Przytulali się do siebie jeszcze długi czas. Aronia miał wrażenie, że jeszcze chwilę i obydwoje będą cali mokrzy od łez, lecz nie miał zamiaru oderwać się od kocura. Tak strasznie żałował, że nie mógł spędzić z Łabędzim Pluskiem całego dnia. Po raz pierwszy żałował, że był zastępcą i musiał wrócić na wieczór i rozporządzić wszystkim. Poczuł nieprzyjemne mrowienie. Ogon cały zdrętwiał przez to, Aronia źle usiadł na nim. Niemiły dreszcz przybrał na silę. Aronia delikatnie odepchnął Łabądka. W niebieskich ślipiach pojawił się strach.
— Ogon mi zdrętwiał — szybko wyjaśnił zastępca.
Łabędzi Plusk kiwnął łbem. Pomiędzy nimi zapanowała niezręczna cisza. Przez emocje atmosfera nadal była gorąca. Aronia za bardzo nie wiedział co zrobić. Na co mógł sobie pozwolić. Czy ponowne przytulenie nie będzie zbyt nachalne? Albo splecenie ogonów? Miał we łbie mętlik.
— M-może spotkamy się tu jeszcze w nocy? — ledwo odważył się na te słowa. — B-bo zaraz będę musiał wracać — dodał ciszej.
Ukradkiem zerknął na pointa.
— D-d-dobrze — miauknął kocur. — D-do zo-zobaczenia, A-aronio — mruknął Łabędzi Plusk.
Lekki uśmiech wkradł się na łaciaty pysk.
— Do zobaczenia — także miauknął.
Rozeszli się. Obydwoje we własnych głowach przeżywali to wszystko. Każde spojrzenie, każde słowo. Aroniowy Podmuch miał nadzieję, że nie zraził jakkolwiek Łabądka. Że nie powiedział niczego źle. Że point go nie zrozumiał w czymś źle. Zestresowany lekko przyspieszył. Wieczorem się wszystko okaże.
* * *
Zniecierpliwiony czekał aż ostatni partol wróci do obozowiska. Każde uderzenie serca ciągnęło się w nieskończoność. Aroniowy Podmuch już tak bardzo chciał wybiec Łabądkowi na spotkanie. Tym bardziej, że wiedział, że ten ma w zwyczaju być zwykle trochę za wcześnie. Widząc wracający patrol, machnął ogonem. Borsuczy Warkot, a tuż za nim Karasiowa Łuska i jej uczeń Łososiowa Łapa wlekli się niczym muchy w oleju.
— Wolniej się nie dało? — syknął na biało-czarnego, który prowadził patrol.
Borsuk jedynie odpowiedział mu warknięciem. Aroniowy Podmuch westchnął. Coraz bardziej się ściemniało. Jeszcze trochę i będzie mógł wyjść.
* * *
Pędził. Pędził jak głupi. Gałęzie boleśnie uderzały go o pysk. Biegł ile sił w łapach. Widząc przerzedzające się drzewa przyspieszył. Uświadomiwszy sobie, że już zaraz spotka się z Łabędzim Pluskiem, poczuł jak serce mu niebezpiecznie przyspiesza. Pokręcił łbem, rozbawiony tym. Miał już prawie sześćdziesiąt księżyców, a przez takie chwile jak ta znów czuł się głupim nastolatkiem. Widząc srebrne furto, zwolnił. Już jedynie parę kroków dzieliło go od Łabądka. Wpatrzony w kocura, nawet nie patrzył pod łapy.
— H-hej... — urwał, czując jak trafi grud pod łapami.
Wpadł do borsuczej nory. Sypki piach sprawił, że zjechał głębiej.
— A-aroniowy Po-podmuchu?! — miauknął przestraszony point, podbiegając do dziury w ziemi.
— Nic mi nie jest — mruknął zastępca nieco zawstydzony.
Wpadł do tej dziury, jak ostatni mysi móżdżek. Zaparł się na tylnych łapach i zaczął wspinać do góry. Nie było to łatwe. Piasek osuwał się mu spod łapy
— Z-złap m-mój ogon — zawołał Łabądek, podając mu kitę.
Aronia chwycił ją lekko zębami i ponownie próbował wspiąć się na górę. Niestety akcja ratownicza nie powiodła się, i Łabędzi Plusk pociągnięty za mocno za ogon także trafił do dziury. Kocury przeturlały się jeszcze głębiej nory borsuka. Lekko poobijani podnieśli się powoli.
— Na ostry i ciernie — mruknął pod nosem Aroniowy Podmuch.
Dziura borsuka zepsuła im cały plan na wieczór. Pewnie do rana będą próbowali uciec z tej debilnej nory. Aronia westchnął. Wszystko zepsuł znów.
— M-myślisz, że jest o-opuszczona? — mruknął Łabędzi Plusk.
Co prawda zapach borsuka gdzieniegdzie nadal by duszący, ale zwierząt raczej od dłuższego czasu tu nie było.
— Chyba tak, a co — burknął Aronia, rozglądając się po norze.
— Bo-borsuki za-zawsze mają w n-norach wy-wyjścia a-awaryjne — miauknął point. — M-może nim wyjściem.
Zastępca zastrzygł uszami. Czyli była szansa na łatwiejsze wyjście.
— Świetnie — mruknął. — Tylko którym tunelem iść — wskazał łapą na rozwidlenie.
Przez zapach borsuków trudno było wyczuć cokolwiek innego, więc nie mogli polegać na węchu.
— Dobra, idźmy tą — zarządził Aronia, łapiąc lekko ogonem kitę Łabędziego Plusku.
Ten zamyślony lekko, otrząsnął się i podążył za nim. Szli w ciszy. Dotarli w parę uderzeń serca do większej komory. Nie wyglądała na wyjście, lecz wyłożone ususzonymi kwiatami legowisko przyciągnęło wzrok kocurów.
— A-ale t-tu ładnie — miauknął point, podziwiając dzieło łasicowatych.
— Wiedziałeś, że borsuki tak robią? — zapytał zaskoczony Aroniowy Podmuch.
Dotychczas brał je za bezmyślne stworzenia głodne krwi.
Co jeśli one uważały to samo o kotach?
Łabędzi Plusk pokręcił łbem.
— N-najwidoczniej d-dużo o nich n-nie wiemy — mruknął.
Aroniowy Podmuch podszedł do legowiska. Woń unosząca się z kupki mchu i kwiatów potwierdzała, że było to dzieło borsuków. Czarno-biały spojrzał na Łabądka po czym na legowisko i usadowił się na nim. Było miększe niż sobie wyobrażał. Mimowolnie rozłożył się na nim, rozkoszując tą wygodą.
— Łabędzi Plusku, chodź — zawołał partnera z nutą niepewności w głosie.
Point niepewnie podszedł do niego i usiadł obok. Po chwili sam rozłożyć się na posłaniu. Ich boki stuknęły się lekko. Aronia zerknął ukradkiem na Łabędzi Plusk. Point zamyślony przypatrywał się ususzonym kwiatom. Czarno-biały niepewnie zbliżył się do srebrnego.
— Coś... coś się dzieje w Klanie Klifu? — zapytał z zawahaniem w głosie. Starali raczej nie zdradzać sobie na wzajem słabości swoich klanów. — C-cały dzień jesteś zamyślony — dodał ciszej.
<Łabądku?>
— H-hej... — urwał, czując jak trafi grud pod łapami.
Wpadł do borsuczej nory. Sypki piach sprawił, że zjechał głębiej.
— A-aroniowy Po-podmuchu?! — miauknął przestraszony point, podbiegając do dziury w ziemi.
— Nic mi nie jest — mruknął zastępca nieco zawstydzony.
Wpadł do tej dziury, jak ostatni mysi móżdżek. Zaparł się na tylnych łapach i zaczął wspinać do góry. Nie było to łatwe. Piasek osuwał się mu spod łapy
— Z-złap m-mój ogon — zawołał Łabądek, podając mu kitę.
Aronia chwycił ją lekko zębami i ponownie próbował wspiąć się na górę. Niestety akcja ratownicza nie powiodła się, i Łabędzi Plusk pociągnięty za mocno za ogon także trafił do dziury. Kocury przeturlały się jeszcze głębiej nory borsuka. Lekko poobijani podnieśli się powoli.
— Na ostry i ciernie — mruknął pod nosem Aroniowy Podmuch.
Dziura borsuka zepsuła im cały plan na wieczór. Pewnie do rana będą próbowali uciec z tej debilnej nory. Aronia westchnął. Wszystko zepsuł znów.
— M-myślisz, że jest o-opuszczona? — mruknął Łabędzi Plusk.
Co prawda zapach borsuka gdzieniegdzie nadal by duszący, ale zwierząt raczej od dłuższego czasu tu nie było.
— Chyba tak, a co — burknął Aronia, rozglądając się po norze.
— Bo-borsuki za-zawsze mają w n-norach wy-wyjścia a-awaryjne — miauknął point. — M-może nim wyjściem.
Zastępca zastrzygł uszami. Czyli była szansa na łatwiejsze wyjście.
— Świetnie — mruknął. — Tylko którym tunelem iść — wskazał łapą na rozwidlenie.
Przez zapach borsuków trudno było wyczuć cokolwiek innego, więc nie mogli polegać na węchu.
— Dobra, idźmy tą — zarządził Aronia, łapiąc lekko ogonem kitę Łabędziego Plusku.
Ten zamyślony lekko, otrząsnął się i podążył za nim. Szli w ciszy. Dotarli w parę uderzeń serca do większej komory. Nie wyglądała na wyjście, lecz wyłożone ususzonymi kwiatami legowisko przyciągnęło wzrok kocurów.
— A-ale t-tu ładnie — miauknął point, podziwiając dzieło łasicowatych.
— Wiedziałeś, że borsuki tak robią? — zapytał zaskoczony Aroniowy Podmuch.
Dotychczas brał je za bezmyślne stworzenia głodne krwi.
Co jeśli one uważały to samo o kotach?
Łabędzi Plusk pokręcił łbem.
— N-najwidoczniej d-dużo o nich n-nie wiemy — mruknął.
Aroniowy Podmuch podszedł do legowiska. Woń unosząca się z kupki mchu i kwiatów potwierdzała, że było to dzieło borsuków. Czarno-biały spojrzał na Łabądka po czym na legowisko i usadowił się na nim. Było miększe niż sobie wyobrażał. Mimowolnie rozłożył się na nim, rozkoszując tą wygodą.
— Łabędzi Plusku, chodź — zawołał partnera z nutą niepewności w głosie.
Point niepewnie podszedł do niego i usiadł obok. Po chwili sam rozłożyć się na posłaniu. Ich boki stuknęły się lekko. Aronia zerknął ukradkiem na Łabędzi Plusk. Point zamyślony przypatrywał się ususzonym kwiatom. Czarno-biały niepewnie zbliżył się do srebrnego.
— Coś... coś się dzieje w Klanie Klifu? — zapytał z zawahaniem w głosie. Starali raczej nie zdradzać sobie na wzajem słabości swoich klanów. — C-cały dzień jesteś zamyślony — dodał ciszej.
<Łabądku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz