Będąc w żłobku, często gryzł się z Seradelą dla zabawy. Ona była dosyć fajna do zabaw, dodatkowo mieli te same zainteresowania; Mroczną Puszczę i posiadanie autorytetu do Zalotnej Gwiazdy. Rudzielec wiedział jednak, że całkowicie nie chciał się dzielić babcią ze srebrną niebieską kotką. Wiadomo, że była „jego” babcią, nie jej, więc mogła co najwyżej tylko ładnie patrzyć lub dostawać chwilowe pozwolenie na spotkanie z nią, tylko żeby nie było zbyt długie, bo się bał, że mu ją zabierze. Mimo kwestii jego babci to lubili swoje towarzystwo, przynajmniej tak mu się zdawało. Dzisiaj też się z nią bawił. Bawili się w wojowników Mrocznej Puszczy, którzy po prostu się bili z wyznawcami Klanu Gwiazdy. Wyznawcą miał być Garbatek, a on z Seradelką mieli bronić Klanu Wilka przed słabą jednostką.
— Wymrzyj, głupi kocie, który wierzy w Klan Gwiazdy! Nie zasługujesz, by żyć! — Tęgosz rzucił się na Garbatka. Ten oczywiście nie umiał się bronić, jak zwykle. Niczym słabe ogniwo, którym był.
— To głupie! Dlaczego zawsze muszę być wyznawcą Klanu Gwiazdy? — Tęgosz zmrużył oczy i spojrzał na niego.
— Bo jesteś słaby jak oni i taki szkaradny! Wyobrażasz sobie mnie lub Seradelkę w tym miejscu? Za dużo myślisz i to w zły sposób! — przycisnął go bardziej do ziemi, a czekoladowy kocurek po tym nie umiał się zbytnio odezwać. Seradelka patrzyła na to wszystko tylko, nawet odrobinę ze współczuciem, którego Tęgosz nie zauważył. Rudzielec patrzył na Garbatka z wyższością, nie chcąc z niego zejść, by pokazać mu, jaki jest słaby... pokaz jego siły przerwała mu karmicielka.
— Tęgoszu, musisz na chwilę skończyć się bawić. Twój ojciec chce cię widzieć — skoro Cienista Zjawa chciał go widzieć, to pewnie bardzo nabroił lub zrobił coś dobrego, choć nie umiał sobie tego przypomnieć.
— Już idę! — wyskoczył do biegu, oddalając się od Seradelki, Garbatka oraz Wrotyczowej Szramy. Wychodząc ze strefy żłobka, zauważył Cienistą Zjawę, który już na niego czekał.
— Tęgoszu, chce tylko ci przypomnieć, że już nie jesteś kociakiem. Chcę, żebyś tej nocy sprawił, że rodzina będzie z ciebie dumna. Nie możesz odstawać od reszty kociaków Wrotyczowej Szramy. Musisz być od nich lepszy i przetrwać. Wszystko zrozumiane? — jego ojcu chodziło zapewne o tą noc, w której wojownicy wezmą go do lasu, by tam siedział do rana. Wrotyczowa Szrama mówiła im to wcześniej, więc nie był zaskoczony. Chciał sprawić, żeby jego rodzina się uśmiechnęła, jak go zobaczą jako silnego ucznia i przyszły materiał na wojownika.
— Tak, Cienista Zjawo, nie zamierzam okazywać słabości — bez żadnych emocji powiedział to, jakby był proszony na baczność. Nie mógł przecież jakoś głupio tego powiedzieć, musiał tak się zachowywać, by Cienista Zjawa go lubił.
— To świetnie, widzimy się na mianowaniu o świcie — Cienista Zjawa naprawdę wierzył, że jak gdyby nigdy nic, jutro przyjdzie z lasu na mianowanie. Tylko czy on sam wierzył w to tak bardzo, jak on? Jego ojciec przecież nie podszedłby do niego z byle powodu, rzadko go odwiedzał. Już częściej w żłobku widywał Zalotną Gwiazdę. Pozostało mu zatem czekać tylko na to, aż księżyc zawita na samej górze, bo może rzeczywiście przeżyje.
***
Wrotyczowa Szrama wyczyściła ich przed próbą, musiała się upewnić, że wszystkie kociaki będą czyste i dobrze prezentujące się przed klanem.
— Życzę, żebyście przeżyli — jej kąciki pyska lekko się podniosły, kocur udawał, że się tym przejmował, choć tak naprawdę miał to gdzieś i się cieszył, że zerwie z nią kontakt. Jego ojciec nie przepadał za nią, więc nie chciał się mu narażać. Ewentualnie, gdyby była konieczność, to by zagadał, ale nie za bardzo, skoro i tak nie miał o czym. Seradelka tylko przewróciła oczami, a Garbatek spojrzał na matkę.
Podeszli do nich trzej wojownicy, ich transporty do lasu; Kocimiętkowy Wir, Sowi Zmierzch i Wilgowa Gorycz. Akurat jego wzięła ruda kotka, znajoma jego cioci i jeszcze mistrzyni. Czuł się, jakby był namaszczony w jakiś duchowy sposób, a może to znak od przodków, że też będzie kimś wielkim? To się zobaczy. Dorośli wyszli razem z nimi z obozu, a następnie w tym momencie się rozdzielili, Seradelka poszła z Sowim Zmierzchem, a Garbatek z Wilgową Goryczą.
***
Ruda mistrzyni szła z nim przez las iglasty, ta przestrzeń była tak szeroka, że gdyby poszedł tu sam, to by się zgubił na dłuższy czas. Był przyzwyczajony do żłobkowych ścian, których nie opuszczał, bo chciał być grzeczny i pokazać, że nie sprawia problemów.
— Słyszałam o tobie. Tęgosz, tak? Twoja ciocia opowiadała mi dużo o tobie. Że lubisz dużo słuchać i jesteś kotem bezproblemowym. Zanim dojdziemy w idealne miejsce, gdzie cię zostawię, to jak się aktualnie czujesz? Masz stracha? — kotka na końcu żartobliwie zaakcentowała, czy się boi. Tęgosz jednak tego nie wyłapał zbytnio. Ogólnie trudno mu czasem było wyłapać, czy coś było mówione żartem, czy nie.
— Nie, nie mam. To tylko noc w lesie. Żadna tragedia — bo niby czego miał się bać? Że drzewa go zjedzą? Że krzaki go wchłoną? Jeszcze czego. Powiedział zwięźle i krótko co sądził, nie było co rozgadywać się o tym, że będzie w lesie siedział.
— Dobrze to słyszeć, ponoć zwierzyna właśnie wyczuwa strach ofiar, przez to można być łatwym łupem, ale skoro się nie boisz, to jak zaśniesz, tak się obudzisz z rana — kotka była dość miła dla niego, a nawet była sympatyczna dosyć. Nie wiedział, co wtedy odpowiedzieć, ale miał nadzieję, że ona nie uzna tego za niegrzeczne, po prostu na serio nie wiedział, jak ciągnąć rozmowę dalej, co jeszcze przytoczyć... Przyjaciółka jego cioci naprawdę była fajna na pierwszy rzut oka. Miał nadzieję, że się bardziej poznają. Ich spacerek już się skończył, bo Kocimiętkowy Wir przystanęła.
— Już jesteśmy. To pamiętaj tylko, by nie szukać Seradeli z Garbatkiem i żeby nie wracać do obozu. Życzę, żebyś przeżył, Tęgoszu — kotka pomachała mu ogonem na pożegnanie, po czym zniknęła między iglastymi drzewami, a on teraz musiał znaleźć przyjemną ściółkę do spania. Było dużo paproci, więc położył się pod nimi, akurat tam, gdzie go zostawiła ruda kotka. Nie było dziur pod korzeniami, czy w samej ziemi. Musiał skorzystać z naturalnego kamuflażu, jakim były liście. Bezproblemowo zasnął, wierząc, że skoro inni byli pewni, że przeżyje, to czemu i on miałby w to wątpić.
***
— Tęgoszu! Gdzie jesteś? — to nie był drapieżnik, rozpoznał po głosie, że to ten sam kot, który go tu przyniósł. Wyszedł z zieleniny w stronę Kocimiętkowego Wiru.
— Tutaj jestem! — ujawnił się kotce, ta tylko obróciła się do niego z widocznym uśmiechem.
— Wiedziałam, że przeżyjesz, teraz wrócimy do obozu na twoje mianowanie — kotka pokazała mu, żeby za nią podążał, a on bez protestu wykonał jej polecenie. Tata będzie z niego dumny, jak i reszta rodziny, że przeżył. Jedno osiągnięcie, na tle jego przyszłych, których zamierzał dokonać w przyszłości.
***
Powoli mu się zaczynało nudzić. Mijając, zdawało się, ciągle te same drzewa, miał wrażenie, że nigdy nie wyjdą z tego labiryntu zrobionego z drzew. Obóz na szczęście, niczym na zawołanie, ich właśnie powitał swoją majaczącą sylwetką nieopodal. Weszli tunelem do azylu, a mistrzyni postawiła go na ziemi. Rozejrzał się i zobaczył, że Seradelka też wróciła z Sowim Zmierzchem, ale nie było śladu po Garbatku. Cóż, na szczęście nie wrócił, o jednego mazgaja mniej.
— Niech wszystkie koty Klanu Wilka zdolne do samodzielnego polowania zbiorą się przed mównicą! — rozkazała Zalotna Gwiazda. Czyżby nie czekała na czekoladowego kocura? No cóż, biedulek, będą musieli bez niego zrobić ceremonie.
Przywódczyni posłała mu i Seradelce pokrzepiający uśmiech, a Tęgosz, choć miał pysk bez emocji, to jego oczy aż zabłyszczały na moment. Czuł tę dumę, którą wyrażała jego babcia, patrząc na nich. Najlepsze uczucie, jakie czuł. Przywódczyni kontynuowała.
— Wiedziałam, że nie zawiodę się na tej dwójce młodych kotów — mówiła z dumą, a jego serce napełniało się dumą. — Tęgoszu, wystąp — nakazała mu jego babcia. Serce mu na chwilę stanęło, ale wysunął się na środek, patrząc na swoją babcię, która rozglądała się bacznie za tłumem wojowników.
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Cętkowaną Łapą, a twoją mentorką zostanie Tropiąca Łaska. Jestem pewna, że przekaże ci całą wiedzę, którą wcześniej zdobyła od samego zastępcy tego klanu — szkolił ją zastępca klanu?! Super! Miał się czym teraz chwalić przed Seradelką. Podszedł do Tropiącej Łaski i zetknął się z nią nosem.
— Seradelo, wystąp — poleciła szylkretka, gdy kocur wraz ze swoją mentorką musieli się odsunąć na bok. Grzecznie siedział obok czekoladowej szylkretki, było widać na jej pysku zadowolenie. Cieszył się, że nie tylko sprawia radość swojej rodzinie, ale i innym. Co do jego imienia, to nawet było ładne, Cętkowana Łapa… pewnie to imię było od jego cętek na futrze.
Gdy Seradelka podeszła pod mównicę, to jego babcia uśmiechnęła się szerzej.
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwana Seradelową Łapą, a twoją mentorką… zostanę ja sama — kotka zeszła z pnia i dotknęła nosem, nosa swojej nowej uczennicy, Seradelowej Łapy. Cętkowana Łapa, zamiast się cieszyć, wbił pazury w ziemię ze złości. Czemu to ona dostała jego babcie za mentorkę?! On przecież był idealnym wyborem, prawda? Prawda?! Wszyscy pokładali w nim tak wielkie nadzieję, a okazało się, że najlepszego mentora dostała niebieska srebrna kotka, która jeszcze się uśmiechała przed nosem. Niech tylko jej głupi ten uśmiech zedrze, niech tylko ją oszpeci! Po zakończeniu mianowania chciał się zrewanżować, ale usłyszał, że coś sapie, idzie tak głośno, że niosło się aż echem po obozie. Wilgowa Gorycz przyszedł z czekoladową kreaturą, na Mroczną Puszczę! Co on tu robił?! Miał przecież zostać zjedzony przez kogoś! Wielka szkoda dla klanu. Czarna szylkretowa van kocica wróciła na mównicę, przywołując Garbatka do siebie.
— Od dziś, aż do zakończenia treningu, będziesz zwany Garbatą Łapą — tu przerwała, na chwilę, po czym mówiła dalej.
— Twoją mentorką zostanie Cykoriowy Cykor. Myślę, że do siebie pasujecie — stwierdziła, uśmiechając się złośliwie. Cętkowana Łapa nawet chciał się zaśmiać z tej sytuacji, ale nie wypadało tak. „Garbata Łapa”, to imię, którego by nie umiał wymówić bez nabijania się z takiego robala. Nawet Cykoriowy Cykor nie chciała wyjść na środek, póki ktoś jej nie popchnął. Szybko dotknęła czekoladowego nosem, po czym rozpłynęła się gdzieś w tłumie. Zalotna Gwiazda zakończyła zebranie klanu, a Cętkowana Łapa zapomniał już o zazdrości do Seradelki o zabranie jej babci. Teraz myślał o tym, czy w ogóle takie coś, co wygląda jak pomiot gwiezdny, by przeżyło swój pierwszy trening? No chyba nie, nigdy w życiu. Cętkowana Łapa posłał spojrzenie Tropiącej Łasce, na co ta lekko się skrzywiła.
— Co się tak patrzysz? Dopiero jutro będę cię trenować, tymczasem rób, co chcesz dzisiaj, ale następnego wschodu słońca pójdziemy na trening i cię nie oszczędzę — wojowniczka odeszła, a on poszedł do Seradelowej Łapy.
— Gratulacje mentorki, mam nadzieję, że będziemy razem trenować — chciał się upewnić, że nie będzie za bardzo się kleiła do jego rodziny.
— Uczepiłeś się mnie jak rzep, że chcesz ze mną trenować? — chciał jej już coś zrobić, ale nie mógł się tak poniżyć. Tylko prychnął.
— Nie, czepialska księżniczko, po prostu silniejsze koty powinny przebywać w swoim towarzystwie. Tak jest zbudowany nasz klan, a na margines społeczny idą takie szkodniki jak twój brat — kotka nic na to nie odpowiedziała, gdy wspomniał o jej bracie, zaś on oddalił się od niej. Teraz miał nowy cel. Musiał pokazać Zalotnej Gwieździe, że jest lepszy od Seradelki.
[2045 słów]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz