– L-lubię – miauknęła, walcząc z myślami, że właśnie okłamała kocura.
Tu nie chodziło o to, czy lubi oglądać Srebrzystą Skórę czy nie, nawet jeśli ruch nocnego nieba koił jej duszę i zabierał smutki. Po prostu w nocy mogła rozmawiać z tatą, który kroczył wśród Gwiazd. Cóż, właściwie prowadziła monolog w myślach, starając się odgadnąć, co zmarły wojownik mógłby jej odpowiedzieć i doradzić. Jednak nie miała na tyle odwagi, aby poinformować o tym świeżo mianowanego wojownika. Nie wyśmiałby jej raczej, jednak nie była z nim na tyle blisko, aby dzielić się z nim aż takimi prywatnymi rzeczami. Na razie wystarczyło, że została jego "partnerką w zbrodni" podczas czuwania. Przełknęła nerwowo ślinę, mając nadzieję, że nikt ich nie zauważył, a tym bardziej faktu, że kocur odezwał się do niej podczas czuwania. Sama również nie miała zamiaru o tym nikomu wspominać, nie chciała, aby kocur miał z tego powodu kłopoty.
– Obserwowanie gwiazd pomaga mi w odpoczynku... Działa na mnie kojąco? Podobnie jak moczenie łap w zimnej wodzie. – przechyliła łebek, doprecyzując odpowiedź. Nie była do końca pewna czy dobrze określiła towarzyszące jej odczucie. – Na ciebie chyba również to chyba działa. Wyglądałeś na zrelaksowanego podczas czuwania, Dziki Berberysie.
Podzieliła się z kocurem piszczką, pozwalając mu zjeść większą część, z którą od dłuższego czasu się męczyła. Gdyby nie Burzowe Chmury, który wręcz wcisnął jej piszczkę w łapy, gdy tylko wyszła z legowiska wojowników na środek obozu, zdecydowałaby się na mniejszy posiłek. I wtedy nie miałaby okazji porozmawiać z wojownikiem, przynajmniej nie od razu po przebudzeniu. Nerwowo uciekła spojeniem w bok, zastanawiać się jak powinna podtrzymać rozmowę. Nie chciała wyjść na nudną, ale przecież taka była. Co by powiedziała na jej miejsce Słodka Dziewanna?
– Krokus! – Po obozie rozległ się głos Równonocnej Łapy, która energicznym krokiem kierowała się w stronę dwójki kotów. – Ty wstrętna wiercipięto! O mało nie doprowadziłaś mamy do zawału, gdy zorientowała się, że twoje posłanie jest puste! – fuknęła na siostrę, która zestresowała się nie na żarty, po czym przeniosła spojrzenie na starszego kocura i się z nim przywitała. – Dzień dobry, Dziki Berberysie! Jeszcze raz gratuluję z okazji mianowania! Królicza Gwiazda wybrał dla ciebie idealny człon!
Krokusowa Kruchość wstrzymała oddech, gdy niebieska szylkretka rozmawiała z świeżo mianowanym wojownikiem. Nie powiedziała zarówno Słodkiej Dziewannie, jak i Burzowym Chmurom o tym, że zamierza obserwować gwiazdy. Zazwyczaj nikt nie robił o to zamieszania, a jednak w związku ostatnimi wydarzeniami mama musiała się wystraszyć, gdy odkryła jej puste posłanie. Miała nadzieję, że rodzicielka nie widziała jej u boku Dzikiego Berberysu... a tym bardziej tego, jak kocur się do niej odzywa! Bo co jeśli w złości na jej wybryk doniosłaby na niego i kocur miałby anulowaną ceremonię... czy to byłoby możliwe... Tata chyba jej nie nakrył poza obozem, bo na pewno podczas obdarowania ją piszczką zasypałby ją pytaniami. A mama? Skoro się zmartwiła, na pewno poszła jej szukać.
– M-mama – wyjąkała. – M-muszę porozmawiać z mamą... – Podniosła się pośpiesznie z miejsca.
Posłała przepraszające spojrzenie kocurowi, w związku z tym, że tak szybko zostawiła go samego tuż po tym, jak się do niej dosiadł. Cóż, właściwie nie samego. Zostawiła go z Równonocą.
Szybkim krokiem pokonała obóz, starając zlokalizować liliowo-kremowe futro matki. Spostrzegła je w legowisku starszyzny. Niczym małe kocię, które nic sobie nie robiło z obecności innych kotów, dopadła do boku matki, wtulając sierść w jej pysk.
– Przepraszam, że nie powiedziałem, że pójdę obserwować gwiazdy... – zahlipiała, ignorując komentarz Ognistej Piękności na temat tego, że przecież jej duża kotką, a w dodatku wojowniczką, a nie uczennicą czy kociakiem, aby tak się zachowywać. Później będzie się za to wstydzić. – Szukałaś mnie?
– Szukałam... – miauknęła kocica, mrużąc spojrzenie. – Wystraszyłam się, że może wyszłaś za potrzebą i zasłabłaś... albo ktoś lub coś cię zaatakowało – Polizała Krokus po głowie. – Jednak odetchnęłam z ulgą widząc, że nie jesteś sama. – Uśmiechnęła się do córki, nie racząc dodać nic więcej, aby Ognista Piękność miałam temat do plotek.
Krokus speszyła się, jednak również odetchnęła z ulgą, że to mama, a nie ojciec zobaczył, jak towarzyszy rudemu kocurowi podczas czuwania. Kocica była wyrozumiała, co ucieszyło młodą wojowniczkę. Pozostawało jej teraz jeszcze raz przeprosić kocura i obiecać mu, że nie zamierza nikomu wspomnieć o jego nocnym czuwaniu, którego przypadkowo stała się częścią. Tak jak i on nie miał zamiaru powiedzieć nikomu o jej nocnym wymknięciu się.
~~~
Nerwowo poruszyła nosem, nie odstępując boku Słodkiej Dziewanny. Spojrzenie miała utkwione w Świerszczowym Skoku. Podobno kocur dopuścił się zbrodni, a przynajmniej coś takiego zostało ogłoszone podczas zebrania. Kryjąc się za matką, położyła po sobie uszy. Bała się, że kocur zechce skrzywdzić jeszcze jakiegoś innego kota. Przylgnęła do boku Równonocy, która pozwoliła jej wtulić pysk w szylkretowe futro. Przepełnione smutkiem, jak i strachem o potomków kocura spojrzenie miała utkwione w Dzikim Berberysie, Zwiewnym Maku, Trzmielim Pyłku oraz Ciernistej Łapie.
~~~
Mimo, że ostatnio udało jej się zaprzyjaźnić w pewnym sensie z rudym kocurem, nie potrafiła znaleźć odpowiednich słów, aby pocieszyć go. W ciągu krótkiego czasu stracił tak wielu członków rodziny. Każdy po takich wydarzeniach byłby przybity. Przez długi czas wahała się, czy powinna niepokoić kocura, który najprawdopodobniej nie chciał słyszeć kolejnych kondolencji z pyska współklanowicza. W końcu jednak podjęła decyzję. Pochwyciła ostrożnie jaskółkę ze stosu ze zwierzyną i zniknęła w legowisku wojowników, zatrzymując się tuż przed posłaniem kocura. Dziki Berberys zarejestrował jej obecność, jednak oprócz uniesienia wzroku, nie poruszył się. Odłożyła jaskółkę przed jego posłaniem i delikatnie popchnęła ją noskiem w jego kierunku, aby był w stanie sięgnąć po nią pyskiem, bez ruszania się z miejsca.
Być może gdyby była pewniejsza siebie i była z nim bliżej, przytuliłaby go, jednak sama wizja tego sprawiła, że się zestresowała. Ukradkiem zerknęła w kierunku wyjścia, które znajdowało się na wyciągnięcie łap. Nie miała jednak zamiaru zostawiać samego Berberysa, tym bardziej w tym momencie, dlatego zdecydowałam się spróbować pokonać towarzyszący jej stres. No chyba, że kocur zażyczy sobie, aby go zostawiła w spokoju. Wtedy czym prędzej się ulotni.
<Berberys?>


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz