Dawniej
Tak naprawdę, dopóki nie byli rozdzieleni przez patrolę Kora i Kamyczek spędzali czas razem. Kora i tak nie miała nic lepszego do roboty, bo nadal nie rozmawiała z wieloma innymi kotami. Zresztą, nadal nie chciała, tym bardziej, teraz gdy Kamyczek zawsze był przy niej.
* * *
— Tak. Bardzo chętnie. Dzięki.
Razem zjedli wiewiórkę, nadal leżąc obok siebie. Korze to wystarczało, nie musieli nigdzie biegać, ani nawet o niczym gadać. Jednak Kamyczek lubił mówić, tym bardziej do niej. Nie przeszkadzało to Korze, wręcz przeciwnie, lubiła go słuchać i tym samym dowiadywać się, co dzieje się w klanie, bo sama troszkę nie śledziła bieżących spraw.
— Ciekawe, co będzie dalej z tą pieszczoszką — mruknął czekoladowy cichym głosem. — Myślisz, że zostanie wojowniczką? Pewnie nie umie walczyć ani polować, więc zakładam, że dostanie jakiegoś mentora. O ile w ogóle zostanie w naszym klanie.
Kotka spojrzała na niego i dopiero po chwili połączyła, o kogo chodzi. Zastanowiła się chwilę nad pytaniem. Cóż, ich klan był dość… Specyficzny. Zależało im na najsilniejszych wojownikach, a pieszczochy znane były z leniwego, wygodnego życia. Kotka jednak była młoda i wciąż miała szansę się nauczyć wielu rzeczy.
— Myślę, że jeśli się postara, to da radę — stwierdziła Kora po chwili. — Wiesz, i ty, i ja… — zacięła się na moment i odwróciła wzrok.
Czasy uczniowskie już dawno były nieprawdą, ale kotka nie mogła zapomnieć, jak ciężko było jej się wpleść w czyjekolwiek łaski, począwszy od rówieśników, kończąc na starszych. Zawsze była mniejsza, słabsza, delikatniejsza. Nie pasowała tutaj i wszyscy dawali jej to odczuć. A blizna na policzku przypominała jej o tym jeszcze bardziej… Nie chciała, aby ktokolwiek inny też się tak czuł.
— Też byliśmy dość niezgrabni za dzieciaka. — Każde słowo wymawiała powoli, jakby sprawdzając, czy na pewno wybrzmiewa dobrze. — Może się zrazić, oczywiście. Ale chyba musimy pozwolić, aby to czas pokazał.
<Kamienne Pióro?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz