Time skip do teraźniejszości, bo tak...
Kocur przedzierał się między kotami, które z jakiegoś tajemniczego powodu postanowiły zebrać się w środku obozu pod koniec dnia. Z kwaśną miną obijał się o wojowników, którym nie posyłał nawet przepraszających spojrzeń. Parł do przodu niczym taran. Szkoda tylko, że przez swoją dość wiotką posturę często zataczał się nieco po uderzeniu w jakiegoś masywniejszego kota. Nie robił sobie jednak z tego nic. Od razu stawał na równe łapy i wracał na swój poprzedni, naruszony szlak. Chociać głowę nosił wysoko, a pierś dumnie wypinał, wzrok miał niewidzący, przepełniony złością i frustracją; znów on musiał biegać do Wężynowego Kła.
Jego kuzynostwo się narodziło, a dokładnie mówiąc, jego kuzyn. Flaming był jeszcze mały i obślizgły, kiedy ujrzał go po raz pierwszy poprzedniego dnia. Ciężko było powiedzieć, jakiej jest maści, bo pokryte śluzem futerko wydawało się przerażająco brązowe; wszyscy jednak wiedzieli, że to tylko kwestia osuszenia i kilku pociągnięć językiem. Może i wszyscy o tym wiedzieli, ale Klekoczący Bocian do końca miał nadzieję, że paskudek okaże się być całkowicie pokryty czekoladową sierścią; wtedy wszystko znów wróciłoby do porządku dziennego. Wtedy mógłby odwołać tę całą farsę; w końcu według kodeksu nie jest jeszcze oficjalnie naznaczony znakiem Przodków, nawet jeśli w Klanie Nocy wszyscy zaczęli używać jego nowego imienia. Błękitna Laguna pewnie szukałaby wtedy pocieszenia w swojej prawdziwej rodzinie, a syn Mureny wróciłby do jego łaski. To, co stałoby się z Wężyną w ogóle go nie interesowało, gdyż księżyce, które musiał spędzić na macaniu jej bebecha, uważał za kompletnie zmarnowane i przepełnione całkowitą odrazą. Na każde wspomnienie tego ciepłego, pokrytego delikatnym, przeżedzonym futrem brzucha, miał ochotę wymiotować, zwłaszcza w momencie, kiedy faktycznie mógł wyczuć kociaka, który w nim pływał.
Nagle poczuł, jak coś uderza go sam środek piersi. Nie było to szturchnięcie, a całkowite wpadnięcie mu pod łapy. Zajrzał na dół, a stamtąd wgapiały się w niego dwa ciemne kamyczki. Podniósł nieco brew.
— A-a... Książe Klekoczący Bocianie, tak bardzo cię przepraszam, nie chciałam ci się kręcić pod nogami, p-po prostu… — mamrotała Fląderka, kłaniając mu się niemal tak mocno, że zaczęła lizać ziemię pod swoimi łapami.
— Po prostu to trochę uważaj, bo większy kot całkowicie cię zdepcze i staranuję — mruknął i od razu chciał ją wyminąć, ale zauważył kawałek gluta na swoim białym futerku, a następnie usłyszał ciche pokasływanie; dokładnie takie, jakby ktoś chciał je ukryć. — Nie wyglądasz… zdrowo. Czujesz się źle? — Zapytał, kładąc uszy. Nie wierzył, że to pytanie uciekło z jego pyska. Obiecał sobie, że nie będzie nigdy suszyć łba innym kotom o ich stanie zdrowotnym; pomoże im tylko, jeśli ci przyjdą do niego na własnych łapach i z własnej oceny sytuacji.
— Nie, nie... Czuje się dobrze — powiedziała pośpiesznie, uciekając wzrokiem, dodała też prędko: — Ale dziękuję za… troskę… To bardzo szlachetne ze strony księcia…
— Skoro tak uważasz. — Wzruszył ramionami i strzepnął ogonem. Nie zauważył, ale był już pod samą lecznicą.
W środku słyszał pałętanie się Gąbczastej Perły.
"Na pewno zapyta mnie o dokładny stan robaka, który wił się u boku Wężyny." — pomyślał i na samą myśl skrzywił się niesamowicie. Odwrócił się. Za nim wciąż stała Fląderka. Najpewniej czekała, aż ten wejdzie do środka, aby mogła się ulotnić bez uszczerbiania jego dumy. Jakby już i tak nie została ona całkowicie pogryziona przez korniki.
— Po prostu to trochę uważaj, bo większy kot całkowicie cię zdepcze i staranuję — mruknął i od razu chciał ją wyminąć, ale zauważył kawałek gluta na swoim białym futerku, a następnie usłyszał ciche pokasływanie; dokładnie takie, jakby ktoś chciał je ukryć. — Nie wyglądasz… zdrowo. Czujesz się źle? — Zapytał, kładąc uszy. Nie wierzył, że to pytanie uciekło z jego pyska. Obiecał sobie, że nie będzie nigdy suszyć łba innym kotom o ich stanie zdrowotnym; pomoże im tylko, jeśli ci przyjdą do niego na własnych łapach i z własnej oceny sytuacji.
— Nie, nie... Czuje się dobrze — powiedziała pośpiesznie, uciekając wzrokiem, dodała też prędko: — Ale dziękuję za… troskę… To bardzo szlachetne ze strony księcia…
— Skoro tak uważasz. — Wzruszył ramionami i strzepnął ogonem. Nie zauważył, ale był już pod samą lecznicą.
W środku słyszał pałętanie się Gąbczastej Perły.
"Na pewno zapyta mnie o dokładny stan robaka, który wił się u boku Wężyny." — pomyślał i na samą myśl skrzywił się niesamowicie. Odwrócił się. Za nim wciąż stała Fląderka. Najpewniej czekała, aż ten wejdzie do środka, aby mogła się ulotnić bez uszczerbiania jego dumy. Jakby już i tak nie została ona całkowicie pogryziona przez korniki.
— A ty? — odezwał się nagle, odwracając się. Czekoladowa niemal nie skoczyła. — Podobno ostatnio włóczysz się sama? Rozmawiałem z Algową Strugą o tym, że cię spotkała. Knujesz coś czy obudził się w tobie jakiś uśpiony zew wojownika? — zapytał, marszcząc brwi.
<Flądra?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz