– T-to czy chciałbyś coś razem albo gdzieś coś porobić?… – wymamrotał cicho Mniszkowy Nektar. W tej niezręcznej ciszy kocur złapał łapami ogon. Zasłonił ogonem pysk, co wyglądało komicznie. Położył po sobie uszy i poruszył wibrysami, wyglądając jak zraniona łania. Kremowy uniósł lekko łeb z zainteresowaniem, na jego pysku zawitał niemal niezauważalny uśmieszek, najwyraźniej rozbawiony zachowaniem Mniszka.
Przez chwile w ciszy wpatrywał się w kocura, zastanawiając się nad swoją odpowiedzią.
– Czemu nie. Co proponujesz? – Mimo że nie powinien się zgodzić, coś w liliowym go fascynowało. Niczym zagadka prosząca się o rozwiązanie.
Mniszek podekscytowany rozejrzał się po okolicy, energicznie niczym małe kocie.
Liliowy w końcu się podniósł i poszedł w kierunku wody, a Modliszkowa Cisza za nim, zainteresowany dokąd ten go prowadzi. Słońce wychyliło się zza chmur, świecąc kocurom prosto w siatkówki. Gdy dotarli na plażę, Klifiak ponownie się rozejrzał, najwyraźniej zastanawiając się, co ma teraz zrobić. Mniszek pogrzebał łapą w piasku, aż znalazł ciekawy przedmiot, który odbijał światło od słońca. Niepewnie chwycił go do pyszczka i przerzucił na drugą stronę, żeby kremowy również mógł się temu przyjrzeć.
– Jak myślisz, co to jest? – spytał kocur. Liliowy zamruczał pod nosem, po czym rozciągnął grzbiet i niezgrabnie położył się na piasku, czując, jak morska bryza mierzwi jego futro.
Na widok błyszczącej kuli Modliszka zmarszczył pysk, przyglądając się uważnie, jak toczy się po jasnym piasku.
– Pierwszy raz widzę coś takiego.– powiedział, odrzucając kulkę liliowemu. – a ty widziałeś kiedyś coś podobnego?
Mniszek odwrócił łeb, wpatrując się w błękitną taflę wody, najwyraźniej przeszukując odmęty swojej pamięci, po chwili ciszy zrezygnowany pokręcił łbem.
Gdy tylko świecąca kula przeturlała się pod jego łapy, podniósł uszy, a źrenice rozszerzyły się do wielkości dwóch żuków, wygiął grzbiet w łuk i wyskoczył na dziwny przedmiot niczym piecuch dwunożnych.
Modliszka usiadł wygodnie na rozgrzanym piasku, owijając ogon wokół łap, wpatrywał się w wojownika, lekko zdezorientowany zachowaniem rozmówcy.
– Czy to prawda, że wy, klifiacy polujecie kraby? – zapytał, rozpraszając liliowego od polowania na martwy obiekt.
Wojownik strzepnął uszami, obracając łeb w stronę pręgowanego. Potrząsnął łbem, a jego ślepia wróciły do normalnej postaci. Ze zmieszanym wyrazem pyszczka odpowiedział.
– Tak polujemy, znaczy, polują, bo ja nigdy tego nie robiłem. Sam wiesz, kraby to przerażające stworzenia! – splunął liliowy.
– Szkoda. – mruknął, po czym odwrócił głowę, by spojrzeć na spokojną wodę. Pożywienie w klanie burzy było dość nudne, przynajmniej według Modliszkowej Ciszy. Ssaki były mało interesujące.
– A-Ale mogę dla ciebie to zrobić! – Zaczerwienił się kocur, wzdychając na boku. – Moja siostra mówiła, że niektóre kryją się przysypane górką piasku... Znajdźmy pozytywy tej sytuacji, możemy spędzić trochę czasu... Szukając krabów.
Burzak wytrzeszczył zielone ślepia.
– Naprawdę? – zapytał, przesuwając swój pysk bliżej liliowego pyska rozmówcy.
Na chwile zapominając o granicy, gdy tylko sobie to uświadomił, szybko cofnął łeb.
– To przeszukam piasek. – mruknął, lekko zawstydzony swoim bezmyślnym zachowaniem.
<Mniszkowy Nektarze?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz