Borowik, jego kochany brat, któremu niezdrowo odbiło na punkcie Czajki, utonął. Kurka przyjął to dość ciężko, aczkolwiek w pewnym sensie się tego spodziewał. Jego brak był … delikatnym tłukiem. Szkło się spodziewać, że odwali coś takiego! Gonić za swoim przyjacielem jak za myszą!
Kurka najpierw był częścią planu odwiedzenia nieznanych gościu po drugiej stronie drogi.
Potem trwała chwila spokoju, zanim pojawiły się bobry.
Kurka mógł odetchnąć, przytulić się do rodziców, czy do Guziczka, z którym spędzał większość swojego wolnego czasu. Wszystko było dobrze, dopóki do obozu nie wpadł młody Lis, a niedługo po nim prawdziwy rudy lis. Ten potwór wpadł do obozu i upewnił się, że młody Lis popamięta siłę zwierzęcia, po którym został nazwany. Kurki nie było w tym czasie w obozie. Zajmował się wtedy patrolem granic oraz przyniesieniem odrobiny więcej zwierzyny do obozu. Więc kiedy wszedł do obozu i zastał tam chaos i zaschłą krew niedaleko wejścia, aż się zjeżył. Ciarki przeszły po jego plecach na sam widok. Kurka prawie od razu porzucił zdobycz tam, gdzie miała leżeć i odnalazł Czereśnię
– Co tu się stało? – Młody zwiadowca zjeżył się na dźwięk własnego głosu.
– Lis wpadł do obozu. – Czereśnia zmierzył go smutnym wzrokiem. – Dobrze, że wróciłeś… – oświadczył po sekundzie milczenia. – Chodź ze mną.
Kurka posłusznie poszedł za zastępcą. A ten zaprowadził go prosto do ciała jego ojca. Jego kochanego taty, nad którym pochylał się już Czernidłak.
Kurka poczuł tylko, jak jego nogi zaczynają się trząść, ale podszedł do swojego taty. Jego oczy zaszły łzami, których nie był w stanie zatrzymać. Przywarł bokiem do Czernidłaka, pochylając się nad martwym ciałem Pumy.
Dla Kurki to była tragedia. Jeden ukochany członek rodziny za drugim. Zwiadowca zaczął unikać innych kotów, włączając w to Guziczka. Z jakiegoś powodu czuł, że potrzebuje czasu, który mógłby spędzić samemu. Udawał się częściej na patrole, na polowania, na spacery. W obozie rzadko dało się go dostrzec. Przychodził, wtedy kiedy musiał porzucić zwierzynę czy odpocząć w bezpiecznym miejscu.
Na szczęście takie izolowanie się nie trwało bardzo długo. Chłodne noce szybko zaczęły mu doskwierać i tęsknił za dobrze mu znanym futrem przyjaciela. Więc wrócił do spania w obozie, do rozmów z Guziczkiem, chociaż chodził trochę podbity.
Niedługo potem umarł Orzeszek, poturbowany przez bobry. Kurka nie martwił się o te stworzenia do tej pory. Zdawały się przynosić wiele pozytywów. Rzeka uspokoiła się, po tym, jak powstały ich tamy. Jednak fakt, że zaatakowały kota, był dość… negatywnym skutkiem ich obecności. Chociaż to tylko jedna cegiełka dodana do listy zagrożeń, jakie czyhały na wszystkich w lesie. Dlatego też Kurka nie rozumiał za bardzo głosów kotów, które tak zażarcie chciały się pozbyć ich nowych gości. Oczywiste było, że wystarczyło się nauczyć żyć z nimi w zgodzie i będzie się kotom żyć jak wcześniej. A nie topienie się w rzece po każdym deszczu było przyjemną myślą.
Ale Kurka nie miał ani ochoty, ani siły wypowiadać się na ten temat. Nie był zbyt rozmowny. I Guziczek też jakoś tak ucichł. Chociaż wieczory nadal spędzali na spokojnych spacerach, a noce przyciśnięci do siebie.
Na jednym ze spacerów Kurka usiadł na zagubionym kamyku, jeszcze ciepłym od słońca, chociaż to już zachodziło. Spojrzał w niebo i zamilkł na chwilę. Guziczek przysiadł się do niego, oboje trochę smętni i cisi.
– Cieszysz się, że dostałeś ucznia? – Kurka w końcu znalazł temat, który mógł poruszyć, a który nie wzbudzał niepotrzebnych wspomnień.
– Tak. Oczywiście, że tak. Świergotek będzie świetnym uczniem! – Guziczek wypiął odrobinę pierś.
– Na pewno nauczysz go lepiej niż ciebie Miłostka. – Kurka zaśmiał się pod nosem. Ach… czasy, kiedy byli uczniami! Miłe wspomnienia, chociaż kurka nie wróciłby do tamtych czasów.
– No to na pewno!
I zapadło milczenie. Komfortowe, nieco mniej smutne. Kurka znowu się zamyślił na chwilę.
– Wiesz … mam już 33 księżyce i nadal nie wiem, czy czuję się dobrze z życiem, które mam.
– Co masz na myśli? – Guziczek zajrzał na niego podejrzliwie.
– Patrole, polowanie, spacer, sen. Codziennie to samo, chociaż spacery z Tobą to najprzyjemniejsza część dnia. Chyba jako jedyna. Ta rutyna sprawia, że zaczynam kwestionować czy robię wszystko dobrze z moim życiem. – przyznał Kurka. – Jestem trochę nudny…
– Nie jesteś nudny! Jesteś najlepszy pod słońcem, a już niedługo będziesz rządził ze mną całym owocowym lasem, mówię Ci! – Guziczek napuszył się dumnie. Ach... Te plany władzy nad wszystkimi wokół, ambitne, lecz dla Kurki prawie nieosiągalne.
– Mam nadzieję. Pieczarka jest… trochę…– Kurka zaciął się w swojej wypowiedzi. Tak rzadko wypowiadał się o kimkolwiek u władzy. – Miękka? Byłbyś lepszym liderem!
– A dziękuję!
– A niedługo będziesz mógł się przetestować w kierowaniu Świergotkiem! – Kurka położył swoją łapę na łapce przyjaciela. Jak dobrze było mieć takiego Guziczka u swojego boku!
<Guziczku?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz