— Książę Rogata Łapo! — dobiegło do jego uszu wołanie, na które jedynie strzepnął jednym z nich ze wdziękiem. Kto go wołał? Nie rozpoznawał tego głosu… Odwróciwszy łeb spokojnie, zauważył zmierzającego w jego kierunku niebieskiego fińczyka, znanego jako Ulewny Szkwał. Kojarzył go jedynie z widzenia i tak naprawdę wiedział o nim tylko tyle, że był spokrewniony z tą całą… Urodziwą Łapą. Oby jej brat okazał się rozsądniejszy, bo jeśli kolejny kot zamierzał próbować udowodnić mu, że jest niby, phi, ważniejszy czy mądrzejszy od niego, to nie zamierzał tracić czasu na kogoś takiego. Wojownik, dotarłszy przed ucznia, pokłonił mu się odrobinę, choć szczerze, co zdziwiło pointa. Zrobiło to też na nim lekkie wrażenie – czyżby pierwszy Nocniak w podobnym wieku co on, który znał jakieś podstawy dobrych manier? Młodszy uśmiechnął się w odpowiedzi, kiwnąwszy mu lekko głową na powitanie. Znaleźli się przy stercie zwierzyny. Łaciaty wziął z góry najświeższą rybę, kładąc ją u swoich łap. Uczeń następnie zachęcił kolegę do tego, żeby sobie coś również wybrał i przysiadł obok niego. Gdy już byli gotowi do przeprowadzenia rozmowy, Flaming odczekał chwilę, aż to szary zacznie ich konwersację, ponieważ pierwszy go zaczepił, a więc z pewnością w słusznej sprawie. — Książę Rogata Łapo, przepraszam, że cię tak od samego rana niepokoję, ale doszły mnie słuchy, że ostatnio chorowałeś i chciałem upewnić się, czy wszystko u ciebie w porządku — wyjaśnił pospiesznie, widać było, że lekko się denerwował. Może chciał wypaść jak najlepiej przed nim? Nic dziwnego, nie byłoby to coś nie na miejscu. W końcu był członkiem rodu, a dobrze było mieć z kotami jego pokroju dobre stosunki. Flaming zamruczał.
— Tak, dziękuję, już czuję się lepiej. Mamy naprawdę świetnych medyków, oczywiście jestem też bardzo odporny, dlatego szybko uporałem się ze swoją przykrą dolegliwością. Ach, mam nadzieję, że mnie nie widziałeś w tak przykrym stanie! — odparł, wypinając pierś lekko do przodu. On sam też musiał robić dobre wrażenie na pobratymcach, a w szczególności na tych, którzy zapowiadali się na naprawdę obiecujących. — Czy twoją siostrą jest Urodziwa Łapa? — spojrzał na wojownika ze współczuciem, kręcąc głową ze zrezygnowaniem. Starszy spojrzał na niego z lekkim zaniepokojeniem.
— Co zrobiła tym razem? — zapytał, oczekując chyba najgorszego. Rogata Łapa posmutniał na parę uderzeń serca niczym najlepszy aktor odgrywający swoją rolę. Musiał przecież komuś się pożalić! A komu lepiej, niż najbliższej rodzinie kotki, która go wyprowadziła z równowagi? Spojrzał na pobratymcę raz jeszcze.
— Często robi coś nie na miejscu? — zapytał, jednak tym razem nie czekał na odpowiedź, tylko od razu przeszedł do drugiej części jego niezwykle ważnej wiadomości. — Ta, pożal się Klanie Gwiazdy kotka, ostatnio próbowała udowodnić mi, że się mylę. W dodatku na temat czekotów! Uwierzyłbyś w to? Powiedziała, że źle traktuję Fląderkę, a wszyscy przecież wiemy, że gdyby nie ja, to traktowaliby ją gorzej. Przynajmniej nie musi wynosić wiecznie odpadów ze śmietniska czy wyciągać starszym kleszczy z futra! U mnie może odpocząć i jestem dla niej łaskawy. Twoja siostra miała czelność nawet wykłócać się ze mną o to podczas naszego patrolu, upierając się przy tym, iż to moje poglądy są przestarzałe, a wręcz szkodliwe. Ulewny Szkwale, czy ty też tak myślisz? Myślisz, że ja, kot tak szlachetny i wspaniały chciałby zaszkodzić komukolwiek? — zapytał dramatycznie, nawiązując kontakt wzrokowy z fińczykiem raz jeszcze. Nocniak nie czekał długo na to, żeby zacząć kręcić przecząco głową.
— Nie, nigdy bym tak nie pomyślał, Książę Rogata Łapo. Skoro się nią zająłeś, to chyba i tak ma lepiej niż wcześniej! Przecież nie zrobiłeś jej nic złego. I dobrze powiedziałeś. Inaczej to by ją pewnie rzucili na pożarcie wydrom, bo po co komu kot, który przynosi same nieszczęścia. Sam widziałeś, czego dopuściła się Mysiomózga Łapa, kiedy jeszcze przebywałeś w żłobku… Ten atak borsuków był jej winą! Przez nią spotkało nas tak wiele szkód, a wszystko przez to, że pozwoliliśmy na to, by czekoty u nas przebywały i się panoszyły w najlepsze.
— Dobrze, że przynajmniej ty jesteś porządny, Ulewny Szkwale. Twoje rodzeństwo niestety nie zapowiada się na dobre koty, tak mi przykro — dorzucił ze swego rodzaju żalem, ale i radością, że wreszcie trafił na kogoś, kto go rozumiał.
Ulewny Szkwał przez cały ten czas nie przerywał mu, z uwagą słuchając następnych słów. Kiwał co jakiś czas głową, żeby pokazać mu, że nadal słuchał.
— Książę Rogata Łapo, nie przejmuj się nią. Ona jak była mała, to wpuściła ryby do mózgu, zamiast chłonąć tego, co najważniejsze od naszego ojca. Złocisty Widlik to porządny kocur, który zna podstawy i nauczył już tak wiele naszych kotów… Czasami mam wrażenie, że wiedza wlatywała jej jednym uchem, a wylatywała drugim. Ojciec by się wkurzył, gdyby to usłyszał — odparł z równym rozemocjonowaniem.
Rogata Łapa uśmiechnął się raz jeszcze, tym razem pocieszająco. Poruszył spokojnie ogonem, upewniając się, czy nic mu się przypadkiem do niego nie przyczepiło. Niestety, posiadając ciemne futro, był wiecznie skazany na widoczne ubrudzenia na jego kicie, więc musiał o nią dbać dwa razy więcej, niż przeciętny Nocniak o innym kolorze futra. Książę poczuł niezwykłą satysfakcję, że ktoś go wreszcie popiera. Więc Klan Nocy nie jest jeszcze stracony, da się to jakoś naprawić!
— Gdyby więcej kotów miało podobne podejście, nasz klan nie musiałby zmagać się z tyloma… niepotrzebnymi komplikacjami — odparł, mając na myśli też te borsuki, które najechały na obóz, kiedy on próbował sobie biedny odpocząć. — Powinniśmy częściej rozmawiać. Jakbym spotkał kolejnego nie doedukowanego kota, to boję się, że wpłynęłoby to negatywnie na mnie. Wiesz, nie powinno otaczać się kotami głupszymi od ciebie, bo możesz sam się zarazić głupotą — wyjaśnił, odrywając kęs ryby i żując go porządnie.
<Ulewny Szkwale, dobrze, że w Klanie Nocy jest jeszcze ktoś porządny!>
[1014 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz