Przeszłość
— Witaj Aldrowandowa Łapo — przywitała się cichym, łagodnym głosem. Pamiętała szylkretkę, bo była u nich nie tak dawno temu. Ćmi Księżyc pomogła jej z kolcem w łapie. Na wspomnienie o byłej mentorce ledwie powstrzymała łzy.
— Pomocy? — spytała, przechylając leciutko łebek. Zastanowiła się na moment. Wiedziała, że gdyby poszła sama myślałaby zbyt wiele na temat bladookiej przyjaciółki.
— Tak, właściwie to tak. Chodźmy, ale trzymaj się blisko mnie — przestrzegła młodszą. Ruszyły razem do wyjścia.
— Jak ci się podoba życie uczennicy? — spytała Jagnięcy Ukłon. Próbowała odwrócić swoją uwagę od przykrych myśli. Rozmowa z szylkretką trwała dość długo podczas zbierania ziół, ale nie była to strata czasu. Wróciły do obozu z potrzebnymi ziołami, które medyczka zabrała do zbyt cichego legowiska medyka.
Jagnięcy Ukłon obudziła się dość wcześnie. Usiadła na posłaniu i zaczęła układać sierść. Jej niebieskie oczy powędrowały w stronę drugiego posłania, a będąc bardziej precyzyjnym skupiła się na śpiącej Aldrowandowej Łapie. Młodsza niedawno wprowadziła się do tego legowiska tym samym zostając uczennicą rudaski. Jagienka miała przyjemność już przebywać z szylkretką. Ulżyło jej, że koteczka była do niej pozytywnie nastawiona. Treningi w przyjaznej atmosferze szły lepiej. Potwierdzeniem tej tezy było jej własne szkolenie pod łapkami jej drogiej mentorki Ćmiego Księżyca. Podniosła się łagodnie na łapy. Przeszła miękko po podłożu i liznęła lekko uczennicę w łebek.
— Pobudka moja droga — wymruczała. Odsunęła się lekko, kiedy młodsza się obudziła.
— Uszykuj się, a gdy będziesz gotowa podejdź do mnie — poleciła łagodnie. Odwróciła się i zbliżyła się do miejsca gdzie były ułożone zioła. Każde z nich było położone dokładnie tam, gdzie odkładała je Ćmi Księżyc. Jagnięcy Ukłon do dziś pamiętała słowa, jakie wtedy usłyszała od mentorki. Nigdy o nich nie zapomniała i pielęgnowała ułożenie tak jakby srebrna kotka miała do nich wrócić i ponownie komuś pomoc.
— Jagnięcy Ukłonie? Jestem gotowa — rudaska usłyszała mruczenie nieco za sobą. Odwróciła łebek i uśmiechnęła się ciepło do Aldrowandy.
— Dobrze, usiądź proszę — zaczęła, a kiedy kotka usiadła obok niej Jagienka odetchnęła cicho.
— Aldrowandowa Łapo chciałabym byś zapoznała się z ułożeniem naszych ziół. Nie jest ono przypadkowe. Ćmi Księżyc zawsze je miała tak ułożone, ja miałam je zawsze tak ułożone i oczywiście, kiedy mnie zabraknie będziesz mogła układać jak chcesz. Jednak póki jestem zależy mi na tym, by były one tak ułożone. Chciałabym, by chociaż cząstka mojej przyjaciółki pozostała w tym legowisku. Mam nadzieję, że to rozumiesz — wymruczała cicho. Jej oczka lśniły iskierką nadziei.
— Dzisiaj pokażę ci kilka ziół i wytłumaczę na co są i jak je używać. Będę dozować ci wiedzę z tych ziół. Gdybyś miała poznać wszystkie od razu z pewnością, by ci się pomyliły, a nie mogą. Zioło źle stosowane może poważnie zaszkodzić naszym pobratymcom, a przecież tego nie chcemy prawda? — miauknęła. Spojrzała na uczennicę czekając na jej reakcję.
— Pomocy? — spytała, przechylając leciutko łebek. Zastanowiła się na moment. Wiedziała, że gdyby poszła sama myślałaby zbyt wiele na temat bladookiej przyjaciółki.
— Tak, właściwie to tak. Chodźmy, ale trzymaj się blisko mnie — przestrzegła młodszą. Ruszyły razem do wyjścia.
— Jak ci się podoba życie uczennicy? — spytała Jagnięcy Ukłon. Próbowała odwrócić swoją uwagę od przykrych myśli. Rozmowa z szylkretką trwała dość długo podczas zbierania ziół, ale nie była to strata czasu. Wróciły do obozu z potrzebnymi ziołami, które medyczka zabrała do zbyt cichego legowiska medyka.
Obecnie
Jagnięcy Ukłon obudziła się dość wcześnie. Usiadła na posłaniu i zaczęła układać sierść. Jej niebieskie oczy powędrowały w stronę drugiego posłania, a będąc bardziej precyzyjnym skupiła się na śpiącej Aldrowandowej Łapie. Młodsza niedawno wprowadziła się do tego legowiska tym samym zostając uczennicą rudaski. Jagienka miała przyjemność już przebywać z szylkretką. Ulżyło jej, że koteczka była do niej pozytywnie nastawiona. Treningi w przyjaznej atmosferze szły lepiej. Potwierdzeniem tej tezy było jej własne szkolenie pod łapkami jej drogiej mentorki Ćmiego Księżyca. Podniosła się łagodnie na łapy. Przeszła miękko po podłożu i liznęła lekko uczennicę w łebek.
— Pobudka moja droga — wymruczała. Odsunęła się lekko, kiedy młodsza się obudziła.
— Uszykuj się, a gdy będziesz gotowa podejdź do mnie — poleciła łagodnie. Odwróciła się i zbliżyła się do miejsca gdzie były ułożone zioła. Każde z nich było położone dokładnie tam, gdzie odkładała je Ćmi Księżyc. Jagnięcy Ukłon do dziś pamiętała słowa, jakie wtedy usłyszała od mentorki. Nigdy o nich nie zapomniała i pielęgnowała ułożenie tak jakby srebrna kotka miała do nich wrócić i ponownie komuś pomoc.
— Jagnięcy Ukłonie? Jestem gotowa — rudaska usłyszała mruczenie nieco za sobą. Odwróciła łebek i uśmiechnęła się ciepło do Aldrowandy.
— Dobrze, usiądź proszę — zaczęła, a kiedy kotka usiadła obok niej Jagienka odetchnęła cicho.
— Aldrowandowa Łapo chciałabym byś zapoznała się z ułożeniem naszych ziół. Nie jest ono przypadkowe. Ćmi Księżyc zawsze je miała tak ułożone, ja miałam je zawsze tak ułożone i oczywiście, kiedy mnie zabraknie będziesz mogła układać jak chcesz. Jednak póki jestem zależy mi na tym, by były one tak ułożone. Chciałabym, by chociaż cząstka mojej przyjaciółki pozostała w tym legowisku. Mam nadzieję, że to rozumiesz — wymruczała cicho. Jej oczka lśniły iskierką nadziei.
— Dzisiaj pokażę ci kilka ziół i wytłumaczę na co są i jak je używać. Będę dozować ci wiedzę z tych ziół. Gdybyś miała poznać wszystkie od razu z pewnością, by ci się pomyliły, a nie mogą. Zioło źle stosowane może poważnie zaszkodzić naszym pobratymcom, a przecież tego nie chcemy prawda? — miauknęła. Spojrzała na uczennicę czekając na jej reakcję.
<Aldrowandowa Łapo? Rozumiesz prawda?>
[506 słów trening Aldrowandowej Łapy]
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz