Jesionowa Łapa czuła się coraz gorzej z dnia na dzień. W pewnym momencie zaczęła doświadczać jakichś dziwnych sytuacji, które jej ciało sobie po prostu kreowało. Raz, na skraju zaśnięcia usłyszała głośny trzask, przez co wręcz spanikowała i zerwała się na łapy, budząc kilka kotów wokół. Zagryzła zęby z zażenowania i przeprosiła tych, których wybudziła. Miodowa Łapa zaś obdarowała ją spokojnym spojrzeniem przed powrotem do snu.Innego razu podczas polowania ciągle widziała jakieś zwierzęta kątem oka, które po przyjrzeniu się i zwęszeniu okazały się w ogóle nieistniejące. Poza tym wciąż chodziła wiecznie wycieńczona, przez co stała się też rozdrażniona.
Tygrysia Noc zauważył jej dziwne zachowania i poprosił ją o pójście do medyka. Co normalnie by zignorowała, ale, jako że musiała słuchać mentora, poddała się prośbie i poszła powolnym krokiem ze zwieszonym łbem.
W legowisku medyka zastała jedynie kogoś, z kim nieraz już rozmawiała. Czy to przy mijaniu się, czy ogółem. Chudzielec miał na płaskim pysku grymas znużenia, ale nieco oprzytomniał, gdy ją zobaczył.
— Co to za okazja, że przylazłaś! Tutaj ciebie jeszcze chyba nie widziałem. Chyba? — Zmarszczył brwi w zastanowieniu.
— Tygrysia Noc mi kazał. Twierdzi, że miewam halucynacje. Nie myślę, żeby było to jakieś nie wiadomo jak poważne, ale co mi zostało do zrobienia? Nie zbuntuje się, bo nie mam na to siły. — Wyjaśniła, a po głosie słychać było lekkie zachrypnięcie oraz potężne wykończenie.
— Dobrze, że się posłuchałaś, bo jeszcze trochę i byś nam tu zwariowała i do niczego nie nadawała. — Wzruszył ramionami. — Niech zgadnę, zaczęło się od braku snu? — Na co kocica pokiwała głową, mrużąc oczy w szparki, po czym usiadła, by nie stać w przejściu.
— I co mam z tym niby zrobić? Nie umiem porządnie zasnąć. A jak zasnę, to byle szelest mnie potrafi wybudzić.
— Jak to co? Mak moja droga! Magiczne ziarenka, które spełniają marzenia — miauknął. — Szczuplutka jesteś to dla Ciebie dwa to limit. Jedno dziś wieczór i drugie jutro przed snem. Aha a jak Cię byle szelest budzi, to może zmień miejsce w legowisku.
Kotka zmarszczyła brwi.
— To tyle?
— To tyle. Żadna filozofia, tylko kilka drobnych nasion. — zacharczał z rozbawieniem. — No, chyba że jesteś jakaś nerwowa. Mogę Ci dać wtedy liści macierzanki. Ale jeśli to jakiś kot Cię wkurza, to może go zlej po prostu?
— Myślę, że nie trzeba. Twierdziłam, że będę faszerowana ziołami, a tu niespodzianka. — Złapała się za głowę, czując ponownie narastający ból w skroniach.
— Faszerowana będziesz najprędzej przy infekcji. Bezsenność to sprawa do rozwiązania w try miga. — gadał, podczas gdy kotka zlizywała nasiona maku. — I nie bój się leczenia, bo wtedy skończysz jako trup. A nie chciałbym, żebyś była martwa. Nie znam się zresztą na kwiatkach, więc bym Ci przynosił losowe badyle.
Uczennica westchnęła. Miał rację. Ona sama też trochę się posuwała do skrajów swoich sił, nie dając sobie do zrozumienia, że może to grozić jej życiu.
— Teraz powinnaś lecieć do siebie, idź, się wreszcie porządnie wyśpij, bo normalnie się lejesz w oczach. — powiedział, na co Jesionowa Łapa wstała ociągająco. — No won, zanim będę musiał cię zbierać! Kawał zwierza jest z ciebie. — ponaglił ją.
— Już, już idę. Nie trzeba tak ostro. — wymamrotała, po czym zebrała całą swoją wolę i wyszła z legowiska, kierując się do swojego na długą drzemkę.
<Chudy Grzbiecie?>
Wyleczeni: Jesionowa Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz