Przeszłość, gdy Trzcinowy Szmer była już mianowana na wojownika, ale musiała leżeć w legowisku medyka z powodu obrażeń z wydrą
Widział on mianowanie swojej jedynej córki z drugiego miotu, czuł mieszankę strachu i ojcowskiej dumy, Trzcinowa Łapa ledwo co przeżyła walkę z wydrą, ale za to pokonała tego wodnego drapieżnika, czego kocur się nie spodziewał. Nie wiedział, że Trzcinowa łapa może dokonać tak wielkich rzeczy, patrzył na nią, zawsze jak na swoją małą córeczkę, na kruszynkę, którą musi chronić za wszelką cenę przed złem tego świata, ale najwidoczniej się mylił i nie powinien patrzeć na nią już jak na malucha, tylko jako dorosłą kotkę co było dosyć trudne, bo szybko rosła.
Wszedł do legowiska medyka z karpiem i skinął głową na przywitanie Różanej Woni.
— Dzień dobry księżniczko, czy mógłbym zajrzeć do mojej córki?
Mówił, trzymając w pysku rybę.
— Oczywiście leży niedaleko.
Wskazała medyczka na jedno z posłań, gdzie Trzcinka się kurowała i poszedł w jego kierunku, widząc szylkretkę czyszczącą futro.
— Witaj Trzcinowy Szmerze, przyniosłem dla ciebie rybę, potrzebujesz dużo energii po walce z wielką wydrą.
Powiedział troskliwie do swojej Trzcinki.
Wojowniczka podniosła głowę, by spojrzeć na własnego ojca, który właśnie przyszedł w jej odwiedziny.
— Dziękuję tato za pamięć.
Zamruczała, biorąc od czarnego pręgusa karpia.
— Jak idą prace w obozie? Trochę żałuję, że nie mogę pomóc, ale tylko trochę.
Zaśmiała się.
— Pracę idą nam tak dobrze, że zanim wyjdziesz z legowiska Różanej Woni, nasz obóz będzie gotowy. Przy okazji Spieniona Gwiazda dała ci piękny człon, pasuje do ciebie.
Komplementował swoją córkę i przypatrywał się jej blizną, które wyglądały szpetnie na jej skórze...
— A te blizny co masz na sobie, zagoją się? Dobrze się czujesz? Pytałaś już Różaną Woń?
— Nie pytałam nic Różanej Woni i cieszę się z mianowania, a nie patrzę na rany.
Odpowiedziała, wgryzając się mocniej w rybę.
Cieszył się ze szczęścia córki z nowej rangi i tego, że smakowała jej ryba. Miał tylko nadzieję, że od mianowania jego córki będzie święty spokój w ich rodzinę, jak i w Klanie Nocy. Raczej w końcu nie będzie następnej powodzi, która by miała znowu wszystko zabrać swoją potężną siłą, prawda?
Po śmierci Pluskającego Potoku - noc
Ta noc jak inne były dla niego ciężkie, od ostatniego czasu nie umiał spać, myślał, że tylko koszmary z borsukami będą jego bolączką przez wszystkie noce w jego życiu. Patrzenie w każdym śnie jak jego mamy zostają rozszarpane przez borsuki, a on tylko patrzył bezradnie, jak za każdym razem się to dzieje, jakby Klan Gwiazdy nie pozwalał w jego snach uratować Jabłkowego Jacka i Rarytaski. Niestety z czasem od powodzi tym więcej kotów mu bliskich ginęło przez powódź, choroby, wojnę albo przez egzekucję. Po zamordowaniu Pluskającego Potoku czuł, że bycie optymistą jest niemożliwe, resztki nadziei i tak z czasem mu znikały ze śmiercią Różyczki i Perlistą Łzy, ale zamordowanie Pluskającego Potoku było już zupełnym dobiciem, zniszczeniem jego radości w życiu. Baśniowej Stokrotce z łatwością było zasypać w nocy, więc czemu on nie umiał, czemu po tym wszystkim wszyscy umieją spać? Czy tylko on był jakiś inny? Czy to jego to coś obchodziło? Czuł się w tym osamotniony, niezrozumiany, zastanawiał się nawet czy nie znaleźć ciała Pluskającego Potoku i go pochować obok Różyczki, w końcu jego córeczka została pochowana na nowych terenach, jak i Perlista Łza, dałoby mu na pewno jakiś spokój, choć czy na widok ciała by się nie popłakał? Chyba za dużo myślał, w sumie zapomniał, co chciał, właśnie chyba miał iść spać, zamknął oczy, czekając na sen, ale jedynie widział to ciemność z jego powiek.
Pora Opadających Liści
Czuł się jak zwykle od tego czasu, był lekko niewyspany i obojętny. Choć zauważył coś niepokojącego u Trzcinowego Szmeru, zaczęła chudnąć, mniej jedząc, dodatkowo jego córka jakoś ucichła. Czy może to była jego wina? Tego wybuchu złości, który przeniósł na nią, czuł się z tym okropnie, choć od jakiegoś czasu nie spotkali się, nie wymienili słowa. Czuł przez chwilę, jakby stali się sobie obcy, jednak kocur chciał ją przeprosić i walczyć o relację ojca z córką. Wziął okonia ze stosu i szukał jej po kątach obozu, kocur się zatrzymał i zobaczył Trzcinowy Szmer, która była skupiona na nasłuchiwaniu wody. Czuł się trochę niezręcznie, nie wiedział nawet jak zacząć, odszedł do niej i pozostawił przed nią rybę.
— Chcesz coś zjeść?
Przesunął rybę w stronę kotki.
— Nie jadłaś nic od rana.
Trzcinowy Szmer otworzyła jedno oko. Ktoś zakłócił jej chwilę ciszy i widziała, że to był jej ojciec.
— Nie jestem głodna.
Powiedziała stanowczo i odsunęła rybę w stronę burasa.
Skoro nie chciała jeść, to pomyślał, że mogliby się gdzieś przejść, jego córka teraz lubiła szum wody, więc może ją zaprowadzi w okolicę Starej Łupiny? Tam było dużo wody.
— Chcesz się może przejść? Widzę, że lubisz słuchać wody, więc możemy pójść do Starej Łupinki, tam jest zacisznie.
— Nie chcę nigdzie wychodzić... Po prostu mnie zostaw…
Mruknęła cicho.
Czy kotka nawet nie chciała z nim pójść? Chyba naprawdę była na niego zła po tym wszystkim.
— Słuchaj, ja przepraszam, jeśli to moja wina. Jak cię potraktowałem, zanim Pluskający Potok jeszcze żył, nie miałem tego na myśli, co wtedy mówiłem do ciebie. Jesteś moją jedyną z dwóch żywych kociaków i nie chcę stracić z tobą relacji, zależy mi na niej jak każdemu ojcu na swoje potomstwo.
Miał nadzieję, że może mu wybaczy? Nie chciał stracić kolejnego dziecka sprzed oczu, chciał to zmienić. Jak to sam mówił, potomków zostało mu mało, więc chciał mieć z nimi jak najwięcej kontaktu, bo czuł się samotny.
Kotka siedziała jednak nadal niewzruszona w miejscu. Pokręciła jedynie głową, a na każdy większy powiew wiatru, trzęsła się z zimna.
— Nie chcę nigdzie wychodzić. Zostaw mnie.
Patrząc tylko na odmowę Trzcinowego Szmeru, nie wiedział, czy to była odmowa wyjścia z nim, czy przyjęcia jego przeprosin. Jej słowa kłuły jego rodzicielskie serce, lecz Bulwa jako ojciec będzie walczył o swoją córkę, nawet jeśli będzie to trudne do odkręcenia.
— Rozumiem, ale jakbyś kiedyś potrzebowała porozmawiać to zawsze będę dostępny.
Bury tylko się odwrócił i odszedł, miał nadzieję, że może jego córka będzie chciała się do niego odezwać.
<Chcesz przyjść do mnie córeczko?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz