Jakiś czas temu
Roztargniony Koperek jak zwykle wstało już o świcie. Głównie dlatego, że późniejsza upalna pogoda nie będzie się nadawać do zbierania ziół. Mimo to typowym dla jeno było wstawanie tak wcześnie, więc i po tych swoich kilku godzinach snu czuło się prawie jak nowo narodzone. Umyło futerko, zjadło drobną mysz, a także jedno z ziół wspomagających trakcie wycieczki. Nadstawiło uszy, słysząc kasłanie gdzieś z boku. Stwierdziło, że poszuka przed podróżą chorego, aby nie roznosił choroby. Chorym okazał się Tygrysia Noc. Szkoda tylko, że wszystkie zioła na biały kaszel dolegający kocurowi właśnie się skończyły lub ewentualnie uschły. Liliowy zaklął cicho pod nosem, stwierdzając, że jednak będzie musiał wybrać się także do legowiska dwunożnych, co znaczyło również, że będzie musiał pokonać rzekę, a także cholerną Drogę Grzmotu. Z reguły nie chodziło na spacery po zioła w tamte strony, robiła to raczej Cisowe Tchnienie. Dziś jednak nie najlepiej się czuła, więc Koper ostatecznie postanowiło wybrać się w tę okropną podróż same. Wyszło z obozu i ruszyli w stronę Ciernistego Drzewa. Gdy było już nieopodal, rozejrzało się za wszelkim niebezpieczeństwem, czy potrzebnymi w klanie ziołami. Jaki Wielki był jeno zawód, gdy obok drzewa nie wyrosła magicznie żadna kocimiętka. Ruszyło w stronę rzeki, mrucząc cicho niezadowolone, gdy było wystarczająco blisko, aby słyszeć jej głośny szum. Przeskoczyło na drugą stronę przy pomocy kamieni. Ja jednym z nich oczywiście omsknęła się jeno noga i już myślało, że może zacząć modlitwy, ale na szczęście wyszło z tego całe. Woda postanowiła jednak nie oszczędzić jego łap, które aktualnie były doszczętnie zmoczone. Wytrzepało futro, myśląc, że taka kąpiel jednak się jeno przyda. Podeszło bliżej Drogi Grzmotu i tak przed wejściem na nią wylizało trochę swoje łapy. Gdy skończyło, zauważyło jadącego Potwora. Po chwili nie widząc już żadnych przeszkód w pobliżu, szybko przebiegło przez ciepłą jezdnię. Pręgowany szybko stwierdził, że chętnie zaznałoby kolejnej kąpieli łap, które aktualnie były aż za ciepłe po przejściu przez drogę. Szło dumnym krokiem jeszcze kawałek dalej, gdy nareszcie dotarło do domostw dwunożnych. Przedostało się, skacząc na płot, który nie stanowił dla jeno żadnej przeszkody. Przeciągnęło się i zaczęło węszyć w poszukiwaniu ziół, dopóki nie usłyszało za sobą czyjegoś głosu. Podskoczyło przerażone i schowało się w krzakach, mając nadzieję, że niebezpieczeństwo szybko odejdzie. Zagrożenie siedziało jednak przed nim, przechylając głowę w bok.
— Co ty robisz? — zapytał nieznajomy o dziwnym według Kopra zapachu.
Niby było w nim coś znajomego, jednak słaby węch nie pozwalał odgadnąć liliowemu, co konkretnie było z nim nie tak. Zapach kota, który pachnie trawą.
— Zioła. Masz tu kocimiętkę — mruknęło bardzo cicho, a po chwili usłyszało, jak kocur się drapie za uchem.
— A po co? — zapytał nieznajomy i to był ten moment, w którym Koper zdecydowało się wyjść z krzaków.
Widząc białe futro całe w zielonej barwie, a także niebieskie oczy, tak podobne do tych jeno cętkowany drgnął lekko, odsuwając się nieznacznie.
— Wybacz. Chyba nie powinno mnie tu być — szepnęło, a w jego oku zakręciła się łezka.
Kocur tak bardzo przypominał jego zaginionego brata, że asystent medyczki zaczął się nagle zastanawiać czy nie był to on.
— Coś się stało? Jak masz na imię? Jesteś…dziki? — zapytał radioaktywny kocur z lekkim, przyjaznym uśmiechem na pyszczku. — Dziwnie pachniesz. To te całe zioła? — zainteresował się.
— Ja… Nic się nie stało. Nazywam się Roztargniony Koperek. Co ma znaczyć, że jestem dzikie? — zmarszczyło lekko brwi.
— No wiesz. Czy jesteś…z lasu — zaśmiał się biały, a liliowy mógł niemal zauważyć jak w oku kocura przebiegła podejrzana iskra, gdy wypowiedziało swoje imię.
— Ach! Zgadza się — mruknęło. — Pachnę ziołami, to prawda. Jestem medykiem Klanu Wilka — uśmiechnęło się słabo.
Pręgus wyglądał tak, jakby w każdej chwili mógł zemdleć lub nawet gorzej, uciec.
— Ktoś mi kiedyś o tym opowiadał. Bardzo słabo to pamiętam — zaśmiał się trawiasty. — Dziwne, że cię kojarzę? — spytał nieco ciszej, marszcząc lekko nosek. — Jestem Brokuł — dodał po chwili, a Roztargnionemu aż zakręciła się łezka w oku.
— Nie to nie może być aż tak wielki zbieg okoliczności — wymamrotało, pocierając nerwowo nos. — Od zawsze tu jesteś? — zapytał liliowy, nerwowo wbijając pazury ziemię.
— Nie sądzę. Chili mówiła mi, że któregoś dnia po prostu przyjechałem tu autem ze swoimi właścicielami — miauknął, a po chwili się otrząsnął. — Ale po co właściwie te pytania? — uniósł lekko brwi.
— Jesteś Brokuł. Ja…byłom Koper — zaczęło powoli, próbując wyjaśnić. — Mam siostrę Brukselkę. Brukselkową Zadrę. Pamiętasz swoją mamę? Miała na imię Kalafior? Ona teraz… nie żyje — rozkręcało się powoli, a jeno głos zdawał się coraz bardziej nerwowy.
— Czyli sugerujesz, że możemy być rodzeństwem? — podsumował, kładąc ogon przed swoje łapy. — To całkiem możliwe. Kojarzę cię. Wiesz, teraz nawet lepiej. Pamiętam, ale…jako kociak był…oś inne? Bardziej skryte, ciche — mruknął, sięgając pamięcią gdzieś w zakamarki swojego móżdżku.
— Niektóre wydarzenia mnie zmieniły. Pamiętasz moje kłótnie z Brukselką? Aktualnie się dogadujemy — uśmiechnęło się słabo. — Jestem asystentem medyka, wiesz? Moje marzenie się spełniło. Co prawda miałom po drodze pewną przeszkodę, ale już jest dobrze. I mam dwie córeczki — skróciło, uśmiechając się nieco szerzej, gdy wspomniało o Cykorii i Aksamitce. — Nie chciałbyś…wrócić? — spojrzało bratu w oczy z nadzieją, której same się po sobie nie spodziewało.
— Wolniej. Chcesz, żebym wrócił? — widocznie zmarkotniał. — Nie mogę. Straciłem…to coś. Trafiłem do Obcinacza. Ucieczka nie jest już czymś, co mnie interesuje — dodał, uśmiechając się lekko. — Ale cieszę się twoim szczęściem. Przyprowadź kiedyś ze sobą kogoś z rodziny. Chętnie zobaczę, kim są teraz. I oczywiście chętnie poznam kiedyś twoje córki. Myślę, że powinnoś już wracać. Niedługo będzie zbyt upalnie, aby bez strat przejść przez jezdnię — miauknął. — Odwiedź mnie kiedyś jeszcze! I do zobaczenia! — rzucił jeszcze, chowając się w legowisku dwunożnych chwilę po tym, gdy usłyszał ich głos.
Koper zabrało trochę kocimiętki i kilka innych ziół, które znalazło po drodze, po czym wróciło do obozu.
***
Od razu po powrocie, widząc Tygrysią Noc, zabrało go do legowiska medyka, żeby wyleczyć go z białego kaszlu. Gdy wojownik odszedł w inną część lecznicy, położyło się w kącie, chwilę odpoczywając. Cisowego Tchnienia nie było, więc szybko uznało, że wyszła po zioła. Miało tylko nadzieję, że poszła z kimś. Było same tylko przez chwilę. Wkrótce legowisko odwiedziła Jaskółcze Ziele wraz z Księżyckiem. Widząc białe futro i wielkie niebieskie oczy nagle prychnęło. Spojrzało na kotkę i zaczęło się zastanawiać czy to aby na pewno jej kocię. Koprowi przeszło nawet przez myśl, że niebieskooki nadawałby się na ucznia medyka. Posłało więc w stronę Jaskółki pytające spojrzenie. Zaczęli też rozmowę. Słysząc pytanie, czy należy do złych kotków, parsknęło śmiechem.
— Pff, przepraszam, co? — uśmiechnęło się, podchodząc do białego. — Nie za bardzo. Znaczy, nie wydaje mi się — zamotało się przez moment. — Więc jeszcze raz, co ci dolega? Masz zachrypnięty głos. Czyżby kaszel? — zapytało, unosząc brwi.
— Kaszel? Chyba? — spojrzał na kota załzawionymi oczkami. — Tu coś wypadło — mruknął, wskazując na swoją klatkę piersiową.
Liliowy nagle wybuchnął śmiechem.
— Jestem Roztargniony Koperek. Dla ciebie może być…asystent Koper. Byle nie pan. I rany! Zabawny jesteś kociaku — miauknęło, wycierając wyimaginowaną łezkę z kącika oka. — Nic nie wypadło. To normalne. Kaszel jest w płucach. Odrywa się, dlatego czasem boli. To nic. Zaraz się tym zajmiemy — miauknęło, podając kociakowi odpowiednie zioła.
Spojrzało na Jaskółcze Ziele i uśmiechnęło się słabo.
— To twój kociak prawda? — zapytało, a kotka kiwnęła tylko głową. — Zostanie wojownikiem? — uniosło lekko brwi.
— Z całą pewnością. Nie pozwolę mu gnić i marnować się tutaj — odparła kotka, wychodząc z legowiska wraz z kociakiem.
— Rozumiem. Do zobaczenia — odmruknęło tak samo oschłym tonem.
<Księżycku?>
Wyleczeni: Tygrysia Noc, Księżycek (Księżycowa Łapa)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz