Księżycowa Łapa od kilku dni wydawał się trochę nieswój. Człapał powoli, jakby ciągniecie za sobą tylnych łap, było dużym problemem. Tak było również i dzisiaj, gdy próbował wspinaczki drzewa. I gdy tylko wspinał się wyżej i wyżej, czuł coraz to większy ból w jednym z bioder. Ciężko było mu chodzić, nie wspominając już o wspinaniu się. Padł wyczerpany koło korzeni i zawył żałośnie. Spojrzał na Kocimiętkowy Wir.
— Mam dość! Nie. Idę do medyka — miauknął zdenerwowany, nie szczędząc sobie tony pełnego złości i bólu.
Poczłapał do obozu, a konkretniej do legowiska medyka, trafiając w łapy dziwnego kota, u którego, jak dobrze pamiętał, był jako kociak z Jaskółczym Zielem. Spojrzał tęsknie w stronę młodszego asystenta medyka, który właśnie zajmował się leczeniem Podstępnej Kłamczuchy.
“Chciałbym być na jego miejscu. Mama go…jeno? Nie lubiła. Tego dziwnego Kopra. Czy ja też powinienem?” pomyślał, bawiąc się łapka z piasku, gdy tamten już kręcił się w poszukiwaniu ziół.
— Chyba wolałbym życie tutaj. Czemu właściwie nie zostałem medykiem? — mruknął cicho sam do siebie, a Koper wzruszyło tylko ramionami.
— Najwyraźniej tak miało być. Może twoje życie obierze inną ścieżkę Księżycowa Łapo — miauknęło, przygotowując okład z korzenia żywokostu.
Gdy już było po wszystkim, biały kocur westchnął zmartwiony.
— Czy Chudy Grzbiet ma się dobrze? Praca tutaj jest ciężka? — zapytał, kierując swój pysk w stronę liliowego, który akurat nie był niczym zajęty.
— Czy ja wiem. Myślę, że dobrze sobie radzi. Na początku to ciebie chciałom wziąć pod medyczne skrzydła, jednak nie pozwoliła mi na to twoja matka. Jaskółcze Ziele nie chciała, abyś był słaby. A Badyl jest zaangażowany w swoje zajęcia, bo inaczej byłby zmuszony dalej być na treningach wojownika — westchnęło, przyglądając się, jak Cisowe Tchnienie wchodzi do środka z różnymi ziołami w pysku.
— Też mi ciężko asystencie Koprze… — miauknął, kładąc głowę na łapach. — Nie nadaję się do bycia wojownikiem. Chyba wolałbym już do końca życia być pieszczoszkiem dwunożnych i jeść dziwne jedzenie. Do tego pani Kocimiętka… czy ona kiedykolwiek da mi wytchnąć? — wielkooki nie zorientował się, nawet kiedy zaczął się zwierzać asystentowi medyka.
— To odpoczywaj teraz. Wybacz, ale zajrzę do ciebie później, jasne? — miauknęło, a biały zaczął ryczeć, gdy tamten zdążył tylko się odwrócić.
<Asystencie Koprze?>
[353 słowa + wspinaczka na drzewa]
Wyleczeni: Podstępna Kłamczucha, Księżycowa Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz