– USZ! Mafakwa, fafo! – mruknąłem, z pełnym pyskiem, część jedzenia wypadła mi z pyszczka. – Nif tyfko… umf… mufe biefaf f bfofie i… umf…
Guziczek zaśmiał się cicho, wąsy zadrżały mu z rozbawienia.
– Spokojnie, Gronostaju, powoli. Nie mów z pełnym pyskiem, bo się zadławisz – mruknął, a po chwili dodał: – I i tak nic nie zrozumiałem.
Przełknąłem gniewnie.
– TATOOO! Muszę teraz powtarzać wszystkooo! WUSZ! – warknąłem z irytacją, kręcąc głową na boki i oblizując ząbki po posiłku. – Mówię, że… że MASAKRA! Jaśminowiec każe mi walczyć w błocie bez przerwy. Atakuje mnie znienacka. I twierdzi, że jestem NIEZDYSCYPLINOWANY! Możesz w to uwierzyć? JA, niezdyscyplinowany! Przecież… przecież ja mam tutaj ze WSZYSTKICH kotów najbardziej poukładany tryb życia i… i ZAWSZE trzymam się swoich zasad! I mam najsilniejszy wewnętrzny kodeks! TAK! Dociera to do ciebie, tato? DO NIEJ NIE!
Guziczek tylko pokręcił głową z niedowierzaniem, patrząc na mnie z tym specyficznym rodzajem ciepła, co zawsze. Nie podobało mi się to. Powinien podzielić moją irytację i złość na wadliwy system… ale w sumie, to też nie takie złe…
– To brzmi naprawdę okropnie, synu… – odparł, starając się brzmieć poważnie, ale ja widziałem, że najwyraźniej coś go tu niezmiernie BAWIŁO!
– MHM! – przytaknąłem.
Tata zamyślił się. Przez chwilę tylko na mnie patrzył, a potem spytał:
– A… działo się może ostatnio coś, co nie było masakrą…?
Zmarszczyłem brwi i się zastanowiłem.
Dziwne, dziwne… Z reguły nie zastanawiam się nad dobrymi rzeczami, które dzieją się wokół mnie. Skupiam się głównie na tych najbardziej emocjonujących i wytrącających mnie z równowagi. Ale na pewno coś się znajdzie…
– Hm. Hm. Coś niemasakrycznego…? Ojjj, ciężko będzie, tatusiu. Ale… O! WIEM! Na przykład… wczoraj, na treningu, nauczyłem się rozpoznawać tropy lisa! – machnąłem ogonem, przyglądając się uważnie reakcji ojca. – Zaraz ci powiem jak…
***
Poprzedniego dnia…
– Skup się, Gronostaju – miauknęła Jaśminowiec. – Powiem to jeszcze raz - ślad lisa wygląda jak jego głowa, tak jak mówi rymowanka: “pionowe dwa uszka, duże dwa oczka, na dole pyszczek tuż obok noska”...
– AAAAAGH! Ale to jest GŁUPIE! – warknąłem, zakrywając uszy łapami. – PRZESTAŃ TO POWTARZAĆ! Bo mi głowa eksplodujeee!
Nie cierpiałem tej rymowanki, a mimo to kotka bez przerwy ją powtarzała.
Z drugiej strony… no, nie potrafię i tak tych śladów rozpoznać, więc teoretycznie powtarzanie rymującego się zdania w kółko i w kółko powinno pomóc, zapaść w pamięć…
…Teoretycznie.
W praktyce czułem, jak gotuje mi się mózg, a wrzątek wypływa mi przez uszy.
Mentorka przekrzywiła głowę na bok.
– Nie nauczysz się, jeśli tego nie zapamiętasz. Rymowanka ma ci ułatwić wizualizację lisiego tropu. No, dalej. Powtórz za mną: “pionowe dwa uszka…”-
– Nie.
Uderzyłem głową w ziemię.
Trach.
– Powiem.
Trach.
– TEGO!
Trach. Trach. Trach.
Kotka przewróciła oczami.
– Nie histeryzuj, słonko. Pokaż mi, że to umiesz, Gronostaju, to przestanę! Dalej. Chodź za mną.
Z głośnym jękiem podniosłem się z ziemi i podążyłem za mentorką w głąb lasku.
Temat tropów zwierząt pojawiał się na naszych ostatnich treningach częściej nawet niż tarzanie się w błocie. I to nie przez brak błota… Jaśminowiec twierdzi, że skoro już opanowałem podstawy, pora przejść do uszczegóławiania mojej wiedzy i umiejętności o takie rzeczy, jak właśnie rozpoznawanie tropów czy gatunków drzew…
Z tymi drzewami to dopiero będzie jatka…
Po kilku długościach lisiego ogona się zatrzymaliśmy.
Czekoladowa usiadła na ziemi, owijając ogon wokół przednich łap. Wskazała pyskiem na ślady przed nią.
– To ślad lisa. Teraz powiedz mi dlaczego. Znajdź pyszczek i uszka. To proste, dasz radę.
Skrzywiłem się i zacząłem analizować jego kształt.
Poduszka łapy była jakby… trzema złączonymi owalami. Wyżej, po bokach, były dwa większe, pod kątem, a na samej górze dwa największe, pionowe.
Jak to było…? “Cośtam-cośtam… na dole pyszczek”... Gdzie tu niby jest pyszczek? Zupełnie nie jestem w stanie sobie tego zwizualizować, ja widzę po prostu pięć owali pod różnym kątem… A NIE JAKIŚ ZAPCHLONY PYSZCZEK! TO NIE MA SENSU!
– UGGHH! Nie widzę tego, Jaśminowcu! Gdzie ty tu niby jakieś uszka masz? Przecież to są takie… takie rozciągnięte kule po prostu! No patrz! Tu… TU! NA GÓRZE! – Uderzyłem łapką w ślad na ziemi, rozmazując go gniewnie. – Masz takie dwa bardziej podłużne i wąskie, owalnie zakończone elementy, symetrycznie ukierunkowane w sposób tworzący górę rombu. NA DOLE. – Uderzyłem ponownie. – Masz dwa mniejsze elementy ukierunkowane w tym samym rombowym trendzie, a ich brak w długości uzupełnia ta KULA, która jest wierzchołkiem rombu! TO JEST ROMB! A NIE JAKIEŚ… JAKIEŚ USZKA! – Do reszty zamazałem lisi trop, po czym zamarłem. – Oh…
Zmarszczyłem brwi. Chwila moment.
Moja mentorka przechyliła nieco głowę na bok, uśmiechając się z wyraźną satysfakcją.
– Już rozumiesz, Gronostaju?
Rozumiałem. To jest… romb. Inne tropy nie mają kształtu rombu, przynajmniej nie o takich samych kątach czy proporcjach…
To wszystko jest do policzenia.
Skrzywiłem się, odwracając głowę w bok.
– Nooo… Powiedzmy, że… że zrozumiałem… – mruknąłem.
***
– I co myślisz, tato??? Co myślisz? Jestem PRZEGENIALNY, prawda? POWIEDZ, TATO! – przyczołgałem się bliżej Guziczka, licząc na jego aprobatę. – Powiedz! Powiedz! Powiedz! – Pacnąłem go trzykrotnie łapką.
Miło, że tata pyta mnie też o dobre rzeczy, które się stały. Chociaż on. Muszę częściej z nim rozmawiać…
<Guziczku, powiedz>
[827 słów + rozpoznawanie tropów lisów]
[17% + 5%]