Odpowiedzialni za to byli Wrona i Puchacz, którzy teraz nie znęcali się wyłącznie nad ojcem, ale i burą karmicielką, która chociaż spodziewała się kociąt, nie była jeszcze na tyle uziemiona, aby nie móc się z nimi poturlać po żłobku od czasu do czasu. Z czasem jednak była coraz bardziej ociężała, więcej sypiała, a zabawy z maluchami zastępczyni wolała trzymać w bardziej statycznym i spokojniejszym tonie. Co niekoniecznie się im podobało.
Ucinała sobie właśnie krótką, popołudniową drzemkę. Zjadła obiad, a potem odebrała nieco wzmacniających ziół od Wiciokrzewu, które nieco ją znużyły. Nauczyła się już sztuki ignorowania krzyków Wrony, ujadania Puchacza, a nawet żałosnych skomleń ich ojca, który za wszelką cenę próbował postawić ich do pionu. Mimo że słuch miała niesamowicie wyostrzony, to równie umiejętnie potrafiła go wyłączyć. Nie potrafiła jednak nie odczuwać lekkiego, kościstego ciałka, które właśnie wdrapywało jej się na grzbiet. Wiedziała, do kogo należą drobne łapki, nawet zanim podniosła łeb i zwróciła niebieskie ślepka w odpowiednim kierunku.
— A gdzie mała sówka się ze swoimi pazurkami pcha, hm? — zapytała, wciąż zaspana, wciąż jedną nogą w sennym świecie. Musiała parę razy zamrugać, aby oczy przyzwyczaiły się do rozświetlonego pomieszczenia. Puchacz zatrzymał się, chociaż nie zszedł z posiwiałych pleców karmicielki. — Języka nie zgubiła, bo jeszcze w południe radośnie krzyczała.
— No! Nie straciłem języka! — odpowiedział w końcu. Kotka zaśmiała się.
— No to całe szczęście, bo z wami, łobuzy, to nigdy nie wiadomo. Już myślałam, że ci go siostra odgryzła i uciekasz przed nią. Podkuliła nieco łapy pod siebie, chociaż powiększony brzuch sprawiał, że z każdym dniem było to trudniejsze.
— Siostra tylko grozi, że odgryzie mi ogon — poskarżył się głośno.
— To faktycznie niegrzeczna z niej siostra. — Pokiwała głową. — To ciężko tak bez ogona, wiesz? Musisz go pilnować, bo inaczej możesz zlecieć z drzewa lub innych wysokich miejsc. Ogon się bardzo przydaje.
— No to całe szczęście, bo z wami, łobuzy, to nigdy nie wiadomo. Już myślałam, że ci go siostra odgryzła i uciekasz przed nią. Podkuliła nieco łapy pod siebie, chociaż powiększony brzuch sprawiał, że z każdym dniem było to trudniejsze.
— Siostra tylko grozi, że odgryzie mi ogon — poskarżył się głośno.
— To faktycznie niegrzeczna z niej siostra. — Pokiwała głową. — To ciężko tak bez ogona, wiesz? Musisz go pilnować, bo inaczej możesz zlecieć z drzewa lub innych wysokich miejsc. Ogon się bardzo przydaje.
— A skąd Pani Robal jest taka pewna? — Przekrzywił łebek. Srebrna wybuchła śmiechem.
— Rohan. Moje imię to Rohan — poprawiła go. Musiała jednak zmienić pozycję. Jak tylko najdelikatniej potrafiła, przewróciła się na bok, nie chcąc jednak zrzucić kociaka. Był na tyle leciutki, że ledwo czuła jego łapki. — Wiesz, ja dużo wiem o skakaniu po drzewach. Jestem jak twoja mama zwiadowczynią. Twoja mama miała mnie nawet uczyć, ale potem zdecydowała, że woli mieć was, więc trafiłam do kogoś innego na trening. No i coś mi się wydaje, że ciebie też pcha do wysokości, więc może fajnie byłoby to wykorzystać, co?
— Rohan. Moje imię to Rohan — poprawiła go. Musiała jednak zmienić pozycję. Jak tylko najdelikatniej potrafiła, przewróciła się na bok, nie chcąc jednak zrzucić kociaka. Był na tyle leciutki, że ledwo czuła jego łapki. — Wiesz, ja dużo wiem o skakaniu po drzewach. Jestem jak twoja mama zwiadowczynią. Twoja mama miała mnie nawet uczyć, ale potem zdecydowała, że woli mieć was, więc trafiłam do kogoś innego na trening. No i coś mi się wydaje, że ciebie też pcha do wysokości, więc może fajnie byłoby to wykorzystać, co?
<Puchacz?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz