, zamiast poczuć ten przyjemny żar w sercu — poczułam jakby ukłucie na znak, że coś bardzo jest nie tak.
— Hej, wszystko w porządku siostra? — mruknęła zmartwiona Jaskółka, kładąc swój czarny ogon z charakterystyczną białą końcówką na moich barkach.
— Nie do końca… Tak w zasadzie, to chciałam zrobić Ci niespodziankę, jednak to chyba nie najlepszy pomysł… No więc… — chciałam powiedzieć od razu wszystko siostrze, jednak w moim gardle jakby nagle zaschło.
— Spokojnie, możesz mi przecież zaufać — miauknęła czarna kotka, swoim zmartwionym wzrokiem szukając moich oczu. Ja jednak jedynie dreptałam obok niej, ze spojrzeniem wbitym w ziemię usłaną liśćmi. Poczułam, jak ogon zaczyna mi nerwowo drgać, a łapy pode mną jakby miękną ze stresu.
Wzięłam głęboki wdech. Jeden, drugi, trzeci… Następnie poleciałam jak burza, z dość sporą dawką informacji w krótkim czasie.
— No więc zaprzyjaźniłam się z Miodową Korą i najpierw on mi pomagał, bo bałam się wyznać Syczkowemu Szeptowi, że chyba coś do niego czuję, ale z czasem stał się dla mnie dużo ważniejszy. Zakochałam się w nim i okazało się, że on we mnie też. Zostaliśmy partnerami, ale nie chcieliśmy nic mówić, żeby była niespodzianka. Chcieliśmy ogłosić nasz związek, kiedy będziemy mieć wspólne potomstwo, więc przez ostatni okres próbowaliśmy naprawdę wiele razy, ale nic się nie dzieje i martwię się, że coś może być ze mną nie tak. Jaskółcze Ziele, to nie jest normalne, że po TAKIM czasie nadal nie jestem w ciąży. Coś jest na rzeczy, czuję to. Tak strasznie, strasznie się martwię!
Mimo mojego spanikowanego i łamiącego się głosu cały czas utrzymywałam go na poziomie szeptu, ponieważ nie chciałam, aby inni o tym wiedzieli.
Nastała cisza.
Taka głucha, niekomfortowa i przerażająca dla mnie, cisza.
— O-okej, to całkiem sporo wiadomości jak na raz… — wyjąkała zdezorientowana wojowniczka, a końcówka jej ogona zaczęła nerwowo podnosić się i opadać.
Znowu zapadła cisza. Jednak nie na długo, bo Jaskółka zaraz znów zaczęła do mnie mówić:
— Iskierko, nie wiem, o co chodzi, ale jestem pewna, że jeśli pójdziesz z Miodową Korą do Cisowego Tchnienia, ona Wam pomoże. Bardzo cieszę się Twoim szczęściem i mam nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pamiętaj, że zawsze jestem dla ciebie, oraz nie zapominaj, że Cię kocham.
Podniosłam wzrok na starszą siostrę, a ona ciutkę się uśmiechnęła. Odwzajemniłam jej się tym samym.
— Dzięku-
Nie dałam rady dokończyć, ponieważ nagle moja tylna łapa ugrzęzła w dziurze, której nie zobaczyłam. Poleciałam do przodu, a (zapewne) kość wydała dźwięk, przypominający ten, który wydaje połamany kręgosłup myszy. Taki głuchy trzask. Nie zdążyłam zareagować, ponieważ przetoczyłam się w dół, a łapa wygięta w nienaturalny sposób zaczęła pulsować i wrzeć. Zrobiłam kilka fikołków, a potem zatrzymałam się na drzewie.
Wydałam z siebie przeraźliwy wrzask, jeśli można to tak nazwać, a potem zaczęłam piszczeć. Obraz przed oczami miałam rozmazany, nie czułam żadnych zapachów, żadnej żywej duszy obok, jedynie siebie, niezdolną do chodźmy poruszenia. Zestresowałam się jeszcze bardziej, a ból rozrósł się na tyle, że musiałam położyć głowę, ponieważ zaczęło mi się w niej kręcić.
— POMOCYY! — wrzasnełam, licząc na jakąś odpowiedź.
Znowu głucha cisza.
Cała zapłakana, po wrzeszczeniu ledwo zdolna wydusić z siebie słowo, zaczęłam cicho skomleć.
— P-pomoc-cy…
< Miodku, RATUJ! >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz