Wężynka wyślizgnęła się z legowiska uczniów z nadzieją, że spotka przyjemną pogodę na polanie. Nie myliła się jakoś bardzo, ponieważ niebo było prawie bezchmurne, a temperatura powietrza przyjemna. Mgła wciąż otaczała gęsto wyspę, zostawiając wilgoć na wszystkim, co było w jej zasięgu. Terminatorka nie spodziewała się niczego ciekawszego od doskonalenia walki razem z Dryfującą Bulwą czy pogaduszek z Ćmią Łapą oraz Śnieżną Łapą. Ostatnio złapała z nimi nieco lepszy kontakt, spędzały razem wieczory głównie na plotkowaniu. Juniorka lubiła to uczucie stabilności w jej życiu, było spokojne od paru wschodów słońca. Kotka przeciągnęła się nieco zmęczona, widziała jak jej mentor z błyszczącymi oczyma, idzie w jej stronę. Ciekawie jaki trening zaproponuje jej dzisiaj?
— Wężynowa Łapo, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, jeszcze dziś zostaniesz wojowniczką, albowiem odbędzie się teraz twój test. Test na wojownika.
Terminatorka nie spodziewała się, że usłyszy coś takiego! Widziała, że radzi sobie dosyć dobrze na tle jej rodzeństwa, jednak nie spodziewała się, że aż tak dobrze! Tojad ledwo co potrafił złapać mysz, a ona po drżeniu ziemi była w stanie rozpoznać co na nią czeka.
— Jak to będzie wyglądać? — Zielonooka zamrugała energicznie w celu pozbycia się resztek snu z powiek.
— Wszystko okaże się na bieżąco, teraz pójdziemy do zrujnowanego mostu. Prowadź.
Kocur zaczekał, aż uczennica wyprzedzi go, po czym powoli ruszył za nią tak, że dystans między kotami znacznie się zwiększał. Wężynka sprawnie weszła do rzeki, nabrała już dużo doświadczenia i jej silny nurt nie był już przeszkodą, chociaż mokre futro nadal nią było. Gdy poczuła grunt pod nogami, odruchowo wytrzepała futro z wody. Na Klan Gwiazd, chyba nie było gorszego uczucia jak przemoczone futerko…
— Jeśli nadarzy się okazja, łap zwierzynę — instruował ją starszy kocur — Teraz puszczam cię przodem, spotkamy się już przy zrujnowanym moście.
Wężynowa Łapa pokiwała tylko głową i nie czekając ani chwili dużej, ruszyła znajomą drogą. Serce biło jej, znacznie szybciej niż powinno, była zestresowana, co jeśli zrobi coś źle? Czysto teoretycznie jej umiejętności dorównują wojownikowi, zatem wszystko powinno być dobrze. Ciężko powiedzieć, aby to ją uspokoiło, szylkretka zdawała sobie sprawę z tego, że musi wziąć się w garść no i zmierzyć z tym, co przygotował jej los. Postawiła uszy, posmakowała powietrza oraz postarała się, aby każdy jej krok był cichy i lekki tak, żeby nie spłoszyć potencjalnej ofiary. Początkowo nic nie znalazła i taki stan rzeczy utrzymywał się jeszcze dobrą chwilę, do momentu, gdy trawa gdzieś, bo jej lewej stronie zaszeleściła. Kotka momentalnie przywarła do ziemi, wytężając swój słuch i węch. Wiatr wiał w jej prawy bok, przez co zwierzyna mogła szybko wyczuć jej zapach, toteż Juniorka sprawnie wycofała się o kilka kroków w tył tak, aby jej zapach ominął przyszłą ofiarę. Trawy znowu otarły się o siebie, tym razem głośniej, co pozwoliło młodej uznać, że zwierzę jest sporych rozmiarów. Przymrużyła powieki, chcąc tym samym wyostrzyć swój wzrok, między źdźbłami trawy zobaczyła znajome, ciemne futro — Oh! To był Dryfująca Bulwa! Szylkretka przewróciła oczami i podniosła się na nogi, a razem z nią jej nauczyciel. Skinął kotce łbem, po czym zniknął w zaroślach. Zanim koteczka wróciła do dalszej podróży, zdążyła jeszcze westchnąć. Z bacznie postawionymi uszami oraz rozglądając się dookoła, szła dalej, liczyła na to, że uda jej się złapać cokolwiek, a jak się okazało już zaledwie kilka uderzeń serca później, miało się to ziścić. Usłyszała jak trawa parę długości ogona przed nią, rozchyla się. Uczennica znów przywarła do ziemi, tym razem jednak miała pewność, że to nie jej mentor — znad roślin wystawały królicze uszy! Zwierzę zatrzymało się idealnie na drodze Juniorki, dzieliło ich parę uderzeń łap o glebę. Wspaniale! Wiatr nie był już przeszkodą, niósł zapach uczennicy daleko poza zasięg jej ofiary, młoda zrobiła jeden, choć spory, krok do przodu, to wystarczyło, by uszy królika obróciły się w jej stronę. Wężynka nabrała powietrza w płuca, każde uderzenie serca, skracało jej czas na atak, czekała na dobry moment. Mocniejszy podmuch wiatru wprawił w ruch trawę gdzieś przed nimi, a wraz z nim Wężynowa Łapa skoczyła. Królik próbował uciekać, lecz terminatorka była szybsza, zwierzę leżało już martwe u stóp kotki.
***
Zielonooka usiadła w miejscu wyznaczonym przez jej mentora, była już obok zrujnowanego mostu. Wiatr zmienił swój kierunek, uderzając kotkę w pysk, przybrał też na sile, przyciągając ze sobą gęste obłoki. Na ten moment nie zapowiadały one deszczu.
— Teraz sprawdzimy twoje umiejętności łowienia ryb, proszę, pokaż co potrafisz — Juniorka wzdrygnęła się na słowa kocura, kiedy wpadła w zamyślenie, zapomniała co tu robi.
— Dobrze — szepnęła, podchodząc do brzegu.
Stanęła, wlepiając spojrzenie w tafle wody, nie lubiła łowić ryb, ciężko było jej się skupić na czekaniu i nasłuchiwaniu zagrożenia w tym samym czasie. Wszystkie jej mięśnie napięły się, a uszy bacznie wyczekiwały najmniejszego szelestu. Przez odbijające się w wodzie słońce, ciężko było młodej dojrzeć jakiejś ryby! Nie zostało szylkretce więc nic prócz czekania. Oh! Usłyszała coś… To na pewno był Dryfująca Bulwa, nie mógł to być ruch drobnego ssaka, tylko uderzenie łapy o suchą trawę dla rozproszenia. Wężynowa Łapa smagnęła ogonem na znak, że wie, co właśnie zrobił jej mentor. Wąsy drgały Wężynie ze zniecierpliwienia, gdy już pod jej łapy napatoczyła się jakaś zdobycz, młoda błyskawicznie wyciągnęła stworzenie na ląd, gdzie szybko je uśmierciła.
— Zaprezentuj mi, jak pływasz — Brązowooki ogonem wskazał w stronę wody — Zależy mi na tym, abyś w połowie drogi zawróciła.
Wężynka westchnęła, powoli zaczynała się męczyć tym wszystkim! Odwróciła się na pięcie, chciała mieć to już za sobą i cieszyć się swoim nowym, wojowniczym imieniem. Wślizgnęła się do wody, niszcząc pomarszczoną taflę, zdawało się, że nurt tutaj był dosyć mocny i kotka potrzebowała siły, aby mu sprostać. Kiedy już znalazła się w połowie rzeki, wypełniła płuca powietrzem i przez silne uderzenia łap zawróciła. Dopłynięcie do brzegu nie było już żadnym problemem.
— Okej, masz wolną rękę, twoim zadaniem teraz będzie złapanie jak najwięcej zwierzyny, sama zadecyduj, gdzie pójdziesz.
— Jasne… — Juniorka pokiwała głową.
To gdzie się wybierze, raczej nie było dla niej problemem, najbardziej lubiła polować w lesie, dlatego też pokierowała się w jego stronę. Ciągle była czujna, wrażliwa na każdy nawet najmniejszy dźwięk czy najsłabszy zapach. Teraz wszystko miało znaczenie. Droga była krótka i spokojna, szylkretka nie napotkała nic wartego jej uwagi, dopiero, w momencie, w którym jej łapy stanęły na wilgotnej ściółce, wytężyła swoje zmysły do maximum. Zatrzymała się na chwilę, musiała dokładnie przeanalizować, co się działo w lesie, aby móc ustalić gdzie się uda i ogólnie co dalej zrobi! Wiatr celował prosto w jej oczy — zwierzyna jej nie wyczuje. Zawęszyła i ku swojej uciesze do nozdrzy puchatej uczennicy, napłynął intensywny zapach myszy, musiała być gdzieś nieopodal. Kotka przykucnęła do pozycji łowieckiej, źródło zapachu musiało być w korzeniach jednego z drzew, które było oddalone od Wężynki o kilka długości ogona. Cicho i powoli podkradła się bliżej do ofiary, szelest oraz ciche piszczenie stworzonka upewniły ją w tym, że idzie w dobrą stronę. Kiedy uczennica była już w stanie dojrzeć mysz między krzewami czy trawą, skoczyła. Swoim ciężarem przygniotła zwierze, łamiąc przy tym jej kark, dobrze jej szło! Czas rozejrzeć się co jeszcze kryje ten las.
— Wężynowa Łapo, pokaż mi, proszę, jak się wspinasz — odezwał się Dryfująca Bulwa, sam zeskoczył właśnie z drzewa.
Skinęła głową na jego słowa, napięła mięśnie i w paru susach znalazła się już w koronie drzewa, skąd idealnie wszystko widziała. Powoli opadające liście tworzyły wystarczającą zasłonę, tak aby nikt jej nie zobaczył, a przez powstałe tu i tam luki mogła obserwować otoczenie.
— Poluj dalej, powoli kierując się w stronę kolorowej łąki — wydał jej polecenie, wyraz pyska wojownika był bardzo obojętny i spokojny, ciężko było wywnioskować, jak jej idzie na ten moment.
— Okej — Strzepnęła uszami.
Chyba przez ich krótką rozmowę, zwierzyna zdarzyła się spłoszyć, gdyż Juniorka nie była w stanie dojrzeć żadnego poruszenia między drzewami. Przeskakiwała tylko z gałęzi na gałąź, przesuwając się powoli do granicy lasku. W końcu zobaczyła tłustego gołębia, szukał pokarmu pod pniem. Terminatorka lekko i z gracją przeszła na najbardziej wysuniętą w przód gałąź, aby móc z niej skoczyć na ofiarę. Wężynka wychyliła się, by obejrzeć gołębia, nie przewidziała jednak, że gałąź ugnie się wtedy, przez co straciła równowagę. Serce zabiło kotce szybciej, mało brakowało, a runęłaby na twardą ziemię, niestety podczas ratowania się zahaczyła o liście, wprawiając je w ruch. Zwróciło to uwagę ptaka, patrzył się prosto w jej stronę, zaraz odleci! Wężyna nabrała tlenu w płuca, aby uspokoić walące serce, potem ogonem uderzyła w gałąź sąsiedniego drzewa, co przekierowało spojrzenie zwierzęcia właśnie tam. Nie miała dużo czasu, zrobiła parę ostrożnych kroków w przód, a kiedy przybrała odpowiednią pozę, skoczyła do gardła gołębia. Równo z nią ptak rozłożył skrzydła, nie zdążył jednak odlecieć, teraz już martwy zwisał z pyska młodej. Ciągle uważna wyszła z lasu i pokierowała się w stronę łąki, gdzie spotkała się z mentorem. Dryfująca Bulwa stanął przed nią, jego oczy nie zdradzały żadnych uczuć, ciężko było rozszyfrować, co się dzieje. W końcu brązowooki napiął mięśnie, to był wystarczający argument na to, że teraz czeka ją test walki. Zanim wojownik skoczył, jego uczennicy udało się już zrobić unik, kocur wylądował z miejscu, w którym jeszcze przed chwilą była Juniorka, kiedy jego łapy dotknęły gleby, jej nogi wystrzeliły w stronę nauczyciela. Uderzyła go z rozpędem w bok, jednocześnie przewracając ciemnego kocura na ziemię. Przycisnęła tylne łapy do ciała Bulwy tak, aby uniemożliwić mu ruch, przednimi natomiast przejechała po brzuchu, w prawdziwej walce zostawiając tam głębokie rany, jednak teraz jej pazury były schowane, to miało mocno osłabić przeciwnika, nie zdążyła jednak ułożyć odpowiednio łap, gdyż starszy swoje położył na jej pysku. Oj ta pomyłka wiele ją kosztowała! Brązowooki wykorzystał jej rozkojarzenie i zrzucił ze swojego ciała młodszą kotkę. Szylkretka przeturlała się do tyłu, aby nabrać dystansu między nią a rywalem, kiedy już to osiągnęła, skoczyła na równe nogi. Jej wzrok spoczął na miejscu, w którym jeszcze chwilę temu leżał wojownik, lecz teraz już go tam nie było… zagadka gdzie się podział szybko się rozwiązała — Wężynka usłyszała świst powietrza nad uchem, w ostatniej chwili udało jej się zrobić unik przed łapą kocura. Nie ma co bawić się w kotka i myszkę, czas zakończyć tę walkę! Zielonooka skoczyła w bok i udała, że chce okrążyć wojownika, ten to przewidział i przekręcił się tyłem do niej, myśląc, iż ta zaraz stanie przed nim. Wężynowa Łapa miała jednak inny plan, wślizgnęła się między nogami wojownika pod jego brzuch, jednocześnie podcinając mu łapy, kiedy już stracił równowagę terminatorka podniosła się ze swoim mentorem na grzbiecie, nie miała na tyle siły, aby dłużej utrzymać go na sobie, dlatego też szybko zrzuciła z siebie kocura oraz od razu przyszpiliła do ziemi. Nie czekając już ani chwili, zacisnęła kły na szyi rywala, oczywiście delikatnie, aby nie wyrządzić mu krzywdy.
— Dobrze, wygrałaś — mruknął Dryfująca Bulwa.
Juniorka zsunęła się ze starszego wojownika i przycupnęła obok, gotowa na kolejne polecenia.
— Wracajmy już do obozu, pójdziemy jeszcze po swoje zdobycze — objaśnił szybko.
Koniec ogona kotki drgnął. Oczy kocura wciąż nie zdradzały żadnych emocji, nie wyglądał na dumnego czy zadowolonego. Czy zrobiła coś źle? No nic, dowie się już w obozie…
***
Wężynka odłożyła swoje zdobycze na stos i rozejrzała się po polanie, zobaczyła Śnieżną Łapę pod legowiskiem uczniów, chętnie podreptała do przyjaciółki.
— Witaj! Jak ci poszedł test? — zapytała srebrna na przywitanie.
— Jeszcze nie wiem, niedługo się okaże. — Juniorka usiadła obok drugiej kotki — Jestem cała brudna!
Śnieżynka zaczęła opowiadać o tym, że na patrolu poprzedniego dnia na granicy spotkała koty z innego klanu. W tym czasie Wężynowa Łapa układała swoją grzywę. Przerwało jej dopiero wezwanie liderki na zebranie klanu. Dokładnie wiedziała, co to oznacza, więc jej serce zabiło szybciej. Koty zaczęły tworzyć tłum na polance, z zaciekawieniem wyczekując słów Spienionej Gwiazdy. Zielonooka westchnęła cicho, podniosła się i z gracją ruszyła w sam środek zbiorowiska. Usiadła obok Dryfującej Bulwy nieopodal miejsca przywódczyni, postawiła uszy, gotowa na to, co miało zaraz nastąpić.
— Wężynowa Łapo, proszę, wystąp — głos liderki był ciepły, wyglądała bardzo majestatycznie.
Szylkretka wykonała polecenie starszej. Stanęła dokładnie w tym samym miejscu, w którym stała jeszcze jako kocie czekające, aby zostać uczniem.
— Ja, Spieniona Gwiazda, przywódczyni Klanu Nocy, wzywam moich walecznych przodków, aby spojrzeli na tą uczennicę. Trenowała pilnie, aby poznać zasady waszego szlachetnego kodeksu. Polecam ją wam jako kolejnego wojownika.
Wężynowa Łapo, czy przysięgasz przestrzegać kodeksu wojownika i chronić swój klan nawet za cenę życia?
— Przysięgam — Wężynka dumnie wypięła pierś.
— Mocą Klanu Gwiazdy nadaję ci imię wojownika. Wężynowa Łapo, od tej pory będziesz znana jako Wężynowy Splot. Klan Gwiazdy ceni twój zapał i zwinność oraz wita cię jako nowego wojownika Klanu Nocy!
Spieniona Gwiazda zeskoczyła ze swojego miejsca i podeszła do nowej wojowniczki. Położyła swoją głowę na łbie zielonookiej, a ta polizała liderkę w bark.
— Wężynowy Splot, Wężynowy Splot!
Kotka odwróciła głowę w stronę innych kotów, widziała, jak Żmijowiec wpatruje się w nią z nienawiścią i zazdrością. Lubiła to uczucie, lubiła być lepsza od innych. Oczy jej matki lśniły dumą podobnie jak ślepia Dryfującej Bulwy, ciepło wypełniło serce Wężynowego Splotu. Teraz powinna udać się na czuwanie, to też tak postąpiła. Z wysoko uniesioną głową i palącą w łapy ekscytacją ruszyła w stronę wyjścia z obozu. Zaczyna nowy etap w swoim życiu, od dziś jest wojowniczką!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz