Nie poruszył tematu Garbatka. Według niego brązowym powinno się nakarmić kruki, jednak równie dobrze można było poczekać do próby uczniowskiej. Decyzji matki w związku z drugim z kociąt Wrotyczowej Szramy nie miał zamiaru podważać.
– Mam pewną prośbę – podjął, spostrzegając, że matczyne spojrzenie zatrzymało się na zmierzającym w ich kierunku Pustułkowym Szponie – Chciałbym żeby mentorem Tęgosza został nie kto inny, ale ty matko.
~~~
Postanowił spędzić z synem więcej czasu niż dotychczas. Łupiąc złowrogo na Wrotyczową Szramę, usadowił się niedaleko posłania i przyciągnął do siebie ogonem rudego szkraba. Czy kolejny raz miał zamiar opowiedzieć mu o dziedzictwu przodków i Mrocznej Puszczy? To też! Jednak również poczuł potrzebę opowiedzenia synowi o jego matce. Z kwadry na kwadrę był do niej coraz bardziej podobny, jednak również dało się zauważyć, że kocurek przejawiał cechy, które świadczyły o jego pokrewieństwie z Cienistą Zjawą. Im częściej zauważał to podobieństwo, tym bardziej przekonywał się do kocurka i nie odpychał go od siebie.
– Była z niej dziwna, acz silna kotka. Jak pewnie już wiesz, była samotniczką. To nic złego wiązać się z samotnikami w celu posiadania potomstwa, aby przysłużyć się klanowi, i nie tylko jemu. – wytłumaczył, chcąc się w pewnym sensie wytłumaczyć z tego, dlaczego jego matka nie jest wilczaczką. – I była ładna... Bardzo ładna – Darował sobie wspomnienie o szramie zdobiącej pół pyska kocicy. Kiedyś, nim zyskała bliznę na pewno była piękna. Cienista Zjawa żałował, że nie mógł poznać jej wcześniej. Prawdopodobnie wtedy na dobre przepadłby i kto wie, gdzie teraz by był. – Jesteś tak samo rudy, jak i ona, ale budowę ciała przynajmniej masz po mnie! – Poczochrał łapą po łebku Tęgosza.
– A jak miała na imię?
– Południca. Nie mam zielonego pojęcia cóż to takiego, ale brzmi ładnie, nie sądzisz?
Jeszcze przez chwilę rozmawiał z synem, starając się odpowiadać na jego pytania, jak i indoktrynować, gdy Tęgosz zadał pytanie, którego się nie spodziewał usłyszeć. Kocurek chciał, aby mama chociaż na chwilę mogła do niego wrócić, bo chciał ją poznać i wtulić się w jej futro. Początkowo chciał skarcić syna za to, że jest miękki, jednak był przecież kilkuksiężycowym kocięciem.
– Niestety nie może wrócić. Mówiłem ci o Mrocznej Puszczy, pamiętasz? – Wątpił, że kocica trafiła tam po śmierci, w końcu jak skończona idiotka czciła ogień, jednak może przodkowie uznali, że jako matka przyszłego kultysty mogłaby zasiąść wśród nich? – Pewnie teraz nam się przygląda. Na pewno będzie z ciebie dumna, jeśli będziesz dzielnie trenować na wojownika i słuchać nauk moich, matki Kultu, Ognikowej Słoty, Nadciągającego Pomroku czy babci Zalotnej Gwiazdy.
Właściwe, gdyby Tęgosz wyraził takie życzenie, mógłby znaleźć kocurkowi inną mamę. A nawet dwie! A może nawet i rodzeństwo, gdyby młodzik zaniechał bycia jedynakiem. Początkowy problem w postaci nieplanowanego kocięcia zaczął być słabym punktem Cienistej Zjawy.
~~~
Uśmiechnął się pod nosem widząc, jak Tęgosz kroczy u boku Zalotnej Gwiazdy podczas spaceru po obozie. Kociak z zaciekawieniem słuchał słów babki i aktywnie brak udział w rozmowie. Miał nadzieję, że w przyszłości kocur okaże się być dumą nie tyle co klanu, kultu, ale i jego samego. Był ciekaw na jego imię zasłuży sobie kocur, gdy ukończy trening i zyska drugi wojowniczy człon.
– Udał mi się dzieciak, co? – zagaił do jednej ze swoich sióstr, która właśnie dzieliła języki z rudą kotką. Dumnie wypiął pierś, pusząc się niczym paw. Spostrzegł zirytowane spojrzenie siostry. – Twoje również będą udane!
~~~
*tw. wspomnienie śmierci drugiego kota*
Nie spodziewał się, że kremowy burzak będzie aż taki ciężki i trudno mu będzie go przetransportować na tereny Klanu Wilka. W końcu udało mu się znaleźć dół, w którym spoczęło ciało. Oprócz zasypiania dołu, zdecydował się również zakryć mogiłę zbutwiałymi liśćmi oraz gałęziami.
Otrzepał się, pozbywając się resztu towarzyszącego mu stresu. Pozostawało mu jeszcze zamaskować zapach na granicy, jednak nie miał zamiaru korzystacie z lawendy. Jej zapach tak blisko granicy mógłby wzbudzić podejrzenia. Pozostawała mu jeszcze jedna rzecz, aby nie dopuścić do wojny klanów przez swoją urażoną dumę i pochopne działanie. Rzecz, po której będzie musiał porządnie się wyszorować językiem, jak jeszcze nigdy.
~~~
– Niestety nie. – miaknął siląc się na współczujący ton. Stojąca przed nim kotka z trudem powstrzymywała łzy. Prawdopodobnie, gdy tylko oddali się od granicy wybuchnie płaczem. – Czy ten kot był ci bliski?
– M-mhm... – Przytaknęła. – Jest moim ta... tatą.
– Och, rozumiem. Mój ojciec również zniknął pewnego razu... Bądź dobrej myśli. Na pewno jest zdrów i lada dzień z powrotem wróci do klanu! Pewnie chciał się wyszaleć, póki jeszcze może. Przestrzeganie kodeksu jest doprawdy uciążliwe, nie sądzisz? – zażartował, co pomogło burej szylkretce powstrzymać łzy
– Mogę jeszcze o coś zapytać... nie spotkałeś mojego taty, a może... widziałeś jakiś czas temu puchatego kremowego kota? – Po krótce opisała wygląd Słonecznego Fragmentu.
– Jestem pod wrażeniem, że jesteście w stanie rozróżnić rude i kremowe koty... dla mnie wszystkie wyglądają tak samo. Nie zliczę ile razu pomyliłem rudasa od was na zgromadzeniu! – spojrzenie zatrzymał na rudej kotce, o wysuniętych uszach stojącej niedaleko z tyłu. Obserwowała młodą kotkę i Wilczaka, gotowa w każdej chwili na atak, gdyby Cienistej Zjawię strzeliło coś głupiego do głowy. – Z opisu wnioskuję, że był podobny do niej? Brat? Ojciec?
– Kuzyn... i mój wujek. Był przyjacielem mojego taty, jednego i drugiego, jak i mamy... Zaginął niedługo przed zaginięciem taty i zastanawiam się, czy może tato nie udał się go poszukać... jego, albo mojej siostry...
Na Mroczną Puszczę, ile ta kotka miała członków rodziny. Dwóch ojców? Matkę? Dwie matki? Cały klan był jej rodziną?! Uspokój się. On nie był przecież prawdziwą rodziną tylko przyjacielem rodziny.
– Nie widziałem go. I uprzedzając twoje kolejne pytanie, twojej siostry również nie widziałem. Wybacz, ostatnio spędzałem więcej czasu w obozie, ponieważ moja partnerka urodziła kocięta... – Pół prawda, pół kłamstwo. – Urocze maluchy. Sama rozumiesz, dlaczego nie ciągnęło mnie na granicę i wymigiwałem się z obowiązkowów, aby spędzić z nimi każdą chwilę... Muszę już iść. – dodał, widząc jak Kocimiętkowy Wir zwołuje resztę patrolu.
Oddalił się od granicy, ruszając w kierunku rudziny z kikutem zamiast puchatego ogona. Nim jednak dołączył do grupy, zatrzymał spojrzenie na matce, która towarzyszyła im podczas tego patrolu. Postanowił poinformować ją o tym, że koty w Klanie Burzy ostatnio się wykruszają. Na pewno ta informacja będzie dla niej niczym miód na serce.
<Matko? Następnym razem trzeba zabrać Tęgosza na spacer>



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz