Przeszłość
— Hej Lisie! Przyszedłem usunąć ci kleszcze!
Lis podskoczył. Gołąbek podszedł do niego od strony, gdzie brakowało mu oka, przez to młody starszy go nie zauważył.
— Tak. Mhm. Usuń je, jeśli chcesz.
Gołąbek zauważył, że od czasu wypadku Lis jakby stracił chęć do życia. Coraz mniej jadł i nie obchodziło go klanowe życie. Uczeń zaczął usuwać kleszcze. Wiedział, że Lis jest w nienajlepszym nastroju, więc postanowił, że zaproponuje mu coś, co podniesie go na duchu. Nie chciał się dopytywać, co się stało. Poranek przestał do niego mówić, gdy zadał mu pytanie o jego zmartwienia, więc uczeń uznał, że najlepiej poczekać, aż drugi kot otworzy się sam.
— Chcesz sobie nawzajem poopowiadać historie? Jak już skończę?
— Nie chcę — odmruknął Lis i machnął ogonem. Jego oko było matowe. — Lepiej już idź, śmierdzielu. Nie chcę opowiadać historii.
— No dobrze, pójdę. Tylko wyjmę ostatniego kleszcza. — Uczeń zabrał się za wyjmowanie robala. Gdy skończył, zabrał mech i wyszedł z legowiska starszyzny. Będzie musiał coś wymyślić by poprawić Lisowi humor
* * *
Nazajutrz
Gołąbek wyjął ze swojej skrytki ostatnie ususzone kwiatki, jakie mu zostały. Nastała zima, więc najwyższy czas je wykorzystać. Kocurek zabrał też kijek, na którym zebrana była żywica. Chciał ją zachować dla siebie, ale Lis był teraz ważniejszy. Kiedy uczeń upewnił się, że Lis śpi, podkradł się do legowiska starszyzny i zostawił przy nim kwiatki z żywicą. Może kiedy rudy naklei je sobie na futerko, poczuje się trochę lepiej? Lis wystawił głowę za wejście do legowiska starszych.
— Kto zostawił tutaj ten syf? Co to jest w ogóle?! Rozpada się i klei, fuj!
Gołąbek stanął jak wryty. Nie spodziewał się, że Lis tak szybko się obudzi.
— Ja tylko… przyniosłem ci ozdoby na futro… proszę, nie gniewaj się!
— Ozdoby? To nie są ozdoby! Spójrz, jak to się klei. Zapbierz to stąd. I lepiej tu nie przychodź. — Lis parsknął i skrył się w legowisku.
— To są ozdoby! Zobacz! — Gołabek złapał za kijek, nałożył nim na swoją pierś trochę żywicy i nakleił w jej miejscu jeden z kwiatków. Miał nadzieję, że Lis postanowi jeszcze raz wyjrzeć i je zobaczyć. Ale jeśli znowu powie, że chce być sam, Gołąbek nie będzie się wykłucać. Może kocur po prostu potrzebuje czasu w samotności. Wcześniej był przecież dla Gołąbka bardzo miły!
— Hmm...Gołąbku. Przepraszam. Poniósło mnie. — Lis potrząsnął głową — wiesz, ostatnimi czasy nie jest mi najlepiej. Mam wymioty. Te… hmm… ozdoby. Są… ładne. Ozdób mi nimi ogon, kociaku.
— Poproszę Poranka, by przyniósł coś na twoje wymioty! I nic nie szkodzi, nie gniewam się! — Gołąbek zabrał się za przystrajanie ogona Lisa. Cieszył się, że tak szybko udało mu się pogodzić z Lisem. Młody starszy zamruczał słabo, pozwalając uczniowi dekorować jego futro.
— Skończyłem! — wykrzyknął Gołąbek. Przykleił na ogon Lisa wszystkie kwiatki najpiękniej, jak umiał — Co myślisz? Jeśli ci się podoba, to na wiosnę mogę nazbierać więcej!
— Jest ślicznie. Najbardziej lubię te fiołki.
Lis położył głowę na ziemię i po chwili zasnął, chrapiąc.
[512 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz