— TATO!!! PUCHACZ ZNÓW CHCIAŁ MI ODGRYŹĆ OGON!!! — wrzasnęła Wrona.
— Już dobrze, Wrono, nic ci się nie stanie.
— Ale... To już kolejny ra... A... A PSIK! — Psiknęła prosto na Topole. On znów zrobił taką dziwną minę, jaką robił przy tym, gdy jej brat wspiął się na dach legowiska albo gdy bawiła się z nim w chowanego.
— Chodź, pójdziemy do lecznicy — powiedział, biorąc ją w pysk. — Puchaczu, idź ze mną. Trzeba gdzieś zużyć tę energię.
Kiedy weszli, przywitali ich Mistral ze spłaszczonymi uszami oraz Wiciokrzew.
—Witajcie! Wrona dostała kataru. Czy możecie ją zbadać? Wiciokrzew przytaknął.
— Hmmm... Spokojnie, to zwykły katar. — Topola był zaskoczony tym, że uzdrowiciel tak go uspokajał. Może to przez jego minę?
— Tak... Tak. Wiem, że to nic poważnego i to tylko zwykłe przeziębienie… — miauknął czarno-biały.
— Mistral, przynieś mi podbiał, proszę — mruknął do uczennicy, która ze spuszczoną głową poszła po niego.
— Bardzo mi przykro z powodu Poranku… — miauknął Topola. Wrona coś słyszała o jego śmierci, ale niezawiele. Tatuś mówił, że Wrzechmatka go wołała, więc wszystko dla niej jest w porządku. Mistral podała podbiał.
— Proszę — rzekł Wiciokrzew — zjedz to, to ci pomoże. Kłapoucha bez sprzeciwu go zjadła, lubiła próbować nowych rzeczy. Nawet było dobre.
— Wielkie dzięki, Wiciokrzewiu — podziękował mu ojciec z ulgą w głosie.
— Nie ma za co. Zdrowia! — odpowiedział kocur i machnął ogonem na pożegnanie, by znów się zatopić w innych obowiązkach.
Wyleczeni: Wrona
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz