Tw: walka, pobieżny opis ran
Promyk zadrżała. Wizja walki i wykazania się była dla niej głównym motywem zgłoszenia się jako ochotnik napadu na mewy. To dawało jej też szansę zemsty za te wszystkie nudne noce i ciągnące się dni, jakie musiała z ich powodu spędzić w obozie.
– Psotny Nietoperzu? – niedługo przed wyjściem Promyk odnalazła swoją aktualną mentorkę.
– Tak? – kotka zajrzała na nią, niepewna co ta może chcieć.
– Czy po tym wszystkim zrobisz mi test na wojownika? – Promyk w końcu chciała otrzymać swoje imię! Własne, piękne, wojownicze!
– Myślę, że sam ten atak jest do tego wystarczający. Nie daj się zabić, okej.– Psotka mruknęła w odpowiedzi. Oh? Doprawdy? Czyli dobrze, że Promyk zgłosiła się do tej całej wyprawy. Wystarczyło tylko teraz… nie dać się zabić? To nie może być takie trudne zadanie! To tylko parę mew!
Promyk nie mogła się mylić bardziej. Przeżycie okazało się znacznie bardziej wymagające, niż mogłaby się spodziewać. Mimo że była w miarę dobrze zbudowanym kotem, silnym i zwinnym to miała pewne problemy z tak dużymi ptakami.
Walka może nie trwała długo, ale z pewnością była wymagająca. Promyk szarpała pióra, biegała w tę i we w tę. Pewność siebie opuszczała ją co chwilę, aby wrócić ze zdwojoną siłą. Jak już się w to wplątała, to wypadałoby ujść z życiem.
Raz, dwa, trzy. Promyk naliczyła trzy razy, kiedy naprawdę oberwała od mewy. Mogła się spodziewać w przyszłości śladów po tym starciu na ciele. Ignorowała też ból niektórych kończyn. Po oberwaniu od mewy skrzydłem tak mocno, że aż zabrakło jej tchu w piersiach, czuła, że jej łapą jest coś nie tak. Podobnie z ogonem, ale wszystko było do zniesienia z tak potężną dozą adrenaliny we krwi. I wszystko byłoby dobrze. Klan był tak blisko pokonania tych parszywców… gdyby nie nagły krzyk.
– POMOCY! – Promyk rozpoznała głos swojego ojca. Uniosła nieposzarpane ucho i spojrzała w kierunku dobiegającego do nich taty. Judaszowcowa Gwiazda. Jej lider, by właśnie atakowany przez jedną z mew i samotny Rozświetlona Skóra niewiele mógł z tym zrobić.
Promyk tylko na chwilę zwróciła głowę w ich stronę, kiedy ta parszywa mewa udziobała ją w oko. Kotka od razu wróciła myślami do walki. Syknęła na swojego wroga i zaraz rzuciła się do dalszej walki. Konsekwencje tego, co odbyło się za jej plecami, przyjdą do niej później. Na razie miała ważniejsze zadanie! Przeżyć.
A po wszystkim usiadła sobie pomiędzy resztą rannych kotów i odetchnęła. Oko ją bolało, jej bark był w niewłaściwym miejscu, a jej ogon wyglądał marnie. Już nie taka młoda klifaczka spojrzała na swoje łapy. Może to w końcu czas dla niej, aby zyskała swoje imię.
I tak też było. Kiedy tylko Jagnięcy Ukłon pozwoliła jej wstać z posłania, kiedy jej rany już nieco zasklepiły się na jej ciele i jej równowaga się poprawiła. Po walce z mewami Promyk straciła wizję w oczku, a jej ogon był nie odratowania, tak więc taka poobijana zjawiła się na zwołanym zebraniu. Nie był to już Judaszowcowa Gwiazda. Ani Pikująca Jaskółka, która miała niedawno otrzymać swoje imię. Nie. Przed nią stał Lśniąca Gwiazda. Spojrzał na nią ze spokojem, po czym się odezwał:
– Ja, Lśniąca Gwiazda, przywódca Klanu Klifu, wzywam moich przodków, aby spojrzeli na tego ucznia. Trenowała pilnie, aby poznać zasady naszego kodeksu. Promienna Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
– Przysięgam. – Promyk podniosła oczy na lidera. Oczekiwała jakiegoś wielkiego uczucia w swoim sercu, jednak tam niczego nie było. Tylko spokój i niepokojąca pustka. Czy miała być, z czego dumna? Tyle księżyców na karku, a ona dopiero teraz otrzymywała swoje imię.
– Mocą Klanu Gwiazdy nadaję Ci imię wojownika. Promienna Łapo, od tej pory będziesz znana jako Promienne Słońce. Klan Gwiazdy ceni Twój wkład w walkę z mewami i odwagę, jaką się w niej wykazałaś. – Lśniąca Gwiazda zamilkł na krótką chwilę. – Klan Klifu wita cię jako nowego wojownika!
Jej nowe imię rozbrzmiało w kątach klanu, jednak jej nie było tak wesoło. Mimo to uśmiechnęła się szeroko i powstała na łapy.
Może życie wojownika jest lepsze niż to, które prowadziła dotąd!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz