Niecały księżyc minął, odkąd biała młódka została uczniem, a jeszcze mniej czasu przeminęło od momentu, kiedy to Purchawka zadeklarowała się, że będzie drugą mentorką Mistral, nauczając jej głównie tego, co będzie musiała wiedzieć jako przyszły zielarz. Niebieskookiej znacznie łatwiej szło z nauką ziół i chorób, niż z przekonaniem się do Wszechmatki — przez dość negatywne nastawienie do kotów żyjących w klanach i tego typu społecznościach, uważała, że nie istnieją żadne nadnaturalne siły, a po śmierci nikt nie zamienia się w ptaki. Szamanka nie naciskała na swoją uczennicę, jednak czasem subtelnie jej przypominała, by na przykład podziękowała Wszechmatce za posiłek, udane zbiory ziół, czy też małą ilość chorujących kotów.
Mistral początkowo jasno pokazywała swoje niezadowolenie na ten temat, jednak w tak krótkim czasie polubiła mentorkę, że niechęć do tego pokazywała jedynie, gdy po całym dniu miała dość obcowania z kimkolwiek. Introwertyczna strona i niechęć przekazana przez Tramontanę u młódki była niewielką przeszkodą, która mogła zaważyć o przyszłości kotki w danej nacji, jednak powoli pojawiał się promyk nadziei — skoro do Purchawki się przekonała, to może do innych także? Szamanka niemal na każdym kroku przekazywała niebieskookiej ciepło, którego od dawna doświadczała ze strony Owocniaków. Jednakże to od samej młódki mogło dużo zależeć, gdyż jeśli nie będzie wykazywać żadnych chęci pozostania w ich otwartej społeczności, to z wiekiem może mieć pod górkę. Oczywiście nie było to zasadą, gdyż w Owocowym Lesie było parę kotów, które miało zadziorny charakter i ostry język, lecz żadne z nich nie piastowało tak odpowiedzialnego stanowiska, jak uzdrowiciel, zielarz czy szaman. Wszystkie nacje są potrzebne do harmonijnego funkcjonowania społeczności, ale to właśnie na barkach uzdrowicieli spoczywał obowiązek leczenia chorych, zielarza zbieranie ziół i dbanie o dobrostan psychiczny członków, a szaman natomiast był odpowiedzialny za wszelkie ceremonie związane ze Wszechmatką lub naznaczeniem uchu innych odpowiednią ilością cięć.
«★»
Uczennica dość szybko przywykła do faktu, iż była szkolona nie przez jednego, a przez dwóch różnych mentorów, którzy byli dość różni od siebie. Przy Wiciokrzewie biała musiała wykazywać się niezwykłą cierpliwością i wyrozumiałością, by znieść jego wypowiedzi, które ciągle były przesiąknięte zająknięciami. Purchawka natomiast miała dość ubogi zasób słownictwa, także przy niej niebieskooka musiała nieco uważać jakich określeń używa w czasie rozmowy ze starszą — po pierwszym dniu stwierdziła, że sezony im zajmie szkolenie, jeśli ta będzie musiała tłumaczyć niemal połowę swoich wypowiedzi, przekształcając je na znacznie prostsze. Można powiedzieć, że Mistral przy szamance czuła się niczym przy kociaku, którego słownictwo ogranicza się do tego, które zdążył usłyszeć od innych kotów.
Mistral większość wolnego czasu spędzała nad ziołami, które mieściły się w składziku, jakimś cudem mieszczącym się w ich dziupli, chłonąc wiedzę, którą otrzymywała od dwójki mentorów. Jej spojrzenie padło na ziarna maku, których zapasy powoli się kończył, na co cicho westchnęła pod nosem. Po tym niebieskie oczy powędrowały na kolejne zioło, a raczej puste miejsce — na jej pysku od razu pojawił się grymas. Podniosła się z dotychczasowego miejsca i gniewnie machnęła ogonem, uważając, by lawenda, którą otrzymała od Purchawki, pozostała w niezmiennym położeniu.
— Wiciokrzewie, nie mamy korzenia łopianu — poinformowała liliowego, który akurat witał się z Czerwcem. Młódka jedynie skinęła głową w stronę czekoladowego zwiadowcy, podchodząc bliżej uzdrowiciela. — Gdzie jest Purchawka? Obiecała, że dziś pójdziemy zbierać zioła — dodała, zasiadając obok starszego. Uczennica przeniosła na chorego nieco zmrużone oczy, by bez słowa podnieść się i wrócić do składziku, z którego ledwo chwilę temu się wyłoniła. Długo jednak tam nie zabawiła, gdyż po paru uderzeniach serca wyszła, niosąc w pysku zawiniątko.
— Proszę, ogórecznik na gorączkę — wymruczała, podsuwając zioło starszej.
— S-skąd t-ty…
— To i owo Purchawka mnie już czegoś nauczyła — wyjaśniła, wzruszając ramionami. W tym czasie Czerwiec z grymasem na pysku zjadł podane liście. Po tym zwiadowca pożegnał się z nimi.
— N-nawet n-nie zdążyłem g-go o n-nic zapytać, a-a t-ty j-już w-wiedziałaś, co j-jej dolega.
— Zmysł obserwacji jest ważny, szczególnie zauważania subtelnych zmian — odparła, spoglądając na zielonookiego. — A więc widziałeś może Purchawkę? Trzeba uzupełnić zapasy, póki sezon sprzyja.
— P-poszła c-coś zjeść.
— Ta jej obserwacji chmur i ich nazywania kiedyś mnie wykończy… Znając ją, zamiast jeść, to wyleguje się w słońcu i spogląda w niebo.
«★»
Młódka się nie myliła, co do poczynań mentorki, gdyż kiedy tylko opuściła dziuplę, jej oczom ukazał się widok dymnej, leżącej niemal na środku obozu. Niebieskooka pociągnęła językiem po swojej śnieżnobiałej sierści na klatce piersiowej, przywołując do siebie odpowiednio duże pokłady cierpliwości. Po chwili ruszyła w kierunku starszej, by stanąć tuż nad nią i cicho odchrząknąć.
— Łopian się skończył. Obiecałaś zbieranie ziół — odrzekła, spoglądając na błogi wyraz pyska szamanki. W takich momentach zastanawiała się, czy kocica może czegoś po kryjomu nie bierze, w końcu kocimiętka była w stanie uzależnić.
— Dołącz do mnie, pooglądajmy chmury — wymruczała żółtooka.
— Purchawko.
— Chociaż chwilę, nie biegnij tak za wszystkim — dodała, co spotkało się z ciężkim westchnieniem, kiedy tylko biała postanowiła jej ulec, dołączając do raczej niecodziennego zajęcia i to idealnie pośrodku obozu.
— Dobrze, ale potem zioła. — Na te słowa usłyszała obok siebie cichy chichot, na co zdziwiona skierowała swoje spojrzenie na Purchawkę.
«★»
— Orchideo, dołącz do nas.
“Chwila, co? Tego nie było w planach! Purchawko, czemu… Przecież mieliśmy we dwie iść…”
— Ale… — zaczęła niebieskooka, lecz nie dokończyła, widząc uśmiech na pysku dymnej.
— Wojownik się przyda — wyjaśniła, chwilę przed tym, jak liliowa podeszła do nich na tyle blisko, by mogła usłyszeć ich słowa.
— Idziecie zbierać zioła? — spytała kotka, której wibrysy były lekko kręcone, co nieco przykuło uwagę białej.
— Tak! A ktoś musi nas obronić przed bobrami w razie czego.
— Chcecie udać się w pobliże ich terenów? — Nuta niepokoju pojawiła się w głosie wojowniczki.
— Łopian rośnie przy wybrzeżach rzek, więc nie mamy zbyt dużego wyboru. Jeśli się obawiasz, to weźmiemy kogoś innego — odparła. — Młodszego — dodała, wbijając niewielki cierń prosto w serce liliowej.
“Coś dużo kotów w Owocowym Lesie jest liliowych” — przeszło jej przez myśl, kiedy bacznym wzrokiem śledziła sylwetkę rozmówczyni. Liczne szramy, półdługa sierść, pędzelki na uszach. Przez chwilę Mistral zdawała się zapamiętywać każdy skrawek ciała Orchidei.
— Słoneczko, to było niemiłe — zganiła ją szamanka.
— Wybacz mi Purchawko. Ty także Orchideo — powiedziała młódka, jakby doskonale wiedziała, czego oczekuje od niej dymna.
— N-nic się nie stało i chętnie z wami pójdę.
«★»
Dymna prowadziła ich trójkę wzdłuż linii brzegowej rzeki, która przepływała przez tereny Owocowego Lasu, a przez obecne skwary jej poziom widocznie się obniżył, lecz nie oznaczało to, że nie stanowi żadnego zagrożenia. Biała słyszała, że parę kotów w niej utonęło przez swoją nierozwagę, dlatego też blisko trzymała się swojej mentorki dla swojego i jej bezpieczeństwa — dziwiła się jakimś cudem Purchawka ze swoimi zezem, daje radę wychodzić po zioła i nie zabić się po drodze. Przecież nie raz widziała, jak ta przez przypadek wpada na drzewo, nawet teraz w czasie ich podróży szamanka przynajmniej dwa razy uderzyła głową w pień, a kolejne tyle była blisko. Niebieskooka kątem oka obserwowała przybrzeżną roślinność, szukając w niej łopianu. W końcu jej jasny wzrok spostrzegł to, po co się wybrały.
Znalezienie rośliny pół biedy, jednak ta z fioletowymi kwiatostanami miała mocno rozgałęzione korzenie, których wykopanie trochę trwało.
— Już nie dziwię się, że zwykle jest go mniej… — westchnęła, przedzierając się przez zarośla, by następnie przystąpić do kopania. Nikt nie mówił, że uzdrowiciele i zielarze są kotami pracującymi fizycznie.
“No ta, bo na pewno jedynie leżą i pięknie pachną” — sarknęła w myślach, odgarniając kolejne ilości ziemi.
[1188 słów - wyleczenie postaci NPC + zbieranie ziół w towarzystwie szamana]
Wyleczeni: Czerwiec
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz