Teraz, pomimo łagodnej Pory Nagich Drzew i raczej dobrze się zapowiadającej Pory Nowych Liści, nie powodziło im się najlepiej. Byli głodni. Tak strasznie głodni, że Rysi Trop dla większości przestała być morderczynią, tylko jadłem na czarną godzinę.
Sam Mglisty Sen łapał się nad tym, jak jego umysł został zaćmiony mgłą naturalnych potrzeb i chęci przeżycia, a moralność i szczytne cele gdzieś zniknęły, niczym widmo.
Zabrano ich na tereny Owocowego Lasu, wrzucono do izolatki, której strzeżono lepiej, niż oni strzegli Rysiego Tropu. Oprócz tego wszystkie Świetliki zostały wrzucone wraz z ową morderczynią do jednego miejsca. Z kotką, która była przez tak długi okres czasu więźniarką. Nie potrafił w to uwierzyć, dlatego za wszelką cenę wraz z Zapomnianą Koniczyną i Poziomkową Polaną starali się siedzieć jak najdalej od niebieskiej szylkretki. Ich posłania były po drugiej stronie izolatki, a oni, leżąc koło siebie, dzielili się własnym ciepłem.
Ciekawscy stróże oraz wojownicy zaglądali do środka izolatki. Czasami coś mruczeli w ich kierunku, jednak żadne słowa nie docierały do uszu Mglistego Sna. Był śpiący oraz głodny i czuł jak bardzo niewygodnie jest mu pod własną skórą.
Spojrzał nieobecnym wzrokiem na Zapomnianą Koniczynę, który położył swój pysk na łapach i również był gotów do zaśnięcia.
— Przepraszam was, że musiało się to wszystko tak właśnie potoczyć. Słusznie miałeś wątpliwości co do planu Jarzębinowego Żaru. Nie powinniśmy uciekać z Klanu Wilka… Nikt by wtedy nie umarł — powiedział smutno do swoich pobratymców. Zwinął się powoli w kłębek, nie dbając o to, czy łapą przyciął swoją czarną brodę. — Zapomniana Koniczyno, naprawdę dobrze postąpiłeś… Jeszcze będę musiał przekazać w wolnej chwili Czereśni o tym, czego dopuściła się Rysi Trop… — Popatrzył podejrzliwie na byłą kultystkę, która była wycieńczona głodem oraz podróżą na nowe terytorium.
Orientalowi zaświeciły się oczy, kiedy tylko się do niego odezwał. Wiedział, że mało rozmawiali, a przyjacielowi nadal mu na nim zależało. Widział to w jego zachowaniu. Kocur chciał, żeby każdy z nich przeżył.
— Nie musisz za nic przepraszać. Życie w Klanie Wilka nie było najprzyjemniejsze. Dołączymy do Owocowego Lasu i jakoś to będzie.
Właśnie. Musieli zostać zaakceptowani przez Czereśnie i resztę kotów. Znaczyło to, że musieli przyjąć nowe jednoczłonowe imiona, co nie do końca podobało się Mglistemu Snu, gdyż jego imię świadczyło o wysiłku, jaki włożył, żeby zostać wojownikiem Klanu Wilka. Chociaż lepiej mieć jednoczłonowe imię, niż umierać z głodu i choroby gdzieś daleko w lesie. Tutaj mieli szansę na drugie, lepsze życie w społeczności, czego tak bardzo pragnął.
* * *
— Czereśnio. — Skłonił z szacunkiem głową, na co kocur odwzajemnił gest.
— Co jest takiego ważnego, że żądasz widzenia ze mną?
— Chciałem zobaczyć się z tobą w twoim legowisku, żeby porozmawiać na osobności, jednak mi nie pozwolono.
— Jesteś jeszcze więźniem i lepiej żebyś nie chodził beztrosko po obozie oraz chodził po legowiskach. — Przywódca zwrócił mu uwagę.
Skinął krótko głową.
— Chodzi o Rysi Trop.
— Co z nią? — zaciekawił Czereśnie.
— Nie bez powodu była pod stałą opieką w tamtym obozowisku, w którym nas zastaliście. Ona była więźniarką. — Zgarbił się, patrząc śmiertelnie poważnie na pysk rozmówcy. — Zamordowała jakiegoś samotnika, wytrzewiła i rozniosła jego organy po naszym obozie.
Zapadła grobowa cisza w izolatce, przerywana jedynie szumem liści. Czereśnia przyjrzał się śpiącej niebieskiej szylkretce i poruszył zakłopotany wąsami.
— Groziła nam śmiercią. Od początku była kultystką i jest nieprzewidywalna. Jej słowa raczej nie są rzucane na wiatr… Nie wiem, czy powinna dostawać od was szansę na-
Nie zdołał nawet dokończyć zdania, gdy mu przerwano.
— Możliwe, że uda nam się ją zresocjalizować. Przy pomocy ziół oraz odpowiednich kotów, może uda nam się jej pomóc.
Mgkisty Sen zamilkł. Nie było sensu się kłócić z kocurem. Skoro nie widział zagrożenia albo całkowicie ufał swoim medykom, to niech tak zostanie. Nie zamierzał wyprówać z siebie siły, żeby go przekonać. Skinął mu głową.
— A co stało się z resztą Świetlików? Jest was bardzo mało. Gdzie jest Jarzębinowy Żar? Okłamaliście nas, mówiąc, że jest was tylko troje na tamtych terenach. — Ton Czereśni stał się twardy, a jego spojrzenie podejrzliwe i chłodne.
— Przyznam, że was okłamałem, jednak zrobiłem to w dobrej wierze. Chciałem ochronić Świetliki. Nie mogliśmy ufać społecznościom, nie wiem, co mówił o nas Nikła Gwiazda, jednak wiem jedno, że nam nikt by nie uwierzył. Natomiast Jarzębinowy Żar nie żyje. Reszta się rozpierzchła. Nie miałem nad nimi władzy, w końcu zdziczeliśmy. Każdy polował dla siebie i jedynie pilnowaliśmy Rysiego Tropu, by nikomu więcej nie stała się krzywda.
— Rozumiem. Czy to wszystko?
— Tak.
Czereśnia wstał i bez słowa wyszedł z izolatki, a strażnicy zasłonili szybko wyjście oraz większość promieni słonecznych, które wpadały do środka. Mglisty Sen natomiast położył się z powrotem na swoim posłaniu, czekając na to, co miało nadejść w następnych dniach.
“Klanie Gwiazdy, jeśli nadal tam gdzieś jesteście… Dziękuję, że daliście nam szansę. Owocowy Las zostanie naszym nowym domem.”
🍎✨️
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz