Roztargniony Koperek jak prawie każdego dnia wstało już przed świtem. Przeciągnęło się lekko i rozpoczęło poranną higienę. Spojrzało na Cisowe Tchnienie i Chudy Grzbiet, mrucząc cicho, a następnie przeniosło swój wzrok na stos zwierzyny. Prędko stwierdziło, że brakuje im pewnych ziół, w tym kocimiętki. Długo się nie zastanawiając, postanowiło przygotować się do podróży w stronę legowisk dwunożnych. Uznało, że przy okazji może także odwiedzić swojego brata.
“Brokuł z pewnością ucieszy się na te odwiedziny. Dawno tam nie byłom” pomyślało z lekkim uśmiechem na pyszczku i po krótkich przygotowaniach wyszło z obozu.
***
Rozglądało się już przez pewien czas dookoła miejsca, w którym ostatnim razem widziało się z radioaktywnym kocurem, ale nadal nigdzie nie zauważało charakterystycznego futra. W końcu zostało zaczepione przez kotkę z sąsiedztwa. Zmarszczyło lekko brwi, odsuwając się kilka kroków od nieznajomej. Miała dziwny zapach. Definitywnie była kotką, ale pachniała dwunożnymi i ich żarciem. Do tego nie wyglądała na zbyt inteligentną, choć na pewno była ciekawska. Pobiegła do swojego domu i rzuciła Koprowi dziwny, piszczący obiekt pod łapy. Liliowy wzdrygnął się lekko i westchnął.
— Hm… Czy znasz może takiego…trawiastego kocura? Gdzieś tu mieszka. Chyba — zaczęło nieco nerwowo.
Jeszcze nigdy nie zdarzyło się jeno rozmawiać z zupełnie obcym kotem, którego pierwszy raz widzi na oczy.
— Mówisz o Żabce? — zapytała z zainteresowaniem kotka. — Jesteś bezdomny? Cuchniesz jakimś dziwnym zielskiem — stwierdziła, liżąc się po łapce.
— Jaka Żabka? — zmarszczyło brwi.
— Brokuł. Mój przyjaciel — odparła po chwili i pokręciło głową. — Na pytanie mi odpowiedz!
— Zgadza się. Jestem medykiem. Jeśli chcesz, kiedyś o tym opowiem. Wiesz może, gdzie on jest? — zapytało, już odrobinę zirytowane.
— Zabrali go właściciele, ale niedługo pewnie wróci — mruknęła, bawiąc się swoją zabawką. — I nie trzeba. Nie muszę wiedzieć nic o bezdomnych kotach — uśmiechnęła się, zapewne sugerując, że po prostu ją to nie obchodzi.
Koper wzruszyło tylko ramionami i odeszło nieco dalej na tyle, aby więcej nie rzucać się w oczy. Słysząc dźwięk potwora, a następnie głosy dwunożnych, schowało się w okoliczne krzaki, licząc na zobaczenie swojego brata. Przyszedł dopiero po jakimś czasie, jednak wyglądał na nieco wyczerpanego i zdenerwowanego. Do tego na jego łapie był bandaż.
— Brokuł! — miauknęło, witając się z bratem.
— Koperek! Dawno cię nie widziałem. Co u ciebie? — zapytał już znacznie bardziej rozpogodzony.
— Właściwie… Nic ciekawego? Przyszłom po kocimiętkę i przy okazji wpadłom w odwiedziny. A co z tobą? Wyglądasz na zdenerwowanego. I co masz na łapie? Wygląda jak…czy to coś jak pajęczyna? — zapytało, wąchając z zainteresowaniem łapę białego.
— To tylko rana. Nic wielkiego. Pajęczyna? Nie wydaje mi się. To akurat jak dobrze pamiętam, nazywamy bandażem — uśmiechnął się lekko. — Byłem u Obcinacza. Tym razem jednak skończyło się na samym badaniu i wyleczeniu. Spotkałem za to ciekawą towarzyszkę. Wydaje mi się…że mogła być kiedyś też z klanu, ale mogę się mylić. Miała zabawną rybkę na czole. Nazywała się Oświeconą. Nieco dziwna kotka… Brzmiała, jakby miała coś z głową. I podobno widziała jeszcze w do niedawna rzeczy, które nie istnieją…uwierzyłobyś? Jakieś zmutowane króliki — wyjaśnił, a Koper uniosło ogon zaintrygowane.
— Musiała mieć halucynacje. Oby ci…dwunożni dobrze się nią zajmowali — stwierdziło, a następnie przejrzało się dookoła. — Chyba muszę się już zbierać. Do zobaczenia Brokule! — zawołało, zabierając jeszcze ze sobą kocimiętkę.
Zjeżyło się lekko. Rozmowa zdecydowanie zajęła mi za długo i teraz zapewne będzie musiało wracać już po zachodzie słońca. Wzruszyło tylko ramionami i prędkim krokiem ruszyli w stronę terenów Klanu Wilka.
Wyleczeni: Rybkowa Łapa (Oświecona)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz