Leżeli razem, obok siebie, na porzuconym czymś przez Dwunożnych. Martwe monstrum, księżyc i gwiazdy były jedynymi świadkami ich rozmowy. Jeżowa Ścieżka wykazywał cierpliwość i empatię wobec Orlikowego Szeptu. Biały wojownik patrzył na nocne niebo, ciesząc się nikle z końca kary. Zdawało mu się, że widzi potrójny uśmiech wśród blasku srebrnych punktów. Trzy pyski. Ostrzenia, Ciernistej Łapy i Koniczynki. Ojca, siostry partnerki i matki. Jeden chciał zobaczyć potomka na własne oczy, druga w pewien sposób przebaczyła wojownikowi, trzecia dawała znak swojej obecności.
A czekoladowy asystent radził znaleźć wsparcie u żyjących. A zmarli też przemawiają, tylko w zupełnie inny sposób, niż ci żywi.
Westchnął. Nie był pewien, co czeka go w przyszłości. Dokonał tylu rzeczy, popełnił sporo błędów, nadal był w stanie zaufać samemu sobie. Tylko następne księżyce wydawały się strasznie niepewne. Jak miał poradzić sobie sam, bez pięknego uśmiechu cynamonowej karmicielki?
Chciał tylko, żeby Cętkowany Kwiat i Konwaliowe Serce żyły jak najdłużej. Obawiał się o nie obie. Traktował je jak siostry. Mógł rzucić się za nie w ogień... Przynajmniej tak myślał. Słyszał opowieści o złowrogim ogniu i nie chciałby czuć gorąca na swoim ciele.
- Chociaż spróbuj porozmawiać z Bluszczową Poświatą. Widziałem troskę w twoich oczach, gdy przyprowadziłeś ją do mnie. Pamiętam, jak przy niej byłeś. Czekałeś zmartwiony na koniec jej cierpienia. Nie odtrącaj Bluszcz, ona nadal nie jest pewna swego. Tylko Ty możesz jej pomóc. Macie silną więź - kontynuował dawanie rad białemu czekoladowy.
- Ja... Chcę. Kocham ją. Nie rozumiem, dlaczego to robi. Mniszkowy Kwiat jej coś namiauczała. Za kociaka wszyscy się dogadywaliśmy. We czwórkę robiliśmy naprawdę wspaniałe rzeczy. To, że Koniczynka nas karała, udowadniało naszą siłę. Teraz... Tracę ich po kolei... - Orlikowy Szept starał się nie rozpłakać. Emocje w nim szalały, nie chciał zrobić nic innego, niż zaczyć się w legowisku i zasnąć na bardzo, bardzo długi okres czasu, chociaż do lata, aby dni stały się cieplejsze. Smutek demotywował białego do rozumnego myślenia.
- Nie myśl o nich, jakbyś już ich stracił. Oni ciągle tu są. Cały czas przebywają w klanie. Masz dużo czasu, żeby porozmawiać i z Mniszkowym Kwiatem, i z Bluszczową Poświatą. Nawet w międzyczasie ze Słonikową Łapą. On też przeżywa śmierć Koniczynki - powiedział Jeżowa Ścieżka.
- Melodyjna Łapa także... - dodał po cichu Orlikowy Szept. - Wiem, że ona tam jest. - Wojownik spojrzał na rozgwieżdżone niebo. - Gdzieś tam lśni jej uśmiech, gdzieś tam... Idzie przez tereny klanu gwiazd wraz z Ostrzeniem. Ta świadomość pomaga mi nie zwariować do końca...
- Bardzo dobrze. Każdy krok ku wyjściu z żałoby jest rozumnym działaniem - stwierdził asystent medyka.
- Chciałbym być taki silny jak ty... Zachowujesz zimną krew w skrajnych sytuacjach - powiedział Orlikowy Szept. Zadrżał przez zimne powietrze, tarmoszące jego półdługie futro.
Jeżowa Ścieżka podniósł kącik ust w górę.
- Oj, Orliczku, Orliczku, też mam chwile słabości. Uwierz. Każdy je posiada - odpowiedział medyk.
- Jeżowa Ścieżko... Czy... Zostalibyśmy przyjaciolmi? No... Znamy się krótko, ale... Naprawdę mi pomagasz, a ja... Chcę się jakoś odwdzięczyć...
A czekoladowy asystent radził znaleźć wsparcie u żyjących. A zmarli też przemawiają, tylko w zupełnie inny sposób, niż ci żywi.
Westchnął. Nie był pewien, co czeka go w przyszłości. Dokonał tylu rzeczy, popełnił sporo błędów, nadal był w stanie zaufać samemu sobie. Tylko następne księżyce wydawały się strasznie niepewne. Jak miał poradzić sobie sam, bez pięknego uśmiechu cynamonowej karmicielki?
Chciał tylko, żeby Cętkowany Kwiat i Konwaliowe Serce żyły jak najdłużej. Obawiał się o nie obie. Traktował je jak siostry. Mógł rzucić się za nie w ogień... Przynajmniej tak myślał. Słyszał opowieści o złowrogim ogniu i nie chciałby czuć gorąca na swoim ciele.
- Chociaż spróbuj porozmawiać z Bluszczową Poświatą. Widziałem troskę w twoich oczach, gdy przyprowadziłeś ją do mnie. Pamiętam, jak przy niej byłeś. Czekałeś zmartwiony na koniec jej cierpienia. Nie odtrącaj Bluszcz, ona nadal nie jest pewna swego. Tylko Ty możesz jej pomóc. Macie silną więź - kontynuował dawanie rad białemu czekoladowy.
- Ja... Chcę. Kocham ją. Nie rozumiem, dlaczego to robi. Mniszkowy Kwiat jej coś namiauczała. Za kociaka wszyscy się dogadywaliśmy. We czwórkę robiliśmy naprawdę wspaniałe rzeczy. To, że Koniczynka nas karała, udowadniało naszą siłę. Teraz... Tracę ich po kolei... - Orlikowy Szept starał się nie rozpłakać. Emocje w nim szalały, nie chciał zrobić nic innego, niż zaczyć się w legowisku i zasnąć na bardzo, bardzo długi okres czasu, chociaż do lata, aby dni stały się cieplejsze. Smutek demotywował białego do rozumnego myślenia.
- Nie myśl o nich, jakbyś już ich stracił. Oni ciągle tu są. Cały czas przebywają w klanie. Masz dużo czasu, żeby porozmawiać i z Mniszkowym Kwiatem, i z Bluszczową Poświatą. Nawet w międzyczasie ze Słonikową Łapą. On też przeżywa śmierć Koniczynki - powiedział Jeżowa Ścieżka.
- Melodyjna Łapa także... - dodał po cichu Orlikowy Szept. - Wiem, że ona tam jest. - Wojownik spojrzał na rozgwieżdżone niebo. - Gdzieś tam lśni jej uśmiech, gdzieś tam... Idzie przez tereny klanu gwiazd wraz z Ostrzeniem. Ta świadomość pomaga mi nie zwariować do końca...
- Bardzo dobrze. Każdy krok ku wyjściu z żałoby jest rozumnym działaniem - stwierdził asystent medyka.
- Chciałbym być taki silny jak ty... Zachowujesz zimną krew w skrajnych sytuacjach - powiedział Orlikowy Szept. Zadrżał przez zimne powietrze, tarmoszące jego półdługie futro.
Jeżowa Ścieżka podniósł kącik ust w górę.
- Oj, Orliczku, Orliczku, też mam chwile słabości. Uwierz. Każdy je posiada - odpowiedział medyk.
- Jeżowa Ścieżko... Czy... Zostalibyśmy przyjaciolmi? No... Znamy się krótko, ale... Naprawdę mi pomagasz, a ja... Chcę się jakoś odwdzięczyć...
<Jeżowa Ścieżko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz