— Pokrako, pójdź do Gąbczastej Perły i powiedz, że źle się czuję. Objawy sama widzisz… to, co ci wręczy, przynieś prosto do mnie. Chyba że wolisz mnie zanieść do legowiska medyków — zaproponował jej dość wyniośle, zanosząc się kaszlem, na co w odpowiedzi czekotka kiwnęła głową, zanim wyszła z legowiska uczniów. Nie spodobała jej się chyba druga opcja, a szkoda. Pamiętał czasy, kiedy był drobniejszy i nosiła go na plecach niczym przywódcę, kota nad wszystkimi kotami! Czuł się wtedy taki wielki, wysoki, ponad wszystkimi. Szkoda, że nie mogło to trwać wiecznie. Mimo wszystkich tych miłych wspomnień nie miał dzisiaj szczególnie dobrego humoru na wszelkiego rodzaju żarty czy nadmierne złośliwości. Łapy go bolały z powodu wysiłku, chociaż prawdopodobnie, gdyby nie dolegliwość, to by wcale się nimi nie przejmował, bo wiedziałby, że kiedyś ten dyskomfort minie. Tym razem również musiał minąć, nawet jeśli wcale się na to nie zapowiadało… Pociągnął nosem parokrotnie. Charakterystyczny, świszczący dźwięk ulotnił się z jego nozdrzy, gdy nabierał oddechu i go spokojnie próbował wypuścić.
Zmrużył oczy jakby w nadziei, że drzemka przegoni wszystkie te dolegliwości, które uderzyły w niego tak nagle, tak niespodziewanie.
Już po parunastu uderzeniach serca zaczął przewracać się po starannie wyścielonym łożu, nie mogąc zasnąć. Wiecznie było mu raz tak gorąco, że miał ochotę leżeć na chłodnej ziemi albo najlepiej zanurzyć się w lodowatej wodzie, a potem było mu tak zimno, że miał aż dreszcze i go mdliło z chłodu, mimo gęsto okrywającej go, eleganckiej szaty. Zaklął w myślach. Ile jeszcze będzie czuć się w ten sposób? Gdzie była medyczka i pokraka, której powierzył tak ważne zadanie? Tak naprawdę to… gdyby tylko poszedł do legowiska medyków wcześniej, już dawno zażegnałby wszystkie te niedogodności. A tak to musiał leżeć tutaj i czekać, aż Fląderka przyniesie potrzebny mu lek.
Wreszcie, czekoladowa wślizgnęła się z powrotem do legowiska, stawiając przed kocurem parę różowych, drobnych płatków o intensywnie żółtym środku. Kocur zerknął na nią lekko podejrzliwie, aczkolwiek, gdy parę uderzeń serca później do jamy weszła Gąbczasta Perła, żeby sprawdzić, czy kocur, aby na pewno wszystko zjadł, poczuł przypływ ulgi do serca, ale i swego rodzaju lekkiego poddenerwowania, ponieważ nie przyłożył się w żaden sposób do zbioru tego zielska.
Schylił łeb dość ociężale, chwytając w zęby podarowany mu lek, po czym zaczął go ostrożnie żuć. Miętowy, przyjemny posmak rozpłynął mu się po podniebieniu, a sam Rogata Łapa zaczął mruczeć z zadowolenia. Stokrotki były bardzo smaczne. Ciekawe, czy mógłby je może jakoś wykorzystać, gdyby kiedyś jego oddech nie był nadto przyjemny? Chociaż nie musiał się tym martwić jakoś szczególnie, zawsze był przecież idealny, a oddech zależał od tego, czy dbał o swoje kły i czym się odżywiał. Higieny nauczono go dawno temu, może szybciej niż niektóre koty obecnie przebywające w Klanie Nocy. Wiecznie widywał jakieś takie, które miały roztrzepane kosmyki futra i zamiast je ułożyć, to chodzili tak dumnie i wyglądali niczym nierozgarnięte kocięta, dopiero uczące się rutynowej porannej toalety. Flaming odżywiał się zawsze samymi najlepszymi według niego posiłkami, dlatego stokrotkowy oddech był jedynie czymś do rozważenia, ale niczym pewnym i żadnym narzuconym mu obowiązkiem. W końcu wszystko w nadmiarze szkodziło, a nie było sensu wyżerać medykom ich starannie nazbieranych i przygotowanych ziół. Kiwnął głową dymnej medyczce w formie podziękowania, informując ją, że czuje się już lepiej.
Schylił łeb dość ociężale, chwytając w zęby podarowany mu lek, po czym zaczął go ostrożnie żuć. Miętowy, przyjemny posmak rozpłynął mu się po podniebieniu, a sam Rogata Łapa zaczął mruczeć z zadowolenia. Stokrotki były bardzo smaczne. Ciekawe, czy mógłby je może jakoś wykorzystać, gdyby kiedyś jego oddech nie był nadto przyjemny? Chociaż nie musiał się tym martwić jakoś szczególnie, zawsze był przecież idealny, a oddech zależał od tego, czy dbał o swoje kły i czym się odżywiał. Higieny nauczono go dawno temu, może szybciej niż niektóre koty obecnie przebywające w Klanie Nocy. Wiecznie widywał jakieś takie, które miały roztrzepane kosmyki futra i zamiast je ułożyć, to chodzili tak dumnie i wyglądali niczym nierozgarnięte kocięta, dopiero uczące się rutynowej porannej toalety. Flaming odżywiał się zawsze samymi najlepszymi według niego posiłkami, dlatego stokrotkowy oddech był jedynie czymś do rozważenia, ale niczym pewnym i żadnym narzuconym mu obowiązkiem. W końcu wszystko w nadmiarze szkodziło, a nie było sensu wyżerać medykom ich starannie nazbieranych i przygotowanych ziół. Kiwnął głową dymnej medyczce w formie podziękowania, informując ją, że czuje się już lepiej.
[1106 słów]
Wyleczeni: Rogata Łapa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz