— A ja nie lubię tego Wilczego Skowytu. Pewnie niczego pożytecznego jej nie przekaże!
Na pysk łaciatej wkradł się uśmiech. Oczywiście. Nikt nie wyszkoli jej lepiej, niż one.
— Wilczy Skowyt jest mało inteligentny i szkoda, że Miodowa Łapa musi go znosić — przyznała, wstając wreszcie ze swojego miejsca. Otrzepała się z paprochów, po czym posłała rozpromieniony uśmiech swojej kompance, jednocześnie witając się z Miodową Łapą. — Ale my nadrobimy u niej zaległości, jakie mogły wystąpić w związku z jego niedbalstwem — powiedziała i strzepnęła uchem.
Gdy znalazły się poza obozem, szylkretka czasami spotykała się z faktem, iż szła za szybko, co sprawiało, że Miodowa Łapa zostawała niekiedy w tyle. Zwolniła więc kroku, czując lekkie poirytowanie takim stanem rzeczy, ale nie mogła się przecież dziwić… pieszczochy zawsze były utuczone, w tym przypadku nie było inaczej, a w dodatku pewnie nie musiała nigdy wcześniej przemierzać sporych terenów lasu jako swojej dziennej rutyny, dlatego nie miała nawet wyrobionych pod to łap. Gdy znalazły się nieopodal ulubionego miejsca Słoty na polowanie na króliki, Kocimiętkowy Wir zaczęła się skradać, a Ognikowa Słota przywarła do ziemi. Miodowa Łapa obserwowała towarzyszki, nie wiedząc chyba za bardzo, co ze sobą zrobić. Obydwie wystrzeliły w tym samym momencie. Rudaska pognała za jedną zdobyczą, a w oczy drugiej mistrzyni rzuciło się ładnych rozmiarów ptaszysko, które odbiło się od ziemi i gdy już miało ulecieć tak, żeby Słota go nie sięgnęła, zahaczyła pazurem o jego skrzydło, zaciągając go bliżej siebie i wgryzła się w nie, uderzając nim zwinnie o ziemię. Przygniotła ptaka swoim ciężarem, po paru uderzeniach serca wgryzając mu się wreszcie w gardło, do którego udało jej się dobrać. Metaliczny posmak rozpłynął jej się po podniebieniu, gdy ciało jej celu zwiotczało. Kocimiętkowy Wir wyszła z krzewów z innym ptakiem, ale równie doskonale wyglądającym. Mistrzyni spojrzała na nią z zadowoleniem. Odłożyła swoją zdobycz u własnych łap, gratulując przyjaciółce sukcesu. Zielonooka nie zwlekała z podobnym gestem. Miodowej Łapie zaś, o dziwo, udało się złapać myszkę, która akurat wpadła jej pod łapy.
***
Zastrzygła uchem, gdy do obozu weszło dwóch wojowników. Tęgosz kroczył u boku rudaski. Od swojej najdroższej przyjaciółki, Kocimiętkowego Wiru, dowiedziała się, że rudy wcale, a wcale nie obawiał się tej nocy, co również było dla niej dobrym znakiem. Skoro nie był spięty, to istniała mniejsza, a praktycznie zerowa szansa na jakiś głupi ruch z jego strony, który mógłby potencjalnie kosztować go życie. Na sam ten widok uśmiechnęła się z dumą, czując przyjemne uczucie rozpływające jej się po piersi. Wiedziała, że przeżyje! Gdyby sobie nie poradził, to by nie był synem jej brata ani dumnym Wilczakiem, przed którym kreowała się świetlana przyszłość oby pozbawiona płonnych nadziei czy głupstwa. Nie podobało jej się, że przy kociętach wiecznie siedziała Wrotyczowa Szrama, ale mistrzyni nie mogła zrobić z tym szczególnie wiele, ponieważ pręgowana miała prawo chcieć pilnować własnych pociech. Nie wolno było jej jednak wygadywać głupstw o tym durnym Klanie Gwiazdy w obecności Tęgosza, jej wspaniałego bratanka. Jak dobrze, że już nie będzie musiał przebywać w jej obecności! Zostanie dzisiaj uczniem. Może i zostałby przydzielony jej, żeby szkolić się pod jej czujnym okiem? Od mianowania Cykoriowej Cykorii minęło już też trochę. Spojrzała na Zalotną Gwiazdę siedzącą na pniu, wyczekującą przybyłych kotów. Wojowniczka poruszyła ogonem niespokojnie, nie mogąc doczekać się, aż dowie się, czy zostanie przydzielony jej dzisiaj jakiś uczeń. Była zdania, że zasługiwała na wyszkolenie kolejnego wojownika Klanu Wilka. Tym razem dopilnowałaby, żeby nie przynosił jej wstydu! Tak, jak ta strachliwa kotka.
Gdy Kocimiętkowy Wir usiadła obok, Ognikowa Słota otarła się o bliską jej kotkę na powitanie.
— Wiedziałam, że sobie poradzi. W końcu jest jednym z nas! — ruda zachichotała radośnie, acz cichutko, żeby przypadkiem nie przeszkodzić w ceremonii.
Ognikowa Słota zamruczała, gdy następne ciepłe uczucie zaczęło w niej promieniować. Położyła swój ogon na tym Wilczaczki obok niej. Ich boki stykały się, gdy tak siedziały i oczekiwały mianowania kociąt.
— "Musiał sobie poradzić. Jeśli byłoby inaczej, oznaczałoby to, że zwyczajnie był niegodny, żeby żyć w naszych kręgach" — pomyślała brązowooka, zachowując to jednak dla siebie, ponieważ Zalotna Gwiazda zabrała głos. Nie chciała przerywać czy przeszkadzać matce. Nigdzie nie było śladu po Garbatku, którego Ognikowa Słota widziała zaledwie kilka razy, ponieważ nigdy jej nie interesował. Był słaby i płaczliwy. Klan Wilka nie był miejscem dla kotów jego pokroju. Zauważywszy, że nawet Seradela sobie poradziła, zamruczała pod nosem. Może to ona zostałaby jej uczennicą, jeśli Tęgosz dostałby kogoś innego za mentora? Marzył jej się porządny uczeń, któremu mogłaby pokazać wszystkie najważniejsze zasady panujące w Klanie Wilka…
Tęgosz siedział tak, wpatrując się bez większych emocji wymalowanych na pysku. Ognikowa Słota odniosła wrażenie, że był niezwykle podobny do swojego ojca. Może i nie tyle co z wyglądu, a bardziej charakteru. Cienista Zjawa od zawsze był taki cichszy i zachowywał większość emocji dla siebie. No chyba, że akurat udało im się pokłócić o coś błahego, a w przeszłości często im się zdarzały takie nieprzyjemności. Jak dobrze, że wyrósł na porządnego kocura.
Tropiąca Łaska została mentorką Cętkowanej Łapy. Mistrzyni poruszyła ogonem niespokojnie. Dlaczego akurat ona, ze wszystkich kotów? Pozostała jednak na swoim miejscu, z takim samym wyrazem pyska, nie chcąc okazywać jakiegokolwiek niezadowolenia. Skoro matka uznała, że to ona będzie dla niego najlepszą mentorką, Słota musiała to uszanować. To, że ona miała swoje nieprzyjemności z Tropiącą Łaską, sięgające jeszcze czasów, kiedy obydwie były w żłobku, nikogo nie interesowało i nie było powodem do tego, żeby mistrzyni podważała zdanie liderki. Nigdy by nie śmiała.
— Cętkowana Łapa, Cętkowana Łapa! — zaczęła skandować dumnie, posyłając bratankowi zadowolone spojrzenie. W międzyczasie Seradela została mianowana na uczennicę i zyskała nowe imię – Seradelowa Łapa. Ponadto jej mentorką została sama Zalotna Gwiazda, co było dość wyjątkowe. Później do obozu wtargnął Wilgowa Gorycz wraz z tym słabym ogniwem. Jakim cudem przetrwał noc w lesie? Czy żadna sowa nie była dzisiaj głodna? Zadziwiająco wiele słabych kotów przeżyło swoją próbę w lesie w ciągu całego życia mistrzyni, co lekko ją martwiło. Oby tylko nie przynosili szkód dobrej opinii Klanu Wilka wśród reszty przynależności, ale i wśród samych Wilczaków. Co było nawet bardziej zadziwiające – Cykoriowy Cykor dostała pod swoją opiekę Garbatą Łapę. Pasowali do siebie. Przekaże mu tyle, co nic, a ten będzie chodził z pustym łbem i przekazywał dalej pustość umysłową.
***
Pora Nowych Liści wreszcie nadeszła. Pierwsze, ciepłe promienie słońca już zaczęły wygrzewać rozłożyste kamienie, zapraszając wręcz starszyznę, a nawet i resztę chętnych kotów do ocieplenia kości i dostarczenia sobie trochę szczęścia w postaci odpoczynku na przyjemnym słoneczku. Mistrzyni przeciągnęła się, prostując tylne łapy i wyginając odrobinę ogon. Gdy skończyła poranną toaletę, wybrała się pod stertę w celu spożycia posiłku. Niedługo później obok niej pojawiła się znana jej rudaska.
— Cześć, Kocimiętko. Co byś chciała zjeść? — zapytała przyjaźnie, oferując Wilczaczce, że jej wyjmie ze sterty najświeższy kąsek. Zielonooka zamyśliła się na moment.
— Może jakiegoś grzywacza? Akurat dzisiaj jestem głodna… — przyznała spokojnie, uśmiechając się “smutno”. Szylkretka kiwnęła głową i szukając konkretnej zdobyczy, wybrała dla siebie królika, a dla Wilczaczki obok gołębiowatego, pulchnego ptaka. Pomyślała od razu o ich ostatnim polowaniu. Na jej pyszczku zakwitło rozpromienienie. Bardzo miło jej się spędzało czas z rudą, cieszyła się bardzo, że wreszcie miały okazję, żeby zbliżyć się nawet bardziej do siebie. Dobrze było mieć obok kogoś takiego, jak Kocimiętka. Rudaska wymyśliła wtedy, że chciałaby latać niczym ptak i czy gdyby zjadła wystarczająco piszczek, to że może dostałaby skrzydeł. Ognikowa Słota nie potrafiła sobie tego wyobrazić, ale od razu przyszło jej na myśl to, że pobratymczyni miała naprawdę bujną wyobraźnię.
— Nadal chciałabyś, żeby ci wyrosły skrzydła? — zagadnęła, odgryzając pierwszy kęs swojej zwierzyny. Oblizała policzki, po chwili biorąc następny i następny, słuchając tak odpowiedzi kotki obok. W oczach mistrzyni zatańczyły iskierki podekscytowania, prawie jak u kocięcia, które właśnie dowiedziało się, że za niedługo zostanie mianowane na ucznia. Mimo wszystko odpłynęła na parę uderzeń serca myślami, jakby potrzebowała się porządnie nad tym zastanowić. Wystawiła ciut swój język, prawdopodobnie nieświadomie.
— Tak! Wyobraź sobie, jak wolna bym wtedy była. I może ty też! Może tobie również by wyrosły i poleciałybyśmy gdzieś razem. Wtedy nie męczyłyby się łapy, a same skrzydła, więc w razie zmęczenia, mogłabyś odpocząć w powietrzu lub na lądzie, jak byłoby ci wygodniej — przedstawiła, po czym sama zabrała się za swoją część zdobyczy.
Może gdyby zjadła wystarczająco uszaków, to i jej wyrosłyby takie długie uszy, łapy już miała długie, więc brakowało jej tylko krótkiego ogona, chociaż Kocimiętkowy Wir taki miała… może jej było bliżej do królika, niż do ptaka? W takim razie, ciekawe do czego Słocie było bliżej?
***
Słota przeprosiła na moment Kocimiętkowy Wir, ponieważ chciała porozmawiać ze swoim bratem. Ruda kiwnęła jej głową na znak, że się nie gniewa i ustawiła się obok wyjścia z obozu. Dzisiaj Słota również umówiła się z nią na polowanie. Wracając do ostatniej ceremonii… Szylkretka nie zamierzała gratulować Cykoriowemu Cykorowi, komuś tak przykremu. Szczególnie że sama czekoladowa, wydawało się, była zawstydzona tym faktem, bo gdy tylko zetknęła się wtedy nosami z tym garbatym, to rozpłynęła się w tłumie niczym cień. Mistrzyni, podszedłszy do burego, a także Cętkowanej Łapy, bliżej, przywitała się z nimi z uśmiechem wymalowanym na mordce. Byli w trakcie rozmowy, ale nie przeszkodziła im jakoś szczególnie.
— Cienista Zjawo, Cętkowana Łapo, chciałabym wam szczerze pogratulować. Tobie bracie, że tak doskonale radzisz sobie jako ojciec; dbałeś, żeby Tęgosz nie dowiadywał się przypadkiem o wszelkich szkodliwych treściach, jakie Wrotyczowa Szrama mogła potencjalnie mu chcieć przekazywać, a ponadto każdego dnia przysługiwałeś i nadal przysługujesz się klanowi. Jesteś kotem godnym naśladowania. A tobie, Cętkowana Łapo, życzę samych owocnych treningów. Korzystaj z nich jak najwięcej, wynoś tyle wiedzy, ile możesz. Cieszę się bardzo, że przeżyłeś próbę w lesie — posłała mu uśmiech, w jej oczach kryły się nadal wszelkiego rodzaju nadzieje względem bratanka, a także oczekiwania, których nie zamierzała ukrywać. Nie podejrzewała, że przyniesie ich rodzinie wstyd, ale kto wie… — Myślę, że powinniśmy wybrać się niedługo na rodzinny spacer. Teraz, kiedy opuściłeś żłobek, będziesz miał więcej swobody, jednak pamiętaj, żeby nie zapędzać się za bardzo. Nie wolno ci samemu wychodzić poza obóz, ale to już na pewno wiesz — zaczęła, na co Cienista Zjawa kiwnął głową.
— Ognikowa Słoto, siostro, mój syn jest porządnym kocurem. Jeszcze przyjdzie mu się wykazać, a co do spaceru… — tu zamyślił się na parę uderzeń serca. Wreszcie poruszył końcówką ogona. — Myślę, że to świetny pomysł. Na pewno nam nie zaszkodzi takie rodzinne spotkanie — powiedział, na co kąciki ust Słoty same się uniosły ku górze. Cętkowanej Łapie to najprawdopodobniej również nie przeszkadzało, a przynajmniej tak myślała. Zerknęła na niego.
— Jeśli martwisz się, co powie o tym Tropiąca Łaska, to ja już zadbam o to, by cię puściła. Relacje z rodziną są ważne. Oczywiście trening również, ale my także jesteśmy w stanie nauczyć cię wiele. Co nie oznacza, że nie powinieneś słuchać się i polegać również na swojej nowej nauczycielce — wyjaśniła mu, żeby wszelkie zmartwienia, jakie tylko mogły przylatywać teraz do jego łebka, znalazły ujście.
Po skończonej rozmowie powróciła do znanej jej kotki, po czym udały się na spacer poza obóz. Rodzinna przechadzka będzie miała miejsce kiedy indziej, może jak pogoda będzie bardziej dopisywała, a Ognikowa Słota chciała spędzić obecnie czas ze swoją przyjaciółką.
<Kocimiętkowy Wirze, zdrowo jest tyle chodzić, szczególnie w moim towarzystwie>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz