— Tak! Chętnie zjem królika… A co to królik?
Figa się zaśmiała, końcówką ogona dotykając łebka córki.
— To takie szare zwierzę z długimi uszami. Poczekaj, pobaw się chwilę z tatą i Puchaczem, a ja ci go upoluję.
Wrona podskoczyła, musnęła mamę pyskiem w bark i w podskokach pobiegła do reszty rodziny.
— Tato? Pobawimy się w lisaaa? — spytała, słodko mrugając pomarańczowymi oczkami.
— No dobrze — odpowiedział Topola i zaczął się skradać — Grrr, jestem paskudnym lisem!
— Puchacz! Puchacz? Puuuchaaacz! — zawołała brata, który patrzył się na coś w ziemi. Czekoladowy podniósł łebek.
— Puchacz! Chodź! Mamy lisa do pokonania!
Brat przekręcił głowę, ale potem zrozumiał, o co jej chodziło. Podbiegł do niej i machnął łapą w ucho Topoli.
— Nie damy ci wygrać, przebrzydły lisie! — rzekł Puchacz, obnażając kły.
— Właśnie! Uciekaj, ty paskudo!
Kociaki przez długi czas biegały w kółko i wskakiwały na tato-lisa, któremu nie przeszkadzały gryzienie czy skakanie po nich. Z wiru zabawy wyrwała ich Figa, która wróciła z pięknym, dużym i szarym stworzeniem w pysku. Maluchy, słysząc kroki, obróciły głowę i na widok mamy zeszły z Topoli i usiadły koło niej.
— To dla was. Długo szukałam tego odpowiedniego. Smacznego!
Figa położyła królika na ziemi. Wrona, wpatrując się w niego, pacnęła go łapką (bo co, jak tylko udaje?) i wzięła kęs.
— Hmmm! Bardzo smaczny! Ale nic nie przebije gołębia!
Zwisłoucha zaśmiała się i otoczyła ogonem dymną.
<Figa?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz