Jej dzieci tak szybko rosły. Jeszcze niedawno Zalotna Gwiazda niosła je do obozu w środku nocy, po tym, jak zamordowała ich matkę, a dziś… mogła obserwować, jak stają się dorosłe. Ciekawe, czy Nadciągający Pomrok i Ognikowa Słota też kiedyś założą rodziny i doczekają się własnego miotu. O ile ta druga wciąż jeszcze nie opłakuje zdradzieckiego Porywistego Dębu, w którym — jak przypuszczała Zalotka — się zakochała. Liderce robiło się niedobrze na samą myśl, że kotka, którą wychowała w nienawiści do Klanu Gwiazdy, mogła żywić uczucia do takiego zdrajcy. Jak ona śmiała w ogóle z nim przebywać? Wiedziała przecież, że nie może rozmawiać z Iskrzącą Nadzieją i Miodową Korą, więc czemu miałaby móc zadawać się z owocami ich miłości? Okropieństwo.
Nieważne. Zalotna Gwiazda posłała Kocimiętkowy Wir z Tęgoszem, by ta wyprowadziła cętkowanego kocura w las. Sowiemu Zmierzchowi przypadło odprowadzić Seradelę, a Garbatek został powierzony Wilgowej Goryczy. Przy tym ostatnim w umyśle szylkretowej przywódczyni pojawiła się myśl. “Ten kociak nie wróci do obozu żywy” — przemknęło jej przez głowę, gdy koniuszek czekoladowo-białego ogona znikał z jej pola widzenia. Był zbyt słaby, zbyt pokraczny i zdeformowany, by przeżyć tę noc. W Klanie Wilka uchowywali się tylko najsilniejsi, a nie ci, którzy nie potrafili nawet normalnie chodzić. Garbatek nie przyniósłby tej przynależności niczego poza wstydem. Na szczęście nie musiała się martwić o jego eliminację — była niemal pewna, że takie “odpadki” usuwają się same.
Podczas gdy ona drzemała smacznie, trójka kociąt walczyła o życie w dzikim, wilczackim lesie. Zalotna Gwiazda nie śpieszyła się za bardzo. Powoli z rana wyczyściła swoje futro, poprzeciągała się i kilka razy ziewnęła, próbując się do końca rozbudzić. A gdy już wykonała swoje poranne rytuały, wreszcie wspięła się na pień i mruknęła:
— Czas przyprowadzić do nas kocięta, które tej nocy odbywały swój test na uczniów! — ogłosiła, na co Kocimiętkowy Wir, Sowi Zmierzch i Wilgowa Gorycz podnieśli głowy. Zalotka ruchem pyska wskazała im wyjście z obozu, czekając, aż wojownicy wybędą z azylu.
Na chwilę zeszła z pnia, aż dopóki w obozie nie zjawił się Tęgosz wraz z Seradelą. Garbatka wciąż nie było, ale Zalotna Gwiazda była na tyle przekonana, że czekoladowy kociak zmarł, że postanowiła rozpocząć ceremonię bez niego.
— Niech wszystkie koty Klanu Wilka zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się przed mównicą! — rozkazała, rozglądając się po azylu i po wojownikach, którzy jeszcze trochę sennie wychodzili ze swoich legowisk, jak dżdżownice podczas deszczu.
W tłumie dostrzegła rudego cętkowanego kocura i niebieską srebrzystą kotkę. Posłała im pokrzepiający uśmiech, po czym kontynuowała:
— Wiedziałam, że nie zawiodę się na tej dwójce młodych kotów — mówiła z dumą, jako iż w obu kociętach pokładała spore nadzieje. — Tęgoszu, wystąp — nakazała.
Gdy zielonooki wysunął się na środek polany, Zalotna Gwiazda rozejrzała się jeszcze raz po zgromadzonych wojownikach, upewniając się, że jej wybór co do mentora będzie słuszny. Potem wróciła spojrzeniem do rudofutrego.
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Cętkowaną Łapą, a twoją mentorką zostanie Tropiąca Łaska. Jestem pewna, że przekaże ci całą wiedzę, którą wcześniej zdobyła od samego zastępcy tego klanu — ogłosiła, czekając, aż czekoladowa szylkretka wysunie się z tłumu i dotknie nosem ze swoim nowym uczniem. Wojowniczka wyszkoliła już Nocnego Śpiewaka, więc czemu miałaby nie dostać drugiego podopiecznego? Zalotna Gwiazda ufała jej i patrzyła w jej stronę całkiem przychylnie — głównie przez to, że jeszcze jakiś czas temu Tropiąca Łaska kleiła się do liderki, jak rzep.
— Seradelo, wystąp — poleciła szylkretka, gdy Cętkowana Łapa wraz ze swoją mentorką odsunęli się na bok. Swoją drogą, rudy kocur dostał takie imię na cześć Prążkowanej Kity. Może i u schyłku jego życia Zalotka nie dogadywała się z nim najlepiej, tak wciąż był on jej pierwszą i tak właściwie jedyną miłością.
Gdy srebrna kotka podeszła pod mównicę, brązowooka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i oznajmiła:
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwana Seradelową Łapą, a twoją mentorką… zostanę ja sama.
Oczy młodszej zalśniły. Kotka niemal zamarła w szoku, a wtedy przywódczyni zeszła z pnia i dotknęła czubka jej nosa swoim własnym. Seradela zmrużyła ślepia i szepnęła:
— Obiecuję, że będziesz ze mnie dumna.
Zalotna Gwiazda już miała kończyć tę szopkę i dać się rozejść swoim wojownikom, gdy nagle usłyszała coraz to głośniejsze kroki. Zwróciła uszy w stronę wyjścia z obozu, a już po chwili pojawił się w nim Wilgowa Gorycz. Jak się okazało, nie przybył sam. Koło jego łapy chwiejnie szedł Garbatek. Na nieszczęście, był cały i zdrowy. Nie martwy, tak, jak wydawało się każdemu.
Szylkretka zauważyła, że wcześniej przygnębiony pysk Wrotyczowej Szramy, teraz się rozjaśnił. Strzepnęła gniewnie ogonem, po czym odchrząknęła i wróciła na mównicę, z odrazą śledząc wzrokiem ruchy czekoladowego kociaka.
— No proszę… co za niespodzianka — mruknęła pod nosem. Gdy pręgowany ustawił się między silnymi, zgrabnymi członkami Klanu Wilka, Zalotka nakazała mu wystąpić.
Gdy Garbatek znalazł się w centrum uwagi całego klanu, brązowooka zaczęła mówić:
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Garbatą Łapą — tu przerwała, by szybko objąć wzrokiem możliwych mentorów. Przeżycie czekoladowego zbiło ją z tropu. Nawet nie zastanawiała się nad tym, kto mógłby go szkolić, bo nie sądziła, że ten moment nadejdzie. — Twoją mentorką zostanie Cykoriowy Cykor. Myślę, że do siebie pasujecie — stwierdziła, uśmiechając się złośliwie.
Przez pierwsze kilka uderzeń serca pręgowana wojowniczka nawet nie raczyła wychylić się z tłumu, co dla Zalotki było przezabawne. Pewnie przynosiło to wstyd biednemu Garbatkowi, który już teraz wyglądał, jakby chciał się zapaść pod ziemię.
W końcu jednak jakiś wojownik popchnął Cykorię do przodu i zmusił ją do wyjścia naprzeciw swojemu nowemu uczniowi. Pomarańczowooka z obrzydzeniem dotknęła jego nosa, a potem przewróciła oczami i nawet nie czekając na swojego ucznia, uciekła gdzieś na bok.
Zaraz z rana Zalotna Gwiazda zjawiła się w legowisku uczniów. Seradela już nie spała, gotowa na pierwszy trening z samą liderką. W jej oczach błyszczała duma i ambicja, z czego szylkretka była ogromnie ucieszona. Już wiedziała, że szkolenie niebieskiej kotki będzie czystą przyjemnością.
Mogła być pewna, że gdy tylko zielonooka osiągnie wiek dziesięciu księżyców, zmierzy się z kimś w walce i wygra za pierwszym razem. Wyszkolona przez samą przywódczynię, stanie się jednym z najsprawniejszych i najbardziej oddanych wojowników, jakiego Klan Wilka kiedykolwiek posiadał.
Nieważne. Zalotna Gwiazda posłała Kocimiętkowy Wir z Tęgoszem, by ta wyprowadziła cętkowanego kocura w las. Sowiemu Zmierzchowi przypadło odprowadzić Seradelę, a Garbatek został powierzony Wilgowej Goryczy. Przy tym ostatnim w umyśle szylkretowej przywódczyni pojawiła się myśl. “Ten kociak nie wróci do obozu żywy” — przemknęło jej przez głowę, gdy koniuszek czekoladowo-białego ogona znikał z jej pola widzenia. Był zbyt słaby, zbyt pokraczny i zdeformowany, by przeżyć tę noc. W Klanie Wilka uchowywali się tylko najsilniejsi, a nie ci, którzy nie potrafili nawet normalnie chodzić. Garbatek nie przyniósłby tej przynależności niczego poza wstydem. Na szczęście nie musiała się martwić o jego eliminację — była niemal pewna, że takie “odpadki” usuwają się same.
* * *
— Czas przyprowadzić do nas kocięta, które tej nocy odbywały swój test na uczniów! — ogłosiła, na co Kocimiętkowy Wir, Sowi Zmierzch i Wilgowa Gorycz podnieśli głowy. Zalotka ruchem pyska wskazała im wyjście z obozu, czekając, aż wojownicy wybędą z azylu.
Na chwilę zeszła z pnia, aż dopóki w obozie nie zjawił się Tęgosz wraz z Seradelą. Garbatka wciąż nie było, ale Zalotna Gwiazda była na tyle przekonana, że czekoladowy kociak zmarł, że postanowiła rozpocząć ceremonię bez niego.
— Niech wszystkie koty Klanu Wilka zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się przed mównicą! — rozkazała, rozglądając się po azylu i po wojownikach, którzy jeszcze trochę sennie wychodzili ze swoich legowisk, jak dżdżownice podczas deszczu.
W tłumie dostrzegła rudego cętkowanego kocura i niebieską srebrzystą kotkę. Posłała im pokrzepiający uśmiech, po czym kontynuowała:
— Wiedziałam, że nie zawiodę się na tej dwójce młodych kotów — mówiła z dumą, jako iż w obu kociętach pokładała spore nadzieje. — Tęgoszu, wystąp — nakazała.
Gdy zielonooki wysunął się na środek polany, Zalotna Gwiazda rozejrzała się jeszcze raz po zgromadzonych wojownikach, upewniając się, że jej wybór co do mentora będzie słuszny. Potem wróciła spojrzeniem do rudofutrego.
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Cętkowaną Łapą, a twoją mentorką zostanie Tropiąca Łaska. Jestem pewna, że przekaże ci całą wiedzę, którą wcześniej zdobyła od samego zastępcy tego klanu — ogłosiła, czekając, aż czekoladowa szylkretka wysunie się z tłumu i dotknie nosem ze swoim nowym uczniem. Wojowniczka wyszkoliła już Nocnego Śpiewaka, więc czemu miałaby nie dostać drugiego podopiecznego? Zalotna Gwiazda ufała jej i patrzyła w jej stronę całkiem przychylnie — głównie przez to, że jeszcze jakiś czas temu Tropiąca Łaska kleiła się do liderki, jak rzep.
— Seradelo, wystąp — poleciła szylkretka, gdy Cętkowana Łapa wraz ze swoją mentorką odsunęli się na bok. Swoją drogą, rudy kocur dostał takie imię na cześć Prążkowanej Kity. Może i u schyłku jego życia Zalotka nie dogadywała się z nim najlepiej, tak wciąż był on jej pierwszą i tak właściwie jedyną miłością.
Gdy srebrna kotka podeszła pod mównicę, brązowooka uśmiechnęła się jeszcze szerzej i oznajmiła:
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwana Seradelową Łapą, a twoją mentorką… zostanę ja sama.
Oczy młodszej zalśniły. Kotka niemal zamarła w szoku, a wtedy przywódczyni zeszła z pnia i dotknęła czubka jej nosa swoim własnym. Seradela zmrużyła ślepia i szepnęła:
— Obiecuję, że będziesz ze mnie dumna.
Zalotna Gwiazda już miała kończyć tę szopkę i dać się rozejść swoim wojownikom, gdy nagle usłyszała coraz to głośniejsze kroki. Zwróciła uszy w stronę wyjścia z obozu, a już po chwili pojawił się w nim Wilgowa Gorycz. Jak się okazało, nie przybył sam. Koło jego łapy chwiejnie szedł Garbatek. Na nieszczęście, był cały i zdrowy. Nie martwy, tak, jak wydawało się każdemu.
Szylkretka zauważyła, że wcześniej przygnębiony pysk Wrotyczowej Szramy, teraz się rozjaśnił. Strzepnęła gniewnie ogonem, po czym odchrząknęła i wróciła na mównicę, z odrazą śledząc wzrokiem ruchy czekoladowego kociaka.
— No proszę… co za niespodzianka — mruknęła pod nosem. Gdy pręgowany ustawił się między silnymi, zgrabnymi członkami Klanu Wilka, Zalotka nakazała mu wystąpić.
Gdy Garbatek znalazł się w centrum uwagi całego klanu, brązowooka zaczęła mówić:
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Garbatą Łapą — tu przerwała, by szybko objąć wzrokiem możliwych mentorów. Przeżycie czekoladowego zbiło ją z tropu. Nawet nie zastanawiała się nad tym, kto mógłby go szkolić, bo nie sądziła, że ten moment nadejdzie. — Twoją mentorką zostanie Cykoriowy Cykor. Myślę, że do siebie pasujecie — stwierdziła, uśmiechając się złośliwie.
Przez pierwsze kilka uderzeń serca pręgowana wojowniczka nawet nie raczyła wychylić się z tłumu, co dla Zalotki było przezabawne. Pewnie przynosiło to wstyd biednemu Garbatkowi, który już teraz wyglądał, jakby chciał się zapaść pod ziemię.
W końcu jednak jakiś wojownik popchnął Cykorię do przodu i zmusił ją do wyjścia naprzeciw swojemu nowemu uczniowi. Pomarańczowooka z obrzydzeniem dotknęła jego nosa, a potem przewróciła oczami i nawet nie czekając na swojego ucznia, uciekła gdzieś na bok.
* * *
Mogła być pewna, że gdy tylko zielonooka osiągnie wiek dziesięciu księżyców, zmierzy się z kimś w walce i wygra za pierwszym razem. Wyszkolona przez samą przywódczynię, stanie się jednym z najsprawniejszych i najbardziej oddanych wojowników, jakiego Klan Wilka kiedykolwiek posiadał.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz