Ciąg dalszy ucieczki
* * *
Kocur cofnął się w głąb szopy. Teraz, gdy bardziej się już rozbudził, wyraźnie czuł ostry zapach psa. Jak to możliwe, że wcześniej go nie wyczuł? Czemu nie sprawdził szopy wcześniej? Uczeń starał się być tak cicho, jak to tylko możliwe. Co miał teraz zrobić? Nie umiał biegać tak samo szybko jak wojownicy. Nie miałby szans na ucieczkę przed psem. Może gdyby spróbował powoli podkraść się do wyjścia, zdołałby uciec z szopy niezauważony? Ostrożnie stawiając łapy na brudnym podłożu, uczeń skierował się w stronę wyjścia. Gdy był już w połowie drogi, zebrał się na odwagę, by spojrzeć na bestię. Na jej szyi wisiała linka, taka, za jaką trzymali swoich pupili dwunożni. Czemu jakiś dwunożny zostawił swojego psa w lesie? Samica panicznie drapała w kwadratowy, drewniany obiekt, tak, jakby chciał dostać się do środka. Ku zaskoczeniu Gołąbka w oczach zwierzęcia widniał strach. Taki sam, jaki odczuwał uczeń. Co ten pies próbuje zrobić? Gołąbek zawęszył ponownie. Zaraz… czy był tu jeszcze drugi pies? W powietrzu, poza zapachem psa, czuć było jeszcze inny, słaby, mleczny zapach. Nie był to zapach przyjemny, ale w pewnym stopniu przypominał zapach kocięcia. Z wnętrza kwadratowego przedmiotu wydobyło się piskliwe szczeknięcie. Był tam szczeniak! Serce ucznia przejęło współczucie. Ta biedna psia mama zgubiła swoje dziecko w tym dziwnym pudle! Uczeń powoli podszedł do samicy psa, modląc się, by ta nie zaatakowała. Bestia odwróciła głowę w jego stronę, kwiląc. Gołąbek podszedł do pudła i wspiął się na nie. Na górze obiektu była dziura. Szczeniak prawdopodobnie wpadł właśnie przez nią. Chociaż suczka wkładała do niej pysk, jej dziecko leżało zbyt głęboko. Za bardzo się bało, aby podejść bliżej otworu. Dziura była zbyt mała, by zmieścił się w niej dorosły pies. Miała ona jednak idealny rozmiar dla kota. Może mógłby spróbować pomóc suczce wyciągnąć jej szczeniaka? Gdyby udało mu się popchnąć szczeniaka, jego matka najprawdopodobniej dałaby radę wsadzić pysk do dziury i po niego sięgnąć. Nie namyślając się dłużej, kocur wskoczył do dziury i skierował się w stronę szczeniaka. Podszedł do niego od tyłu i zaczął pchać. O dziwo, mały posłusznie poszedł do przodu, cicho skamląc. Gdy był już bliżej otworu, samica psa sięgnęła raz jeszcze. Udało się jej chwycić małego za luźną skórę na karku. Po chwili wyjęła go z pudła, radośnie machając ogonem. Zaraz za szczeniakiem wyszedł Gołąbek. Powitało go liźnięcie w głowę, od którego aż się zachwiał i prawie wpadł z powrotem do dziury. Czy ta wielka suczka właśnie go liznęła? Nie wiedział, że psy mogą być takie przyjazne! Uczeń zeskoczył z pudła. Prawie natychmiast przypomniał sobie o mentorze. Ból, który chwilowo zniknął przez strach, teraz znów powrócił.
— Idźcie już — wyszeptał w stronę psów — zostawcie mnie.
Psy nie wyglądały, jakby miały zamiar iść. Wręcz przeciwnie. Szczeniak zaczął niezdarnie biegać wokół Gołąbka. Wyglądał zupełnie jak kociak zapraszający do zabawy. Tyle że większy.
— Nie chcę się bawić. Idź sobie! — Uczeń skierował swoje kroki z powrotem do swojej kryjówki. Chociaż fascynowało go dziwne zachowanie psów, chciał znów ukryć się i być sam.
* * *
— A ty to kto, zacofany kocie z lasu? Kradniesz zwierzynę mojej dwunożnej? — Kotka powitała go właśnie tymi słowami, rzucając mu złowieszcze spojrzenie.
Zaskoczony i zakłopotany, Gołąbek zupełnie nie wiedział, co ma odpowiedzieć. Po chwili jednak uznał, że lepiej będzie wyznać prawdę. Może ta dziwna pieszczoszka postanowi się podzielić.
— Ja… nie uczyłem się polowania, a jestem bardzo głodny! Proszę, czy podzielisz się ze mną jedzeniem? — poprosił najgrzeczniej, jak umiał.
— No dobra — zgodziła się Pieszczoszka — ale pod jednym warunkiem. Jeśli spotkasz kogoś z Klanu Burzy, powiesz im, że Oświecona, czyli ja, zakłada nową religię, i jeśli ktoś jest chętny, to może do niej dołączyć. Może ci zapchleńcy jeszcze zmienią zdanie. Kiedyś poznają prawdę, mówię ci!
Gołąbek był bardzo zdezorientowany, ale mimo wszystko przytaknął. Poczęstował się zwierzyną. Gdy już miał odejść, Oświecona znowu się odezwała.
— A może ty chcesz dołączyć i otworzyć się na prawdę? — zapytała.
— J-jaką prawdę? — spytał Gołąbek.
— Taką, że dwunożni to istoty nadprzyrodzone, a Klan Gwiazdy to bzdury.
— Ja też nie wierzę w Klan Gwiazdy. Nie wyznaję też dwunożnych, ale twoja wiara brzmi bardzo ciekawie. — Uczeń starał się podejść do sprawy z jak największym respektem. Choć on sam wierzył we Wszechmatkę, miał szacunek do innych wyznań, nawet tych najdziwniejszych.
— Zawsze możesz się nawrócić. Brak wiary w Klan Gwiazdy to już pierwszy krok. Jeśli do nas dołączysz, nie będziesz żałować. Czy wiesz, że dwunożni potrafią władać psami? Moja dwunożna ma już jednego, i podobno zamierza wziąć kolejnego! — zamruczała Oświecona
— Dziękuję za propozycję, ale jednak odmówię — odpowiedział. — Zaraz, czy powiedziałaś, że chce wziąć kolejnego? — Gdyby psy, które znalazł uczeń, zostały na terenie Owocowego Lasu, najprawdopodobniej zostałyby wygnane przez jakiś patrol. Suczka i jej szczeniak byłyby bezpieczniejsze z dwunożną.
— Wrócę jutro. Przyprowadzę psy. — Nie czekając na odpowiedź, Gołąbek ze zwierzyną w pysku pobiegł z powrotem do szopy, pilnując, by nie zauważył go żaden patrol.
* * *
Następnego dnia Gołąbek zaprowadził psy do miejsca ze skórą dwunożnych. Zanim to jednak uczynił, zgodził się na zabawę ze szczeniakiem. Przez ostatnie dni mały codziennie o to prosił, jednak Gołąbek go ignorował. Mały piesek bawił się prawie tak samo, jak bawiły się kocięta, co bardzo zaskoczyło ucznia. Nie widział, że psy tak potrafiły! Do skóry dwunożnych kocur zaprowadził suczkę, ciągnąc ją za linkę. Jej szczeniak posłusznie dreptał za nią. Specjalnie wybrał porę, w której większość kotów była w obozie. Nikt go raczej nie zauważy. Tym razem właścicielka skóry wraz z Pieszczoszką siedziała na zewnątrz. Gdy dwunożna zobaczyła psy, z jej gardła wydobył się podekscytowany pisk. Pobiegła do zwierząt, rozkładając swoje wielkie łapska. Gołąbek odskoczył szybko ze strachem, jednak oba psy wydawały się być bardzo zadowolone. Zaczęły lizać dwunożną po łapach, dając się jej głaskać i przytulać. Ku swojemu zdziwieniu, widok psów i dwunożnej uszczęśliwił go. Szczęście pokryte było warstwą cierpienia, ale czuł je nadal. Może powinien był już wrócić do obozu? Inni napewno się o niego martwili. Choć jego umysł nadal nakazywał mu się ukrywać, serce mówiło mu, że czas wracać.
* * *
— Gołąbku? — zawołał w stronę kocurka.
[1429 słów]
<Wiciokrzewie?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz